To nie są wymysły matematycznego szatana

rybak-znad-morza-wewnetrznego

Mogę to powiedzieć oficjalnie: rozleniwiłam się z tym całym czytaniem kolekcji Ursuli K. Le Guin. I nie ma w tym nic dziwnego, bo bardzo goniłam każdym tom, każde opowiadanie, jakby to był sprint. A przecież czytanie dobrej (i wielkiej) literatury powinno być maratonem pełnym kontemplacji słów i znaczeń. Przez ten mój szalony bieg po kolejnych tytułach, zmęczyłam się bardzo samym czytaniem (momentami miałam wstręt do czytania). I już wiem, że ten plan na wyzwanie roczne był nieprzemyślanym pomysłem, więc czas go zmienić.

Do końca roku pragnę jedynie skończyć Rybaka znad Morza Wewnętrznego, w którym to zostały mi już dwa zbiory opowiadań: Cztery drogi ku przebaczeniu i Urodziny świata, oraz krótka powieść zamykającą całość: Opowiadanie świata. Nadal jest to około 600 stron tekstu, a mi zostało ledwie półtorej miesiąca. Może być trudno i intensywnie. Oczywiście przypominam, że wszystkie wcześniejsze relacje i zmagania znajdują się pod specjalnym tagiem.

A w dzisiejszym odcinku przygotowałam skrótowe omówienie moich zmagań ze zbiorem Rybak znad Morza Wewnętrznego — tak, tytuł jest dokładnie taki sam jak ta trzecia w kolejności wydawania cegiełka twórczości zebranej Le Guin. Opowiada zgromadzone w tym tomie były dziwne i nie znalazłam dla nich klucza. Przypuszczam, że jakiś zamysł w tym był, bo jest nawet wstęp autorki, ale ja go nie umiałam dostrzec. W efekcie teksty są różnorodne. Część z nich to zabawne historyjki, inne to tylko opowiadania bez żadnego znaczenia, a jeszcze inne mają zmusić czytelnika do myślenia. I ja się w tym wszystkim momentami gubiłam, bo szalał tam jakiś dziwny chaos, jakbym sama pływa po wodach jakiegoś morza.

Wypada mi też powiedzieć kilka słów o objętości i innych technicznych detalach, bo to czasami też jest ważne (a czasami wydłuża mój tekst gdy sama nie wiem co napisać). Zbiór Rybak znad Morza Wewnętrznego to drugi tytuł w omnibusie. Jak już wspomniałam, rozpoczyna się wstępem autorki, który został podzielony na dwie części: pierwsza opowiada o pisaniu i czytaniu fantastyki naukowej, druga skupia się już na utworach wybranych do zbioru. Natomiast resztę z około 150 stron przeznaczonych na Rybaka…, zajmuje osiem opowiadań o różnej długości i strukturze. I o ile na uwagę na pewno zasługuje dużo więcej tekstów, ze względu na formę czy zabarwienie humorystyczne, to ja jednak skupię się na trzech ostatnich, które tworzą specyficzny tryptyk czartenu (określenie moje własne, bo idealnie mi pasuje do tej małej trylogii opowiadań).

I też ostatnie trzy utwory były dla mnie najciekawsze, bo w przedziwny sposób tworzyły całość fabularną. Na tą powiązaną ze sobą część składają się opowiadania: Opowieść szabów, Zatańczyć do Ganamu oraz Jeszcze jedna opowieść albo rybak znad Morza Wewnętrznego. Łączy je ze sobą motyw natychmiastowych podróży, które Le Guin nazywa czartenem, efektem czartenu, teorią czartenu (i podobnymi określeniami, bo nie da się nazwać tego podróżą w znaczeniu stricte). Każde opowiadanie to inny etap testowania nowej metody, i każdy z testów ma inne konsekwencje dla „podróżujących”. W Opowieści szabów spotykamy dziesięcioosobową załogę, która jako pierwsza testuje natychmiastową relokację za pomocą nowej techniki. W skrócie, wyszło dziwnie. Głównie dla uczestników tego testu. W Zatańczyć do Ganamu mamy do czynienia z mniejszą załogą — dlaczego mniej ludzi to lepiej, zostaje nam wyjaśnione w opowiadaniu — która z sukcesem przedostaje się na inna planetę i doznaje nieco bardziej opóźnionych efektów tego całego czartenu. Z kolei ostatnie opowiadanie — Jeszcze jedna opowieść… — cofa czytelnika do momentu wynalezienia teorii natychmiastowej podróży i przyznam, że miesza niezwykle mocno w fabule.

Le Guin w tych opowiadaniach rozważa pewien problem, jaki dla nauki może stanowić próba stworzenia czy opracowania pewnej formy teleportacji (przecież wszyscy o tym marzymy!). Jej wariacja stanowi kontrast dla innych metod poruszania się z prędkością szybszą niż nadświetlna, która nadal zajmuje jakiś czas — z tych nowszych wystarczy zerknąć na spore drive z Netlfixowego Start Trek Discovery. Oczywiście to nadal są gdybania, albo nawet teksty pisane nieco ku przestrodze czytelnika.

Chciałabym jeszcze zatoczyć koło i zatrzymać się na wstępie do Rybaka… Le Guin opowiada tam O nieczytaniu fantastyki naukowej, który wpasowuje się w mój strach prze literaturą zbyt skomplikowaną. A wydaje mi się, że jest to dość ciekawe i też pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na czytane utwory. Autorka pisze:

I na koniec Le Guin podsumowuje wszystkie swoje przemyślenia na temat fantastyki naukowej, co wydaje mi się również idealnym podsumowaniem tego omówienia:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *