Przeczytałam: Wybrana

Czy w imieniu Agnieszka może zamieszkać magia? Jakie tajemnice kryje wielki ciemny las? Dlaczego Smoki porywają tylko te młode i ładne dziewczęta? Odpowiedź na te pytania znalazłam w powieści Naomi Novik i już cieszę się na jej kolejny stand alone.

Nasz Smok nie pożera dziewcząt, które zabiera, nieważne, jakie historie opowiadają poza naszą doliną. Słyszymy je czasem od przejeżdżających tędy podróżnych. Mówią o tym tak, jakbyśmy składali ofiary z ludzi, a on był prawdziwym smokiem. Oczywiście to nieprawda: może sobie być nieśmiertelnym czarodziejem, ale nadal jest człowiekiem i nasi ojcowie skrzyknęliby się i zabili go, gdyby chciał co dziesięć lat zjadać jedną z nas.

Jeśli książka daje mi taki wstęp, to mam ochotę rzucić wszystko i czytać. Coś takiego przytrafiło mi się, gdy sięgnęłam po Wybraną, chociaż powieść musiała zaczekać chwilę, aż złapię oddech na coś więcej niż jedzenie i sen.

Naomi Novik jest znana ze swojej smoczej serii, chociaż mam wrażenie, że nie aż tak popularnej ja powinna. Jednak Temeraire ma aż 9 tomów i próba zabrania się za to byłaby dla mnie czymś przerażającym (bo ja nie mam kiedy czytać nawet tych pojedynczych powieści, a co dopiero taki wielki cykl!). Dlatego bardzo cieszyłam się na wydanie Wybranej i wydaje mi się, że kupiłam ją całkiem szybko po premierze – ale jak to u mnie, odczekała swoje.

Naszą bohaterką jest Agnieszka – niezbyt ładna, niezbyt rozgarnięta… ogólnie bardzo „niezbyt”. Oczywiście na przekór wszystkiemu, na przekór temu byciu „niezbyt” w prawie każdej dziedzinie, młoda dziewczyna zostaje wybrana przez osławionego Smoka aby zostać, na 10 lat, jego… służką? A przecież czarodziej miał wybrać piękną i uroczą Kasię, jej najserdeczniejszą przyjaciółkę, którą matka przygotowywała na to od dzieciństwa. Więc co poszło nie tak? Dramaty, dramaty, dramaty… Agnieszka, będąc już mieszkanką wieży Smoka, zaczyna odkrywać prawdę, która różni się nieco od tego jak postrzegają świat ludzie z Dwiernika. A może nie tylko oni?

Opowiadanie fabuły, a raczej wprowadzenie w fabułę, nie jest moją mocną stroną, więc poprzestanę na tych kilku pytaniach. W końcu granica między odpowiednim streszczeniem a powiedzeniem kilku słów za dużo, jest cienka. A jest to powieść, którą warto przeczytać.

Novik stworzyła krainę Polnii, która wzorowane jest na dawnym królestwie Polskim. Materiał do powieści czerpała z baśni i legend, które czytała jej mama, gdy autorka była dzieckiem. Co oczywiście cudnie przekuło się na użycie polskich imion czy tez nazw miejscowości – tak, bohaterowie noszą polskie imiona: Agnieszka, Kasia, Danka, Jerzy, Marek czy Hanna (i wiele innych). To właśnie sprawia, że Wybrana jest powieścią wyjątkową. Bo chociaż autorka ma polskie korzenie, to jednak urodziła się w Stanach Zjednoczonych i pisze w języku angielskim – i to ona pokazała jak wiele nasza kultura ma do zaoferowania. Wcześniej nie myślałam, że polskie nazewnictwo tak pięknie komponuje się ze światami fantastycznymi.

Sama powieść to cudny gobelin tajemniczości, magii i natury, w który wpleciony jest też oryginalny tytuł powieści. Bo Uprooted nawiązuje do fabuły na kilka sposobów i nasze polskie „tłumaczenie” wypada przy tym blado i nijako. Kiedy się zastanawiam nad jakąkolwiek alternatywą, którą miałaby w sobie „korzenie”, raz myślę, że to by za dużo powiedziało o fabule i byłoby zbyt banalne, zbyt do słowne; innym razem wydaje mi się, że np. taka „Zakorzeniona” dodałaby nieco tajemniczości.

Bohaterowie powieści nie są aż tak wielowymiarowi, ale nie są to płaskie postacie. Agnieszka wcale nie zmienia się w najwspanialszą kobietę na ziemi, nadal plami i drze ubrania, nadal jest tą „niezbyt” dziewczyną. A Smok nadal jest Smokiem – i założę się, że nadal lubi piękno i elegancję tego, co go otacza.

To jak bardzo podobała mi się Wybrana? Bardzo. Jak zaczęłam czytać, to ciężko było mi się oderwać. Poczułam to przyjemne literackie podniecenie, które w tym roku przeżywałam też przy okazji Opowieści o Shikanoko. To wyczekiwanie kolejnej strony, kolejnego zdania, kolejnego działania bohaterów.

Spektakularna fabuła z niezapomnianą intrygą? Nie do końca. Wybrana jest raczej prostą powieścią, z wątkiem głównym, który co najwyżej ma kilka małych gałązek. Ale kilka zwrotów akcji, czy też rozwiązań było zaskakujących i ciekawych, a całość wyróżnia się na tle podobnych tekstów. I wbrew temu, że opowieść snuta jest głosem Agnieszki, nie czułam w niej dziwnych zgrzytów – wręcz przeciwnie, nie wyobrażam sobie narratora trzecioosobowego w tej powieści.

Novik wydała już kolejną swoją niezależną powieść – Spining Silver. Ponoć łączy ją z Uprooted pewne uniwersum. Przypuszczam, że poruszamy się po fikcyjnej mapie Europy, bo była już Polska z nawiązaniami do Rosji, i mam wrażenie, że w tej powieści idziemy nieco na zachód w kierunku Niemiec.


Tradycyjnie też przypominam, że moje poczynania książkowe można śledzić na GoodReadsLubimyCzytać i Instagramie. Jestem też na Bloglovin’ i zBLOGowani, więc zapraszam do śledzenia. Nie zapomnijcie też o Facebooku i Twitterze.

0 myśli na “Przeczytałam: Wybrana”

  1. Też mi się Uprooted podobała, ale ponieważ czytałam w oryginalne, pseudo-polskość strasznie mnie denerwowała, bo była… płytka.
    Ot, kilka nazw rzuconych przelotem i bez kontektstu/wyjaśnienia (jak żurek) i zmasakrowane polskie imiona: Agnieshka zdrabniana na Nieshkę i parę innych tego typu kwiatków – takie bardzo boleśnie amerykańskie podejście do realiów i inspiracji. Spodziewałam się jednak więcej. Mam wrażenie, że ta historia byłaby o wiele lepsza, gdyby nie reklamowano mi jej jako opartej na polskich realiach.
    No i mała uwaga: „uprooted” to byłaby „wykorzeniona”, nie „zakorzeniona”. 😉 Smok o tym sam mówi, że co dziesięć lat próbował wyrwać jedną uzdolnioną magicznie dziewczynę z doliny.

    1. Cóż, nawet nie sprawdziłam, co znaczy „uprooted” (roztopiony mózg zapomniał o tak podstawowym riserczu) – rzuciłam cokolwiek z korzeniami. Ale to ma sens 😀 To chyba dobrze, że czytałam po polsku w takim razie. Ale tutaj zdrobnienie też było kiepskie – Agnisiu albo Agniusiu. Nawet dokładnie nie pamiętam, bo trak mnie bolało, że tylko mijałam wzrokiem.
      Ale czy „Agnieshka” nie ma sensu fonetycznego dla Amerykanina?
      I wiesz, nie wpadłam na to, że tam brakuje kontekstu do tej niby-polskości, bo to dla mnie naturale. Dla mnie to takie na plus, bo mam wrażenie, że Novik w jakiś sposób się ze swoją polskością utożsamia, ale pewnie czytałoby mi się tak samo dobrze jakbym miała tam Ruth, Susan i Johna 😉

      1. Agnieshka ma sens fonetyczny i tego aż tak się nie czepiam. Ale zdrobnienie, „Nieshka”, bolało bardzo podczas czytania. I było jeszcze kilka takich kwiatków.
        No ja właśnie byłam rozczarowana *dlatego*, że ona się ze swoją polskością utożsamia. To nie losowy pisarz, który stwierdził, że „polskie imiona tak fajnie brzmią,” więc ich użyję, tylko ktoś, kto właśnie mógł skrawki kultury przekazać. A zamiast tego wyszło właśnie po amerykańsku – puste dekoracje. I to bolało.

  2. Tez lubię „Wybraną”, choć nie aż tak jak smoczy cykl. I też spotkałam się z opiniami, że w polskim przekładzie znacznie zyskuje 😉
    Acz uważam, ze reklamowanie jej jako ksiązki osadzonej w słowiańskich realiach zrobiło więcej szkody niż pożytku. Bo realia są najwyżej inspirowane słowiańskimi baśniami. Równie dobrze można by reklamować „Królów Dary” jako opowieść osadzoną w dawnej Japonii…

    1. No bo te realia to bardzo na wyrost. To bardzo fajny smaczek, który mówi, że z naszego też się da coś ukręcić (nawet jeśli to tylko nazwy). Bo dla mnie powieść z innymi imionami też była by świetną lekturą 🙂
      Smoczy cykl Novik mnie przeraża długością, bo moje tempo czytania jest ślimacze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *