Przeczytałam: Te wiedźmy nie płoną

te-wiedzmy-nie-plona

Próbuję czytać różnorodne rzeczy, żeby się nie zanudzić i oczyszczać umysł między historiami. Dlatego 90% moich planów czytelniczych zwyczajnie nie wychodzi, ale to historia na zupełnie inny moment.

Bodźcem do sięgnięcia po Te wiedźmy nie płoną było kilka ciekawych opinii na booktube, teraz bym nawet nie umiała wskazać konkretnych kanałów. A także bardzo dobra cena ebooka oraz potrzeba zmiany otoczenia po 3 powieściach Le Guin. O powieści było też dość głośno swojego czasu, jednym się podobało, innym nie, a jak coś jest kontrowersyjne, to trzeba przeczytać. Nie wiedziałam czego się spodziewać, chyba nie tego co dostałam.

Już sama dedykacja autorki powinna być wskazówką.

Bohaterką powieści jest nastoletnia Hannah, wiedźma żywiołów mieszkająca w Salem. Wydaje się oklepane? Oczywiście. Ale dalej już nie koniecznie, mimo że zachowano klasyczne elementy literatury młodzieżowej, jak choćby złamane serce nastolatki, które trzeba poskładać na nowo. Co jest nowością? Hannah to lesbijka, w dodatku jej eks to wiedźma z tego samego sabatu i ciężko będzie jej unikać. Zdecydowanie coś, co wyróżnia Te wiedźmy nie płoną na tle innych. Dodatkowo to bardzo udany debiut Isabel Sterling, która zapewne skorzystała ze swoich życiowych doświadczeń.

Powieść mi się spodobała na tyle, że przeczytałam ją w widełkach 48 godzin. Była lekko przewidywalna, ale napisana bardzo dobrze, co pewnie wpłynęło na szybkość czytania. Zdecydowałam się na polskie wydanie z bardzo dobrym tłumaczeniem Agnieszki Kalus — nie doszukałam się w tekście żadnych dziwności, co warto zaznaczyć.

Podoba mi się, że bohaterowie są zwyczajni. Czarowanie też jest zwyczajne, nie ma w nim nadmiernych supermocy, a jedynie doświadczenie w posługiwaniu się nimi — im starsza wiedźma, tym lepiej kontroluje to, co daje jej otoczenie. Gdzieś tam w tle pojawia się również kawałek mitologii stworzonej na potrzeby powieści, która mam nadzieję zostanie nieco bardziej rozwinięta w kolejnych tomach. Nie jestem aż tak obeznana w wierzeniach wicca czy innych zgromadzeń czarownic, ale mam wrażenie, że Sterling skorzystała nieco z motywu Potrójnej Bogini (i wszystkich znanych w mitologiach świata bogiń pojawiających się w składzie trzech, jak Norny, Moiry, czy nawet wiedźmy z Makbeta) by stworzyć coś nowego. I to nowe jest inspirujące.

A teraz trochę o moich odczuciach co do innego aspektu powieści.

Zdaje sobie sprawę, jak ważna musi to być książka w środowisku LGBTQ+ jeśli chodzi o reprezentację. I cieszę się w duchu dla tych wszystkich moich znajomych, którzy nie mieli nigdy szansy odnaleźć „siebie” w powieściach, które czytają. Ale mam dwa „ale”. Pierwsze to takie pytanie, czy określenie seksualności i płciowości jest tym najważniejszym elementem utożsamiania się z bohaterem? Czy nie możemy się utożsamiać tylko ze względu na charakter i postawy postaci?

To drugie „ale” to ja i moje bycie „zwyczajną” białą hetero kobietą, która została wychowana w „normie”. Mój taki mały problem polegał na tym, że co najmniej 50% bohaterów powieści to przedstawiciele środowisk LGBTQ+, i przy świadomości, że Salem to mniejsza miejscowość (sprawdzałam liczbę ludności) niż moje Miasto Fabryk i Magazynów, miałam wrażenie że jest to trochę nierealne albo trochę naciągane. Nie chcę tu wyjść na ignoranta — zwyczajnie też nie wiem jak to wygląda od drugiej strony, ani tym bardziej od amerykańskiej strony.

Przypuszczam, że to też efekt braku tej reprezentacji właśnie, i kiedy trafia mi się książka zupełnie inna niż wszystkie (pod pewnymi względami), to nie umiem się w niej odnaleźć. W żaden sposób mi to nie przeszkadzało, ale było dziwne, kiedy bohaterka się odwraca i od razu widzi dwóch tatusiów biegających za roześmianym dzieckiem, a nowe osoby w mieście to od razu ktoś trans i ktoś bi.

Przyznam się też, zataczając koło i wracając do całej wiedźmowatości w powieści, że Te wiedźmy nie płoną potraktowałam trochę jako research do mojego tekstu. Chciałam przekonać się, jak można ugryźć sabaty, wiedźmy, moce, zgromadzenia itp. we współczesnym świecie i jak je dobrze zmiksować, żeby nie wyszło przerysowane bagno wszystkiego. I uważam, że Sterling zrobiła to dobrze i dała mi nieco do myślenia. Bo każda kolejna przeczytana powieść to pewna wskazówka odnośnie tego co gra dobrze, a co może zniszczyć cały wysiłek pisania.

Fabularnie łatwa do przewidzenia historia, ale od strony światotworzenia było genialnie. Na pewno sięgnę po kolejny tom — This Coven Won’t Break zapowiedziano na maj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *