Wesoła i nietuzinkowa rodzinka

yamadas-ghibli

Oto i on. Ostatni film wypuszczony w XX wieku przez Studio Ghibli. Bardzo ciekawie się złożyło, że ten etap mojej przygody z japońskimi animacjami kończę jeszcze w 2020 roku. I tutaj mała wzmianka nie koniecznie dotycząca filmów: moje wyzwanie z Ghibli się nie kończy. Zostało mi jeszcze 10 filmów, zaplanowałam sobie po 2 na każdy miesiąc — materiału mam do maja 2021.

My Neighbors the Yamadas (1999)
(Jap: ホーホケキョとなりの山田くん,
Hep: Hōhokekyo Tonari no Yamada-kun)

scenariusz: Isao Takahata, reżyseria: Isao Takahata

Rodzinka Yamadów, bo tak brzmi polski tytuł filmu, powstała na podstawie pakowego komiksu Nono-chan autorstwa Hisaichiego Ishii. I jak w przypadku każdej animacji Takahaty, jest to obraz wyjątkowy pod wieloma względami.

Warto zaznaczyć, że w Yamadach pierwszy raz całkowicie wykorzystano animacje komputerowe, z pominięciem ręcznie rysowanych teł czy innych elementów. Zresztą, skąpa kreska oddaje charakterystyczny niechlujny styl autora mangi i ma się kojarzyć z dziecięcymi bazgrołami, jakimi mogłaby uraczyć nas mała Nonoko (najmłodsza bohaterka).

O czym jest film? My Neighbors the Yamadas to historia rodziny składającej się z mamy Matsuko, taty Takashiego, syna Noboru, córeczki Nonoko i babci Shige. Oraz psa Pochi, którego rola ogranicza się do siedzenia w budzie i patrzenia na ludzi z politowaniem. Całość to zabawne sekwencje z życia codziennego rodziny. Nie ma tutaj wielkiej fabuły, a jedynie bardzo krótkie historie utrzymane w konwencji komedii sytuacyjnej. I w zasadzie to tyle.

Tak, to będzie jeden z tych krótszych tekstów, bo nie ma za bardzo nad czym się tu rozwodzić. Scenki rodzajowe u Yamadów to życie codzienne, więc zobaczymy takie urocze obrazki jak: walka rodziców o pilota/telewizyjny program; babcia sarkając na leniwą synową; próba stworzenia więzi ojca i syna, czy taka prozaiczna rzecz jak zostawienie córki w centrum handlowym przez przypadek. A wszystko to okraszone celnymi uwagami pod postacią haiku autorstwa Bashō.

Co mogę dodać od siebie? My Neibhors the Yamadas to bardzo pocieszny film, zabawny na swój wyjątkowy sposób i łamiący znane konwencje w Studiu Ghibli. Wspomniałam już kilka razy, że Takahata nie tworzy nic oczywistego — było to widać we wcześniej omawianych filmach Only Yesterday oraz Pom Poko. Warto też pamiętać o Grobowcu świetlików, który nie został uwzględniony w Netflixowym pakiecie oraz o Księżniczce Kaguyi, która pojawi się na blogu za jakiś czas.

Yamadowie to świetny film na leniwy wieczór, bo można się przy nim pośmiać i zrelaksować. Nie wymaga od widza skupienia, a jedynie chęć obejrzenia czegoś niezobowiązującego. I to chyba jest świetne w filmach Takahaty, że nie sięga jedynie po ciężkie tematy, a zostawia sobie miejsce na róże obrazy.

Pozostało mi tylko polecić wszystkim fanom japońskiej animacji, którzy jeszcze nie mieli szansy obejrzeć My Neibhors the Yamadas, bo warto.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *