Przejdź do treści

Sztampowe “Nowy rok, nowa ja”

dieta ketogeniczna

Disclaimer: nie zamierzam nikogo namawiać ani nawracać na moje przekonania odnośnie sposobu odżywiania. W tekście mogą pojawić się takie słowa jak “dieta” i “odchudzanie”. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Ten tekst przeszedł kilka transformacji na przestrzeni miesiąca, w którym go pisałam i obmyślałam. Bo chciałam wam opowiedzieć o tym, co ja planuję na tej mojej emigracji robić, jak zmieniło się moje życie itd. Ale jest bez zmian. No prawie. Nigdy nie wiem też, jak bardzo mogę (czy powinnam) uzewnętrzniać się w Internecie, żeby niczego nie żałować.

Krótkie podsumowanie tego, co działo się w 2021 roku: kilka razy zmieniałam pracę, z różnych powodów; rok był pod znakiem większego lub mniejszego stresu — męczący psychicznie; w końcu odwiedziłam rodzinę w Polsce; dopadła mnie “starość” — skończyłam 35 lat i dopadły mnie refleksje; z jednej strony pogodziłam się, że nigdy nic nie napisze, z drugiej nadal mam nadzieję; nadal nie zrobiłam prawa jazdy; zmieniłam sposób odżywiania i chyba żałuję. I o tym ostatnim będzie ten tekst.

Iwona w krainie ketogenicznej

“Nowy rok, nowa ja” bo mam wrażenie, że wpisałam się w głupi trend “to od stycznia się odchudzam”, ale to przypadek. Ze sposobem życia i odżywania keto (nie mówimy, że to dieta!) miałam już styczność, żyłam tak przez jakieś 11-12 miesięcy i czułam się świetnie. Porzuciłam go na przełomie maja i czerwca 2021, bo mi się zachciało owsianek, a Mężowi domowego chleba. Przez chwilę było fajnie, a potem się posypało: oboje przytyliśmy, wróciły nam jakieś nieciekawe dolegliwości, a najgorsze chyba to, ze ja ciągle jestem głodna.

O powrocie na tzw. keto myśleliśmy już od listopada. Co nas powstrzymało? Szafka pełna ryżu i makaronów, których nie chciałam wyrzucać i uznałam, że musze to jakość wyjeść, chociaż w 90%. Bo nie marnujemy żywności. I tak nam zeszło, i jeszcze chwilę zajmie.

Co to jest “dieta ketogeniczna”? Niby jest Wujek Google, ale szybkie wyjaśnienie. To nie jest dieta, mówimy styl odżywiania, albo nawet lifestyle. Polega na zastąpieniu energii z węglowodanów tej z tłuszczu. Keto jest znane też jako jedna z form LCHF = low carbs, high fat, czyli spożywanie minimalnej ilości węglowodanów, średniej ilości białka i bardzo dużej ilości tłuszczu (dobrego tłuszczu!).

Dlaczego keto? Przez pół roku, kiedy wróciłam do standardowej diety (i zaczęłam zapychać się francuskimi rogalami z masłem) zauważyłam kilka zmian. Siedem rzeczy, które były lepsze podczas życia na keto:

Lepsze samopoczucie. I tutaj sprostowanie, bo akurat nie poczułam tej magicznej i mistycznej energii do życia, o której mówią “mistrzowie keto” — może robiłam coś nie tak? Ale byłam bardziej aktywna, więcej pisałam i potrafiłam się bardziej zorganizować. Porównując jesień 2020 i jesień 2021 widzę zwyczajnie różnicę na korzyść tej pierwszej (a wtedy byłam zdecydowanie bardziej zestresowana i depresyjna). Jestem ciekawa czy po prostu mój boost energetyczny wygląda mniej energetycznie niż u innych…

Wysypiałam się. Unormował się mój rytm dnia w jakiś magiczny sposób, spałam podobną ilość czasu każdej nocy i budziłam się sama z siebie wypoczęta. Co też mogło być oznaką tego pierwszego.

Skóra, głównie twarzy. Mam suchą i problematyczna skórę twarzy z tendencją do naczyniowych przebarwień. Większość kosmetyków na mnie nie działa i/lub podrażnia. A jednak na keto, te wszystkie problemy się jakoś tak skończyły, były zdecydowanie mniejsze, moja twarz wyglądała lepiej, nie była czerwona i się sobie podobałam. Oczywiście wcale nie twierdzę, że to zbawienny wpływ tłuszczu, a pewnie nie wkładanie w siebie tony przetworzonego jedzenia itp. Każdy sposób jest dobry.

Czytałam etykiety. Na zakupach byłam zmuszona sprawdzać co jest w danym produkcie, żeby nie dostarczać sobie tzw. cukru dodanego. I może jest to śmieszne, ale keto nauczyło mnie zwracać uwagę na skład. Tak zwyczajnie. Mąż szedł na łatwiznę i sprawdzał ilość węglowodanów w tabelce, ja szukałam wszystkiego co ma możliwie jak najkrótszy skład bez słowa “cukier” na pierwszym miejscu.

Jadłam więcej warzyw. Czy to nie paradoks? Niby dieta mięsno-tłuszczowa a ja tu o warzywach? Prada jest taka, że nawet jeśli większość moich posiłków składało się z mięsa, to obok steka czy innego burgera była kupa warzyw — tych “dozwolonych”. I nie zalewałam swojego talerza tłuszczem. Jadłam awokado, oliwki, nie stresowałam się na jakiej ilości smażę moje jajka (tylko ghee!), dressingi na oliwie do sałatek i sosy na bazie tłustej śmietany (w UK mamy taką co ma 50%).

Nie byłam głodna. Dość szybko wycięliśmy (ja i mój Mąż) z naszego życia kolację i zaczęliśmy ośmiogodzinne okno żywieniowe. Późne śniadanie pojawiało się miedzy 10 a 12, a tzw. obiad między 18 a 20. Moje porcje zaczęły też się zmniejszać, bo nie potrzebowałam już tyle jedzenia. Zauważyłam to dopiero po fakcie, kiedy jakieś dwa miesiące temu zaczęłam być wiecznie głodna. I jest to bardzo złe uczucie, bo rozprasza.

Schudłam dwa rozmiary. I tak, rzucenie zbędnych kilogramów było moim głównym celem, kiedy pierwszy raz zmieniałam styl życia/odżywiania na ketogeniczny. Ale teraz, to jest moim ostatni powodem do powrotu. Odzyskałam 4 z 12 kilogramów. Nie czuje się z tym fatalnie, ale wolałabym się tego pozbyć przed kolejną imprezą rodzinną, bo nie chcę wydawać na kolejną sukienkę “na raz” (ta ostatnia kosztowała zdecydowanie za dużo, żeby już się w nią nie zmieścić).


Czy ten tekst się komuś przyda? Pewnie nie. Czy wnosi coś ciekawego do formatu bloga? Chcę w to wierzyć.

Moje życiowe postanowienie na rok 2022, to głownie poprawa zdrowia i samopoczucia — ma mi w tym pomóc odżywianie ketogeniczne, ale nikogo do tego nie namawiam. W myśl zasady YOU DO YOU. Chciałabym też mieć stałą pracę, kupić dom i zdać prawo jazdy, ale na to wpływają też czynniki zewnętrzne, więc wolę się skupić na czymś, co jestem realnie w stanie zmienić sama.


2 komentarze do “Sztampowe “Nowy rok, nowa ja””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.