„STRIKE FIRST, STRIKE HARD, NO MERCY”

To będzie wpis niedługi i nieco nostalgiczny. Czuję się dzieckiem lat osiemdziesiątych, bo znam sporo amerykańskiego kina familijnego tamtych lat. Wielbię Back to the Future, znam klasycznego Teen Wolfa i zderzyłam się kilka razy z naukami pana Miyagi. Tak, mówię tu o oryginalnym filmie The Karate Kid z 1984 roku, który oparto na motywie „od zera do bohatera” zanim to było modne.

Daniel LaRusso był bohaterem aż 3 filmów z cyklu, ale to Miyagi sensei pojawił się jeszcze w czwartej odsłonie, gdzie uczył młodziutką Hilary Swank. Dostaliśmy też bardzo zły remake filmu z Jackiem Chanem i Jadenem Smithem, który jest bardzo wielką pomyłką. Na całe szczęście Cobra Kai wraca do motywów znanych nam z pierwszego filmu, co jest cudnie nostalgiczne.

Cobra Kai, to serial, który wpisuję się w pewną mode na reaktywowania starych filmów i seriali. I tak, opowiada on historię dalszych losów Daniela i jego pierwszego wroga Johnny’ego, ale też znacznie więcej. Bo mamy nowych bohaterów, nowe czasy i nowa narrację.

Dostajemy rzut okiem na dzieciństwo Johnny’ego, które w filmie było całkiem pominięte. W końcu miał być tym bogatym mięśniakiem, co problemy rozwiązuje siłą. W Cobra Kai nadal nim jest, i jednocześnie nim nie jest. Daniel też dorósł, założył rodzinę, i nie jest już tym samym chłopakiem co kiedyś, nie jest też bohaterem. Życie LaRusso zmieniło się o 180 stopni, patrzy on zupełnie inaczej na świat i ten motyw świetnie wykorzystali twórcy.

Dlaczego? Bo dwa pierwsze odcinki serialu dostępne są za darmo na YT, i zachęcają. Pierwszy odcinek to świat pokazany oczami Johnny’ego, ten brakujący element układanki z oryginalnego filmu. Drugi – to świat widziany oczami Daniela, który może nieco nas zaskoczyć. Ale czy to co widzimy, to już wszystko? No oczywiście, że nie, bo mamy dużo karate!

Kiedy robiłam przegląd artykułów na temat serialu Cobra Kai, znalazłam informację, że produkcja YouTube Red pobiła w oglądalności nawet Netflixa i była (a nawet jest) prawdziwym hitem. A jednak nie zauważyłam w maju żadnego wielkiego szumu. A szkoda. Przypuszczam, że wine ponosi za to mała popularności YT Red i YT Originals.

Może dzięki temu wpisowi, więcej osób zainteresuje się spuścizną po naukach pana Miyagi, bo 2 sezon już w produkcji.

Tagi:

0 myśli na “„STRIKE FIRST, STRIKE HARD, NO MERCY””

  1. Nigdy nie słyszałam o serialu – pewnie masz rację, że to wina niewielkiej popularności platformy.
    Jak masz ochotę na nostalgiczną podróż do lat 80-tych, to jest jeszcze The Forbidden Kingdom – Karate Kid w wersji fantasy. Nic specjalnego, ale do obiadu można obejrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *