Przeczytałam: Triskel. Gwardia

Pierwszy raz o debiucie Krystyny Chodorowskiej usłyszałam od Agnieszki, która na swoim blogu zamieściła pozytywną recenzję powieści. Wtedy, powieść o jakże niecodziennym tytule Triskel. Gwardia, wydała mi się czymś, co mogło mi się spodobać. Bo ja jestem fanką wszelkich form urban fantasy, i dla mnie ten worek gatunkowy jest bardzo szeroki. Jest magia i nowoczesne miasta, Iwona uznaje, że to już urban fantasy.

Do faktycznego sięgnięcia po Triskel skłoniła mnie nominacja powieści do nagrody im. Zajdla — to wyznacznik, że tekst jest dobry. I Agnieszka namówiła mnie troszkę do Zewu Zajdla, który ma polegać na przeczytaniu wszystkich nominowanych tytułów (i zagłosowaniu). Z moją prędkością czytania, to jest raczej awykonalne, ale uznałam, że mogę spróbować kilka bardziej mnie interesujących powieści przeczytać.

W ten sposób powstała moja goodreadsowa pólka „plan czytelniczy”, na którym co prawda znalazły się tylko 3 nominowane powieści, ale za to same kobiety (okej, jest jedna antologia, ale tam też sa autorki).

Wrócę jednak do Triskel, bo miałam opowiadać o moich wrażeniach. A ponieważ zupełnie nie umiem w sensowne wprowadzenie fabularne, to posłużę się opisem wydawcy:

Niezwykłe moce, pamięć dzieciństwa i przyjaźń, czyli czy można uratować świat, żyjąc marzeniami o wolności?

Sinead Clarke ma kilkanaście lat i głowę rozpaloną marzeniami o wolności – ma nadzieję, że jej świeżo obudzona moc kształtowania dźwięku przysłuży się w walce dla kraju. Jednak gdy przypadkiem używa jej na demonstracji, omal nie doprowadza do tragedii. Uciekając przed więzieniem, wyjeżdża na studia, gdzie angażuje się w pokojową działalność, próbując poprawić los imigrantów, zmagających się z uprzedzeniami mieszkańców.
Na wezwanie władz miasta wstępuje do Gwardii i jako anonimowa bohaterka „Mayday” pomaga pilnować porządku w mieście.
Do grupy należy również Burza – zabójczo skuteczna w walce, ale nieprzystosowana do miejskiego życia, i Kret, weteran wojenny, zadomowiony w systemie kanałów zwanych Podmiastem.

Zacznę od tego, że na pierwszych stronach wcale nie poznajemy Sinead. Na początku powieści poznajemy zupełnie innego bohatera (przypuszczam, że cyklu), którego niezwykle brakowało mi w dalszej części tekstu. Z początku czułam się zdezorientowana. Nie do końca chronologiczna narracja w pierwszej części, przeplatanie się wspomnień z teraźniejszością, i zdecydowanie wrzucenie czytelnika gdzieś w środku wydarzeń bez kontekstu (chwile się go buduje). Nadal nie jestem pewna, czy to jest ten styl pisania, który lubię…

Pierwsza część powieści tworzy taki wstęp, który ma nam zobrazować nieco przeszłość Sinead, pokazaną oczami kogoś innego. Jednocześnie powstała we mnie pewna sympatia do postaci Duncana, który szybko znika i pozostawia po sobie niedosyt i smutek. I tutaj okazuje się, że Sophie King w swoim podręczniku miała rację, to główny bohater powieści powinien pojawić się jak pierwszy, bo to jego czytelnik zapamiętuje najbardziej (odsyłam do mojego omówienia pozycji). Czytałam dalej szybko, bo chciałam więcej Duncana.

Tak najbardziej ogólnie, powieść Chodorowskiej mi się podobała. Miała dużo ciekawych elementów, nowe rasy biegające ze zwyczajnymi ludźmi. Pojawił się pewien powiew świeżości w tekście, głownie za sprawą świata przedstawionego. Chociaż bohaterowie żyją w pewnych „zmyślonych” krainach, to jednak pojawiają się w nim dobrze znane elementy, więc ja się nie czułam zagubiona. I szczerze mówiąc, to czytając Triskel od razu przyszła mi na myśl Irlandia, może troszkę wierzenia Celtów, i taka jakaś mityczna / mistyczna przeszłość wysp brytyjskich. I kiedy pojawiały się wzmianki o rudowłosych bohaterach, to przed oczami stawał mi Mad Sweeney z oglądanych dopiero co American Gods.

Czas na lekturze Triskel, był czasem spędzonym przyjemnie, bo powieść wciągała. Ale jednocześnie mam wrażenie, że nie wiem o czym napisać. Nie było tam nic, co zachwyciło mnie tak bardzo by wychwalać pod niebiosa, a tym bardziej nic, co mogłabym cynicznie skrytykować. To po prostu dobra książka, którą oceniam zdecydowanie pozytywnie. Na pewno sięgnę po kolejną część, bo mam wrażenie, że dostanę w niej więcej Duncana — Sinead aż tak bardzo mnie do siebie nie przekonała.

Zew Zajdla (powieści) 1/7
Plan czytelniczy edycja I (maj-lipiec) 1/12


Znajdziesz mnie:

Facebook: Iwona Magdalena
Twitter: @IwonaMag
Instagram: iwona.mag
Goodreads: Iwona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *