O self-publishingu i autorach indie

self-publishing

Wchodzenie na grunt self-publishingu jest bardzo niebezpieczne. Mam wrażenie, że sam termin jest w Polsce troszkę nacechowany negatywnie, a za granicą coraz częściej używa się terminu Indie Author, na określenie kogoś, kto sam wydaje swoje teksty. Co jest bardzo pozytywne, jeśli spojrzymy na to, ile pracy i energii potrafią ci autorzy włożyć w stworzenie produktu (powieść to nadal produkt, który trzeba też oczywiście sprzedać).

Czasami, mniej lub bardziej intensywnie, wędruję sobie w zakątek internetu zwany AuthorTubem, i oglądam poczynania autorów. To było takie moje odkrycie sprzed kilku lat, które miało mnie pobudzać do pisania i uczyć tips & tricks. To czy filmiki z tych kanałów coś mi dały, to już temat na zupełnie inny wpis.

Wracając do tematu, poprzez autorskie platformy trafiłam na tytuły, przy których piszący przelewali pot, krew i łzy. W Polsce to prawie nie istnieje, nie znalazłam żądnego kanały na yt, który mówiłby o pisaniu w tak bardzo praktyczny sposób. Ale na naszym rynku wydawanie samemu uznawane jest jakoś coś złego. Dużo mówi się o jakości produktu i zawsze wytyka to, co nie pojawiło się tradycyjną drogą wydawniczą. Ale to też chyba temat na inny wywód.

Ten tekst właściwie miał być zbiorowym omówieniem dwóch pozycji, na które trafiłam właśnie przez amerykański AuthorTube, ale teraz będzie też trochę o dwóch autorkach indie. Powieści obu pań już czytałam, i pojawiły się one na blogu. Mam tutaj na myśli Natalie Leigh oraz Bethany Atazadeh.

Jakiś czas temu przeczytałam ich najnowsze powieści wydane w zbliżonym czasie. Dodatkowo czytałam je jedna po drugiej i przez to nie uniknęłam porównań między jakością produktu, jakim właśnie jest książka. Powieści różnią się między sobą pod wieloma względami, i jest to bardzo dziwne porównanie z mojej strony, ale myślę, że da też wgląd w to, jak powstaje książka wydana samodzielnie.

Pistol Daisy by Natalia Leigh

Zacznę trochę od samej autorki. Natalia Leigh bardzo dużo opowiada o swoim procesie pisarskim. Pokazuje widzowi co pisze (oczywiście do pewnych granic) i jak pisze — bardzo dobrze odzwierciedla to, ile czasu poświęca na swoje powieści i jak intensywnie nad nimi pracuje. Często opowiada o tym, jak edytuje teksty pod wieloma względami, o kolejnych redakcjach, o poprawkach do planu itd. Doceniam jej szczerość i oddanie w tworzenie jak najlepszej historii, tym bardziej, że miała bardzo duży poślizg w publikacji pierwszego tomu (ok 8-10 miesięcy) i musiała też zmienić cały plan wydawniczy.

Ponieważ Leigh jest też edytorem, prowadzi swoją własną małą firmę, mówi też o tym, jak czasami brakuje jej czasu na swój tekst, bo zajmuje się klientami. Ale nadal, mimo natłoku zajęć, niezwykle mocno stara się, żeby jej powieści były najlepsze.

Pistol Daisy to western, który przeczytałam na początku lipca. To dość krótka powieść, ale czytało mi się bardzo dobrze mimo stylizacji językowej. Zaledwie pierwszy tom w planowanej serii, więc pokazuje ułamek historii młodej Daisy. A jednak powieść napisana jest bardzo sprawnie, z dbałością o szczegóły. Czuć w powieści ogrom pracy, który Leigh włożyła w jej napisanie, co potwierdzają liczne vlogi i filmy na jej kanale.

The Cursed Hunter by Bethany Atazadeh

Kolejna autorka, którą czytam i oglądam to Bethany Atazadeh. Ma na swoim koncie znacznie więcej publikacji, w tym kilka poradników. Również udziela się na AuthorTubie, ale w trochę innym formacie i z mniejszą częstotliwością opowiada o swoim procesie twórczym. Przez co też nie mam tego dziwnego wglądu w jej intensywność pracy nad książką.

Chcę się skupić na najnowszej serii autorki, a właściwie na ostatnie odsłonie tego nieoczywistego cyklu. Dwa wcześniejsze tomy czytałam na początku roku i bardzo czekałam na The Cursed Hunter, który jest retellingiem Pięknej i Bestii. I przyznam, że tu nie było dla mnie tak bajkowo jak w przypadku The Stolen Kingdom (Aladdyn) oraz The Jinni Key (Mała syrenka).

Tym bardziej jestem zawiedziona, bo okazało się, że edytorem powieści była Natalia Leigh. I też jakość Pistol Daisy rzutowała mi na powieść Atazadeh. Chyba dość niefortunnie czytałam je po sobie.

To nie jest tak, że The Cursed Hunter to zła powieść, warsztatowo raczej nie mam jej nic do zarzucenia (chociaż przy angielskim ocenia mi się to gorzej). Treść podobała mi się mniej — była bardzo mocno nastawiona na odzwierciedlenie oryginału, a fabuła była bardzo statyczna, bo około połowy dzieje się w jednej jaskini i jej okolicach.

Mam wrażenie, że Atazadeh brakło serca na dopracowanie tej części, bo zniknęła też jakoś z YT, nie promowała tej powieści i wygląda to na jakieś zmęczenie materiału (może też jej coś w powieści nie grało?). Albo po prostu Piękna i Bestia nie jest najlepszą historią do opowiadania na nowo i mimo dobrego pomysłu to nie wypaliło?

Stawia to pod znakiem zapytania moją chęć przeczytania ostatniego tomu, który premierę ma daleko w przyszłym roku.

Porównanie, podsumowanie

Śledzę wiecej Indie Authorów na YT, ale te dwie czytałam, wieć mogę się cokolwiek wypowiedziec.

W obu przypadkach widzę, że autorki wkładają masę pracy w swoje teksty. Przy czym Natalia Leigh otwarcie opowiada o tym, kiedy coś jej nie idzie, kiedy nie ma czasu zając się swoim tekstem bo ilość klientów ją przytłacza, kiedy historia nie klei, albo nie wie co ma poprawić i w kółko czyta „rękopis” tekstu. Ale mozolnie brnie dalej do celu. Bardzo intensywnie. I mam wrażenie, że mimo niedotrzymania swoich terminów, to jest na co czekać, bo autorka się rozwija.

Atazadeh tak jakby wpadła w dołek twórczy i nie potrafię jej jednoznacznie ocenić. Zakładam, że pracuje ona nad kolejną książką, ale jednak nie widać tego po kanale. Niby jest pokazanie okładki z wielkimi fanfarami, budowanie pewnego hype’u dla stałych widzów i czytelników, ale momentami to za mało. Nie mam tego dowodu na poświęcenie i rozwój, któremu mogłabym zaufać i kupić kolejną powieść.

Porównałam dwie autorki, które zdecydowały się wziąć wydawanie w swoje ręce. Mają one nieco rożne ścieżki kariery, inaczej się rozwijają, inaczej budują swoja markę, ale dążą do tego samego. Chcą sprzedać czytelnikowi swój produkt i starają się, żeby był on jak najlepszej jakości. I jest to dowód na to, że self-publishing nie musi być czymś złym, czymś gorszym.

Oczywiście miałam okazję przeczytać zły self, ale miałam też okazję przeczytać paskudną powieść, w którą zainwestował jakiś wydawca. A autorzy indie zazwyczaj mają swoje stałe grono beta-readerów, którzy wyłapują pierwsze niedoskonałości, potem płacą za kilka rund redakcji i korektę, a i tak nie są pewni czy puszczają w świat dobry produkt.

Chciałabym, żeby w Polsce kiedyś też się tak dało. I z dumą można było mówić o sobie, jako o autorze indie, bez stygmatu self-publishingu.


2 myśli na “O self-publishingu i autorach indie”

  1. Problem numer jeden jest taki, że self-publisher nie jest autorem, jest wydawcą. Musi więc przede wszystkim ogarniać stronę organizacyjną wydania książki, z czego mam wrażenie niewiele osób zdaje sobie sprawę.
    Problem numer dwa jest taki, że po angielsku mam wrażenie łatwiej się wypromować – większy zasięg. Polski rynek książki jest mały i nawet człowiekowi wydanemu w normalnym wydawnictwie ciężko się wybić, a co dopiero selfowi. Dlatego ci najlepiej znani to Kominek i gość od „Admiralette”, bo oni sobie zrobili publiczność na innej działalności.
    Brakuje też w Polsce trochę infrastruktury. Różne inicjatywy poumierały, mam wrażenie, że „na Zachodzie” łatwiej puścić ebooka/zamówić druk. Ale w sumie przestałam śledzić, może ostatnio coś nowego się pojawiło.

    1. Tak, zwracasz uwagę na bardzo ważne różnice. W dodatku Amerykanie sobie korzystają z opcji wydania książki na amazonie i to jest już banalnie łatwe. Trudne jest, jak musisz robić wszystko sam, bo to 3x więcej pracy dla jednego człowieka i nie da się być Mrozem wydającym 10 książek rocznie, tylko się okazuje, że możesz co najwyżej jedną (jak masz czas i energię).
      Ale mam wrażenie, że jednak dla nich autor, to autor. Nawet na wykładach Sandersona już się mówi normalnie o indie autorach co chcą sobie sami wydawać i nikt nie uważa tego za coś gorszego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *