Spór o fantastykę

Raz na jakiś czas w internetach pojawia się jakaś afera. Czasami jest to rozbabrany shitstorm, a czasami całkiem dobrze uzasadniony problem. To jest ten drugi przypadek.

A zaczęło się od niby niewinnie, od zupełnie nieudanego programu „Xięgarnia”, którego gościem był Robert M. Wegner. Odcinek zbiera złe opinie, wielu fanów fantastyki jest rozgoryczonych i rozczarowanych ignorancją prowadzących. I wszystkie te przykre emocje wyraził Marcin Zwierzchowski w swoim tekście „Kto nie lubi fantastyki”, z którym nie sposób się nie zgodzić.

I zdecydowanie nie mam zamiaru dokładać swoich 3 groszy do tematu. To po co ten tekst? Bo to bardzo fajny punkt wyjścia, żeby opowiedzieć troszkę o tym, czym dla mnie jest fantastyka, i dlaczego właściwie sięgam po takie lektury. Ale pewnie i tak odniosę się do tego małego shitstormu.

Tak, jestem po polonistyce. Nie, nie jestem krytykiem literackim. Czytam dla przyjemności, i czasami czytam dość kiepską literaturę (patrz 47 tomów Sagi o ludziach lodu, która młodocianej Iwonie rzucała wypieki na twarz).

Z własnego doświadczenia wiem, że wykładowcy, tak samo jak krytycy, patrzą bardzo krzywym okiem na wszelkie fantastyczne dzieła, akceptując jedynie Lema. I jak się jest takim szarym studentem, to nie ma szans, żeby się przez ich upór i wyższość wiedzy/lat praktyki/ilości przeczytanych dzieł i opracowań przebić. Tym sposobem, moja pracę magisterską pisałam z prozy Grabińskiego, o którym wcześniej nie słyszałam, bo ciekawych pisarzy nie pokazuje się uczniom w liceum. I potrzebowałam na to zmienić studia z Torunia na Łódź, żeby w ogóle mieć możliwość zmierzenia się z tym tematem.

Ale to taka mała wycieczka w przeszłość i tematy mniej związane.

Dlaczego taka dziewoja po polonistyce nie czyta wzniosłej literatury głównego nurtu i powieści nagradzanych Nike? A czy muszę?

Czytam fantastykę, bo lubię. Ale staram się oczywiście poszerzać moje lekturowe horyzonty i nadrabiać klasykę. Jak np. Nowy wspaniały świat, który gdy się uprzeć, też jest fantastyką. Tak samo jak np. Folwark zwierzęcy (ej, tam są gadające zwierzęta! toż to prawie jak Narnia). Chwytam za to co jest modne i za to co jest mniej modne. Nie boję się książek wydanych w selfie, chociaż staram się je dobierać przemyślanie, żeby nie trafić na coś bez redakcji. Czytam sporo literatury młodzieżowej, albo przypadkowo tak klasyfikowanej. I nawet jeśli króluje u mnie fantastyka, to staram się, by byłą różnorodna.

Czy czuję, że cofam się w rozwoju albo mam problemy z dojrzałością? Osobiście nie, chociaż patrząc na moje dziwne zainteresowania (k-dramy… k-pop, którego słuchają nastolatki…), to mogłabym nawet zgodzić się, że jestem nieco inna. Mam wrażenie, że Ci mądrzy krytycy literaccy chcą nawracać na swoją jedyną i słuszną rację. Bo przecież literatura popularna nie może być wartościowa. Ale to trochę tak, jakby wszyscy mówili, że jedynym słusznym hobby jest sklejanie modeli statków, i ja nie mogę w wolnych chwilach malować, bo to marnowanie czasu.

Ja nawet nie jestem takim normalnym czytelnikiem fantastyki, bo zaczynałam zupełnie inaczej. Nie jestem fanka Tolkiena (o czym chyba bardzo często wspominam), i chyba nigdy nie będę. Wracanie do pewnych tytułów, nawet uchodzących za klasykę gatunku, jest trudne – brakłoby mi pewnie życia na przeczytanie wszystkiego co chcę i co powinnam (szczególnie w moim tempie). Ale to wcale nie oznacza, że nie odkrywam nowych, pięknych historii. Sam fakt, że czytam głównie fantastykę też nie oznacza, że nie znajdę w niej wartościowych i ważnych tematów.

Ale nie ma też co płakać. W Polsce fantastyka ma się, mimo wszystko, dobrze. W księgarniach ma swoje ładne półeczki – i póki są czytelnicy, to będzie je miała nadal. W UK, w moim uroczym Mieście Fabryk i Magazynów, gdzie jest mały WHSmith, nigdy nie mogę znaleźć niczego ciekawego – przebijam się przez niewielki regał z YA w którym i tak nie znajduję nowości, o jeszcze mniejszym regale fantastycznym nie wspominam, bo tam tylko Martin i Tolkien. A o magazynie pokroju „Nowa Fantastyka” (tylko takim angielskim), to sobie mogę jedynie pomarzyć nocami, gdy słońce pójdzie już spać.

0 myśli na “Spór o fantastykę”

  1. Myślę, że państwo prowadzący dostaliby palpitacji, gdyby usłyszeli, że jedyne co czytam, to fantastyka i literatura faktu na zmianę XD Nie wiedzieliby, co ze mną zrobić XD

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *