Wyzwanie Le Guin 2.1: Świat Rocannona

wyzwanie czytelnicze 2020 Hain 1 Świat Rocannona

Zaczynam kolejną część cyklu z wyzwaniem Le Guin. Tym razem zabrałam się za czytanie Sześciu światów Hain i przyznam, że początek był niezwykle trudny. Jak tylko siadałam do czytania pierwszej powieści — którą jest Świat Rocannona — po 2 stronach rozpraszało mnie dosłownie wszystko. Przyjęłam też przez to zupełnie inną taktykę: ponieważ czytam wolniej, to każda z powieści dostanie swój oddzielny tekst na blogu. Dobre dusze mówią mi, że te pierwsze powieści są słabsze i gorzej się je czyta, więc mam nadzieję, że jednak skończę do końca kwietnia. Jest duża szansa, bo też się izoluję i nie chodzę do pracy.

Ursula K. Le Guin pisała dość specyficznie, oszczędnie w słowach, ale dość ciężko. Poczułam to w momencie, kiedy przyszło mi się zmierzyć z historią, której nie znałam wcześniej. Świat Rocannona ma nieco ponad 100 stron w zbiorczym wydaniu, i jest to pierwsza wydana powieść autorki. Pierwodruk pochodzi z 1966 roku — jak na 54 letnią powieść, trzyma się dobrze i jest aktualna.

Jest to historia etnologa Gaverela Rocannona, który odwiedza planetę Fomalhaut ll. Już na samym początku dowiadujemy się, że kompani jego wyprawy zostali zabici przez wroga — on, jako jedyny ocalały, stara się odnaleźć w tej trudnej sytuacji. Przy tej okazji poznajemy nieco bliżej tubylcze rasy istot rozumnych, poruszamy się wraz z nim po dziwnej planecie rodem z epoki brązu, oraz poznajemy problemy jakie wiążą się z kolonizacją, czy nawet interakcją z mieszkańcami zupełnie innego świata.

W warstwie fabularnej mamy takie bardzo fantasy rzeczy, jak książęta z mieczami, stare kamienne zamki, myśliwych, niewolników i służących oraz drogocenne klejnoty. Jednocześnie jesteśmy na obcej planecie, i rozmawiamy o podróżach nadświetlnych, odległości w latach świetlnych i laserowych śmigłowcach. Klasyczne science fantasy.

Ale to Le Guin, i ja mam wrażenie, że muszę się doszukać w powieści podwójnego znaczenia. I oczywiście jest. Bo Świat Rocannona dotyka kolonizacji, przenoszenia na innych własnego światopoglądu i nie liczenia się z tym jak żyją inne jednostki. Zagarnianie cudzej własności, tutaj ziem, i wykorzystywanie tego całego dobra do własnych celów. Momentami jednak wydaje mi się, że ta moja interpretacja jest bardzo naciągana, że sobie dopowiadam wiele rzeczy, żeby powieść miała jakieś znaczenie i nie była tylko zwykłą historią zagubionego etnologa. Bo w moich oczach Le Guin urosła do autorki, która nie pisała bez konkretnego powodu czy przesłania. Ziemiomorze mi każe tak myśleć.

Cykl Hain, który zaserwowało nam wydawnictwo Prószyński i ska, to pierwsze dłuższe prace Le Guin. Nie wiem, jak bardzo równolegle pisała to z Ziemiomorzem właśnie, ale 3 pierwsze powieści z Sześciu światów Hain ukazały się jedna po drugiej, więc będzie to też ciekawe doświadczenie czytać je dokładnie w takiej kolejności. Czy im dalej w chronologię twórczości, tym znajdę więcej treści pomiędzy wierszami, czy to będzie ciągle moja nadinterpretacja?

Jak już wspomniałam, Świat Rocannona czytało mi się bardzo długo, mozolnie, bo nie jest to literatura po jaką lubię sięgać — ta szybka, lekka i przyjemna. Le Guin trzeba czytać dokładnie. I to chyba jest charakterystyczne dla jej pokolenia pisarzy, bo współcześnie więcej tekstów jest nastawionych na akcję i dzianie się. Owszem, akcję i szalone zwroty znajduję też w tej powieści, ale jest to podane w zupełnie inny sposób, przez co lektura ma też zupełnie inny charakter.

Obawiam się kolejny powieści. Ponoć zarówno Planeta wygnania, jak i Miasto złudzeń nadal nie są najlepszymi tekstami Le Guin, więc mogę mieć ten sam mozolny proces czytania. Na szczęście są one równie krótkie, bo mieszczą się w przedziale 100-150 stron. Daje mi to pewne szanse na szybsze skończenie, o wrażeniach oczywiście opowiem na blogu.


Tłumaczenie powieści: Danuta Górska i Lech Jęczmyk


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *