Prawie idealny romans fantasy dla nieco starszej młodzieży

Zawsze powtarzam, że jestem mało wymagającym czytelnikiem, przez co podoba mi się bardzo dużo rzeczy, które nie koniecznie podobają się światu. Poza tym, doszukuję się w każdej lekturze czegoś dobrego, czasami analizuję aż za bardzo i ogólnie rzadko się zdarza, że coś zDNFuje (DNF = did not finished). A im powieść jest bardziej rozrywkowa, tym większa szansa, że się w niej zakocham (i lubię jak ma dobry romans też). Dlatego jestem sobą zaskoczona, że Serpent & Dove wywołało u mnie dwie, tak różne reakcje. Nie jestem pewna, czy jeszcze jakiemuś innemu tytułowi się to udało.

Tak dziwnie się zdarzyło, że za powieść Shelby Mahurin zabierałam się aż dwa razy. Sam ten fakt w zasadzie dziwny nie jest, ale już to, że miałam dwa odmienne pierwsze wrażenia, już nieco dziwi. Dokładniej mówiąc, to moje drugie wrażenie było bardzo odmienne od pierwszego, ale to przecież szczegół. Uściślając, moje pierwsze wrażenie było nienajlepsze i nie byłam pewna, czy do powieści powrócę.

Za Serpent & Dove zaprałam się pod koniec kwietnia, bo chciałam przeczytać coś lekkiego, a obietnica romansu między czarownicą a łowcą czarownic bardzo zachęcała. Byłam świeżo po lekturze Te wiedźmy nie płoną, w polskim tłumaczeniu, i chyba coś tu nie zagrało. Nie wiem, czy to zmiana klimatu, czy bardziej przeskok językowy, ale nie szło mi czytanie nic a nic. Do tego irytowały mnie niezwykle te wszystkie francuskojęzyczne nazwy. Koniec końców porzuciłam książkę bez większego żalu na 16% i przerzuciłam się na czytanie tytułów z azjatyckiego maratonu.

Wróciłam na początku czerwca, bo chciałam romans fantasy i tym razem się nie zawiodłam.

Powinnam zaznaczyć, że moje drugie czytanie zbiegło się z polską premierą Gołębia i Węża. I jak się okazało, powieść wywołała jakieś kontrowersyjne poruszenie wśród rodzimych książkoholików (info za Strefa Czytacza) — bo nachalna promocja itp. Ja się jakoś specjalnie z tym nie zetknęłam, ale w zagranicznej booksferze pojawiały się różne oceny i opinie tego tytułu. I nawet potrafię to zrozumieć, bo sama miałam skrajne odczucia, i mam różne dziwne przemyślenia co do samej powieści.

Serpent & Dove jest reklamowane jako powieść YA. Przy okazji dodam, że young adult to nie jest gatunek literacki, tylko kategoria wydawnicza (albo nawet i marketingowa), i znaczy tyle samo co powieść dla młodzież, tylko bardziej poważnie i nowocześnie. Zastała wydana we wrześniu 2019 roku i jest to debiut Mahurin, ja bym powiedziała, że bardzo udany.

Bohaterowie powieści, to jak już wspomniałam, czarownica oraz łowca czarownic, który tutaj nazywany jest z francuskiego chasseurem. Lou, a właściwie Louise, to osiemnastoletnia dziewczyna, która ukrywa się w mieście Cesarine, kradnie i oszukuje, często przebiera się za mężczyznę — robi wszystko żeby przetrwać. Reid to z kolei oddany całym sobą obowiązkowi, młody kapitan elitarnych oddziałów Kościoła, którego jedynym słusznym obowiązkiem jest polować na czarownice.

Drogi tych dwojga krzyżują się kilka razy, a potem bardzo dziwnym zbiegiem okoliczności zostają nieco zmuszeni do związania się węzłem małżeńskim. Dla niego to jedyna droga ocalenia twarzy, dla niej, w myśl zasady, że pod latarnią najciemniej, pewna forma ucieczki. Bo oczywiście Lou wie z kim splotła swoje życie, Reid niestety nie jest takim szczęściarzem i jest przekonany, że ma przed sobą jedynie małą rozwiązła oszustkę, a w dodatku pogankę.

Narracja w powieści jest pierwszoosobowa z perspektywy zarówno Lou jak i Reida. Co oczywiście pozwala czytelnikowi na poznanie obu punktów widzenia oraz uczyć młodych bohaterów — w końcu to romans fantasy. A ponieważ Lou i Reid różnią się od siebie poglądami, dostajemy bardzo ciekawy obraz świata przedstawionego.

Wprawdzie nazywam Serpent & Dove romansem fantasy, ale powieść nie daje nam odczuć, że to historia miłosna bohaterów jest główną osią fabularną. To jest ten drugi ważny wątek, który świetnie wpasowuje się w dobrze skonstruowaną intrygę. Bohaterowie drugoplanowi to dobrze dobrane elementy układani, które wraz z ich wątkami, idealnie dopasowują się do pozostałych klocków. W żadnym momencie nie pomyślałam sobie, że w zasadzie ta osoba jest tu zbędna. Każdy ma jakąś tajemnice i bardzo rozważnie odkrywa przed czytelnikiem swoje karty.

Tło powieści stanowi fantastyczny świat wzorowany na chrześcijańskiej Francji, dlatego w tekście pojawia się wiele odwołań językowych. Stąd miasto Cesarine, stąd elitarni Chasseurzy. Ale ważne jest, że osią konfliktu stała się walka między Kościołem – z biskupem i namaszczonym królem na czele – a pogańskimi czarownicami – które z francuskiego właśnie nazywane są Dames Blanches. Fabuła prowadzi nas tak, żebyśmy w końcu dowiedzieli się, o co chodzi w tej całej wojnie i jako ma ona związek z nasza młoda Lou.

Zakończenie zostawia nas z kilkoma odpowiedziami, i oczywiście z nowymi pytaniami. Serpent & Dove to pierwszy tom trylogii – mam wrażenie, że cykle są teraz bardzo modne, i jeżeli jakaś powieść wypadnie nadzwyczaj dobrze, to na 99% dostanie ona kolejne tomy historii. Jadnak Serpent & Dove nie daje poczucia, że była pisana z myślą na samodzielny tekst, co jest zwyczajową praktyką przy debiutach. Kolejny tom, Blood & Honey, ma się pojawić jeszcze w tym roku, też we wrześniu. Co napawa mnie radością, bo nie muszę czekać wieków na kontynuacje przygód Lou i Reida oraz ich przyjaciół.

Ale mam troszkę problem z powieścią, bi wydaje mi się, że przedział wiekowy czytelnika jest zbyt niski. Sprawdziłam to po przeczytaniu, i Kindle Store twierdzi, ze jest ona przeznaczona od 14 lat. Moja rekacja to było coś w stylu “ale że co?!”. I uwaga, dla niektórych chyba SPOILER! W powieści znajduje się scena seksu, która została chyba rozpisana na 2 strony albo coś koło tego. Jest to scena seksu dość figlarna z niedwuznacznymi tekstami rzucanymi przez nasza osiemnastoletnią bohaterkę. Żeby nie było, nie uważam tej sceny za wulgarną, jest ona opisana z taktem i kwiecistością języka, ale…

Moja druga myśl to było przekonanie, że nie dałabym czternastoletniej sobie tej powieści do przeczytania… a nie, wróć, przecież ja w tym wieku czytałam Sagę o Ludziach Lodu. Całe 47 tomów i w każdym w zasadzie były sceny seksu. I poczułam, że nie do końca jestem sprawiedliwa, ale tam chyba nikt nie mówił nic z stylu “następnym razem pokaże ci jak pełne mogą być moje usta”. Nie mam pojęcia, jak tak młoda osoba odebrałaby te słowa i te opisy, które w Serpent & Dove się pojawiają. Tym bardziej, że kategorię YA dostają książki zwyczajowo w przedziale wiekowym 12-18, no i nie. Powieść Mahurin to nie jest dla mnie YA. Wiem, że niektórzy próbowali umieścić powieść jako tzw. New Adult, ale gdzieś słyszałam/czytałam, że ta kategoria wydawnicza (tak, podobnie jak YA nie przyjęła się do końca, a Wikipedia podaje, że przedział wiekowy dla tych powieści to 18-30 lat, więc też to nie pasuje (mówi kobieta, która ma 34 lata i czerpała przyjemność z lektury.

Skoro już przy temacie jestem, taki mały skok w bok: osobiście YA, czyli young adult, skierowałabym raczej do tych młodych dorosłych, czyli do ludzi w przedziale wiekowym 16-22 (górna granica nieco naciągana)i wtedy ta scena seksu z Serpent & Dove w ogóle by mi nie przeszkadzała. Bo jednak taki dwunastolatek nie jest młodym dorosłym w żadnym wypadku.

Na koniec pomyślałam sobie, że gdyby Mahurin podkręciła nieco erotykę, podniosła wiek bohaterów, bo tutaj też mi się wydaje, że oni do tej sceny seksu są zwyczajnie za młodzi, to to byłby idealny romans fantasy dla mnie. Taki w punkt. A nie wiedzieć czemu, uwielbiam romanse fantasy, tylko czytam ich za mało, bo nie wiem jak trafić na te dobre, z czymś więcej niż sam seks i z dobra intryga w fabule. Zapewne ma to związek z tym, że sama próbuje taki napisać od jakiegoś czasu.

Jak w efekcie oceniam Serpent & Dove. Uważam, że to bardzo dobra powieść, ale wiek podniosłabym jej do 16 lat. Nie wiem, może ja zwyczajnie nie rozumiem nastolatków, i nie pamiętam jak fajnie jest siedzieć z wypiekami na twarzy, bo ma się w książce pewien zakazany owoc. A może jednak pamiętam?

Jak wspomniałam, na pewno sięgnę po kolejny tom, bo uważam, ze to była bardzo dobra rozrywkowa seria. Potrzebuję takich więcej. Chętnie poczytam wasze sugestie na inne dobre romanse fantasy.

4 myśli na “Prawie idealny romans fantasy dla nieco starszej młodzieży”

  1. Też nie robię DNF książek, ale jak wiemy, głównie przez masochizm. XD

    Co do tych kategorii wiekowych, to rzeczywiście coś tu jest zamotane. Co prawda też czytałam pierwszy tom „Sagi o Ludziach Lodu” (reszty nie) jakoś w podstawówce, ale dwustronicowa scena seksu dla 14-latka, nie mówiąc o 12-latku to chyba jednak przesada… Z drugiej strony patrząc na te wszystkie Hunger Gamesy, Divergent i resztę, to bym powiedziała, że YA jest raczej 16+, tak z osobistego odczucia.

    1. Niestety YA i NA to twory sztuczne bardzo i mylnie utożsamiane z gatunkiem literackim. A YA to jest narzędzie wydawnicze. W dodatku z mojego punktu widzenia źle opisane wiekowo wiekowo.
      Samo istnienie Young Adult jako tej kategorii wydawniczej jest jak najbardziej okej, no bo to też daje Ci pewien obraz co jest odpowiednie dla Twojego wieku (czy wieku Twojego dziecka). Ale jak sama nazwa wskazuje „młody dorosły” nie jest dzieckiem 12-letnim. Niestety YA się sprzedaje, i tu chyba wpadamy w jakaś dziurę kosmiczną (ja sama też w sumie lubię YA).
      Tylko to nie jest gatunek literacki. NIE.
      Co do NA, to to się raczej nie przyjęło i w ogóle chyba tylko polscy booktuberzy myślą, że to faktycznie istnieje. Myślę, że wydawcy chcieli tą nazwa przyciągnąć te dzieciaki co czytają YA, bo podobna nazwa, ale nie wyszło.

  2. Coś z tą nahalną promocją może być, ja jestem generalnie socjalmediowo trochę obok YA, a i tak strach było lodówkę otworzyć.

    Powiem Ci, że jak przeczytałam opis z okładki, to mnie z obrzydzeniem odrzuciło, bo to wygląda jak generyczny romans fantasy oparty na najbardziej oklepanych, najbardziej zgranych kliszach. XD Fajnie, ze ksiązka jednak jest czymś więcej, ale chyba podziękuję jednak, bo ja za romansami to nie bardzo…

    1. Ja uwielbiam romanse fantasy! Tylko fajnie, jak są częścią jakiejś fajnej intrygi. W ogóle tutaj para głównych bohaterów skojarzyła mi się trochę z „A Darker Shades of Magic”, ale to już jak sobie w głowie co nieco analizowałam.

      A z tą promocją to też racja, bo złapałam się nie raz, że nie chcę czegoś czytać, bo jest wszędzie, a jak po 5 latach złapię nagle, to się okazuje, że warta tej promocji 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *