Spowiedź po raz trzeci

Z moich najgorszych grzechów już się wyspowiadałam. Uznałam jednak, że nie mogę na tym poprzestać i poszłam szukać dalej. Na dnie mojego czytelniczego serducha, znalazło się jeszcze trochę ebooków i mały stosik papierowych książek. W moim szaleństwie, postanowiłam zrobić kolejne dwa spisy tytułów…

Uporządkowanie pozostałych ebooków było wyzwaniem. Musiałam zaglądać w różne miejsca, żeby ogarnąć całość – lekka odmiana masochizmu. Nie policzyłam tytułów pobranych z Wolnych lektur, bo do nich dostęp jest cały czas. Ominęłam też paczki darmowych romansideł, które pobrałam kiedyś z angielskiej księgarni kobo – powinnam skasować, bo i tak tego nie przeczytam… Policzyłam za to moje ebooki, które mam jedynie na czytniku nook – jak ktoś śledzi moje wpisy czytnikowe, to wie, że Anglia jest zacofana, a prócz tego dwa razy przenosili mi nookowy księgozbiór (bo nook UK się zamknął) i w efekcie straciłam kilka tytułów. Nadal je mam, ale nie mam do nich żadnej kopii zapasowej. Wyszło mi w sumie, z kilkoma darmowymi antologiami, 86 pozycji. Z czego już przeczytanych jest 20.

Jest różnorodnie. Odkryłam jakieś ebooki, które kiedyś w jakiejś akcji rozdawał woblink – mam rzeczy, których się nie spodziewałam mieć. Zapomniałam też o takich skarbach jak Historia Korei czy dwa opracowania dotyczące literatury koreańskiej. Wszystko kupione za sprawą dziwnych rozmów o historii i kulturze azjatyckiej (no i mojej k-fascynacji).

Z kolei spisanie tego, co mam na moim jedynym regale było dużo łatwiejsze. Odpuściłam tylko stos książek kucharskich (tam też mam 2 z kuchnią koreańską…), bo tego się nie czyta. Nie jest to też mój cały księgozbiór, a jedynie ta część, która przeprowadziła się ze mną do Anglii. W spisie są też książki Męża, ale ja je czytam w większości, no i u nas nie ma „moje i twoje”, tylko „nasze”. Taka miłość (tak wiem, zrobiło się słodko i bleh). Jestem też przekonana, że przesłałam sobie większość nieprzeczytanych książek, które posiadam – reszta księgozbioru czeka na moment, aż kupię większy dom z miejscem na porządne regały/półki.

Zatem książek fizycznych mam obecnie nieco mniej, bo 79. Dodatkowo 1 pożyczyłam koleżance (i nie wiem czy nadal żyje – książka, nie koleżanka), i już za chwilę z Polski przyjadą mi kolejne 4. U teściów i mojej mamy mogę mieć maksymalnie drugie tyle, bo ja większość życia korzystałam z bibliotek i książki zaczęłam gromadzić na studiach. Przeczytanych też mam powyżej 20 – doliczyłam się 24. Dokładnej liczby nie jestem w stanie podać, bo zwyczajnie nie pamiętam, które tomy Piekary o Inkwizytorze przeczytałam (od dawna byłam w posiadaniu 4, ale nie mam ich nawet na goodreads zaznaczonych – how? why?). A jak to piszę, to jestem mniej więcej w połowie Cesarza Ośmiu Wysp (i zakładam, że jak puszczę tekst, to będę już czytać Pana Ciemnego Lasu).

I co dalej? Początkowo planowałam zrobić listę podobną do tej z BookRage’owej spowiedzi, ale przyznam się, że tutaj nie mam już tak łatwo. W moim wyzwaniu 24 książki, zostało mi już tylko 10 pustych miejsc, a książek zdecydowanie więcej. I ja nie potrafię się na nic zdecydować.

Mam sporo Anny Kańtoch, czekają na mnie jej kryminały i czekają na mnie 3 tomy Przedksiężycowych. Ale już zaraz za chwilę, przybędzie do mnie zestaw cegiełek Le Guin, na który ja się śliniłam od wydanego w 2013 roku Ziemiomorza… A jak cegła, to i Trylogia ciągu się na mnie patrzy z półki, taka zapomniana. Jak gryzę problem z zupełnie innej strony, to myślę o tych ebookach bez kopii zapasowej, że może jednak powinnam je pierwsze w kolejności? Ale w kwietniu też wychodzi kolejna część po Historii naturalnej smoków, więc może to, żebym wiedziała czy warto inwestować w kolejny tom. Ostatnio też kupiłam Pięć razy o przekładzie (dzięki czytu czytu!), więc może dla odmiany coś „naukowego”? Ale ale, jak tu czytać ebooki, jak ja mam ślubnych skarbów tyle i dobre takie… I znów wracam do tych spisów, i patrze na nie i ja sama nie wiem.

Myślę, i dochodzę do wniosku, że ja nie chcę sobie narzucać tych 24 tytułów (już 20, bo 4 zaliczone). Muszę sobie zostawić miejsce na jakieś natchnione czytanie, na impuls chwycenia za książkę czy wybrania ebooka, na ten głosik, co mi powie, co czytać.

 So many books, so little time…

0 komentarzy do “Spowiedź po raz trzeci”

  1. Narzucanie sobie tytułów się nie sprawdza. W zeszłym roku zamiast ogólnych punktów wyzwania wytypowałam sobie grono książek, z którego miałam przeczytać, zdaje się, 10 (to był i tak optymistyczny wariant). I były to tytuły, które wołają do mnie już długo i dłużej. Przeczytałam całą 1. Słownie: jedną. A za inne się nie zabrałam, bo miałam wyrzuty sumienia co do tych z listy. W tym roku zmniejszyłam wariant optymistyczny i niczym się nie ograniczam i już dorównałam liczbie cało-zeszłorocznej XD (czytaj: całe 3 książki za mną, w tym dwie cienizny objętościowe).

    1. Ja doczytuję 3 książkę w tym roku, co już jest 2x tyle co w 2017 😀 No i mam świadomość, że wybrałam z góry 10 pozycji od BookRage’a, więc to już połowa mojego planu na ten rok (i to jest wielki plan!).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *