Ursula K. Le Guin 2.3: Miasto złudzeń

wyzwanie czytelnicze 2020 Hain 3 Miasto złudzeń

Czy jestem monotematyczna? Trochę tak, bo to kolejna powieść Ursuli K. Le Guin, którą przeczytałam w ostatnim czasie. I nie ostatnia, bo całoroczne wyzwanie trwa, i ma się dobrze (z przerwami dla jasności umysłu).

Miasto złudzeń, trzecia powieść ze zbioru Sześć światów Hain to nieco dłuższy tekst, bo liczy około 150 stron (objętość podaję na podstawie wydania Prószyńskiego). Pierwodruk pochodzi z 1967 roku — widzę tutaj jakąś formę dzisiejszego „rapid-release publishing”, co jest ciekawe. Warto też dodać, że Miasto złudzeń zamyka pierwsza trylogię w cyklu Hain (gdzieś przeczytałam, że jest to całość, ale nie pytajcie gdzie).

Wrażenia z lektury? Takie małe łał, bo bardzo dobrze mi się czytało, bo powieść była napisana lekko a fabuła była niezwykle interesująca. W zasadzie już po skończeniu Planety wygnania czułam, że chcę więcej i prawie od razu wskoczyłam w Miasto złudzeń. I mimo tej nieporęcznej cegły, jaką jest Sześć światów Hain, miałam potrzebę siedzenia i czytania, a przede wszystkim poznania niezwykłej historii, która stworzyła Le Guin.

A jest to historia pewnego mężczyzny, który zostaje przygarnięty przez małą społeczność ludzi, obejmująca jedno domostwo, jedną rodzinę. Mężczyzna jest nagi, nie mówi i przypomina dziecko, którym trzeba się zająć i nauczyć bycia człowiekiem. Przyglądamy się życiu bohatera, to kim się staje i jego drodze do poznania siebie. Okazuje się też, że ta droga nie jest prosta i czeka go sporo niespodzianek.

Już kilka razy wspominałam, że to całe wyzwanie jest męczące, i brnę przez nie jak przez zwały śniegu. Tymczasem Miasto złudzeń dało mi zupełnie inne odczucia — przy tej powieści poczułam, że mogę, że dam radę przeczytać całą serię dzieł Ursuli K. Le Guin. Widać, że autorka poszła w stronę budowania ciekawszych fabuł, których akcja angażuje czytelnika. Nie miałam tego dziwnego wrażenia obserwowania dziwnych i mało spójnych zdarzeń, jak to było w przypadku Świata Rocannona. Sam język powieści wydaje się bardziej elastyczny, sposób pisania zmieniał się z powieści na powieść. Oczywiście w tym miejscu dochodzi też sprawa tłumaczenia, bo kolejny raz mamy do czynienia z innym autorem przekładu. Ale warto też zaznaczyć, że wykorzystano te z lat 90, kiedy proza Le Guin pierwszy raz pojawiła się na polskim rynku.

Miasto złudzeń zwraca uwagę na kilka bardzo istotnych wątków związanych z rozwojem człowieka. To jak środowisko w jakim się wychowujemy wpływa na nasze postrzeganie świata — Le Guin pokazuje to na kilka sposobów. Dla mnie jednak, jest to przede wszystkim powieść o szukaniu własnej tożsamości, tego prawdziwego JA. O samopoznaniu, które często pojawia się w prozie autorki (przynajmniej w tych utworach, które miałam okazję czytać). Określenie samego siebie musiało być ważnym zagadnieniem dla Le Guin skoro tak często do niego wracała

Muszę przyznać, że z poznanych do tej pory powieści z cyklu Hain, to właśnie Miasto złudzeń jest moją ulubioną. Przede mną jednak Lewa ręka ciemności, która jest uznawana za jedną z najlepszych powieści Le Guin w jej twórczości i od dawna znajdowała się na mojej liście pozycji do przeczytania. Jestem ciekawa tej konfrontacji i mam nadzieję zabrać się za nią jeszcze w kwietniu.

Ursula K. Le Guin coraz bardziej staje się moja ulubioną autorką, w końcu jest Pierwszą Damą Fantastyki.


Tłumaczenie powieści: Jacek Kozerski


1 myśl na “Ursula K. Le Guin 2.3: Miasto złudzeń”

  1. Pingback: "Światło jest lewą ręką ciemności, a ciemność jest prawą ręką światła." - Iwona Magdalena

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *