Przeczytałam: Opowieść o Shikanoko

Te przepięknie wydane książki zachęcały mnie od momentu, jak sprowadziłam je do Anglii. Zabrałam się za nie od razu po uporaniu się z Sagą księżycową – i to był bardzo dobry wybór.

Oczywiście mówię tutaj o cyklu Opowieść o Shikanoko – czterech powieściach autorstwa Lian Hearn. Seria została wydana w Polsce nakładem Wydawnictwa MAG i tak bardzo cieszy oko (tylko do 2 tomu dodałabym nieco czerni na okładce, bo mi wizualnie brakuje). Ponieważ wszystkie cztery powieści są raczej krótkie, to całość zmieściła się w dwóch tomach po dwie części w każdym. Cesarz Ośmiu Wysp mieści w sobie Cesarza Ośmiu Wysp oraz Jesienną Księżniczkę, Dziecko Smoka; natomiast Pan Ciemnego Lasu to wydane razem Pan Ciemnego Lasu oraz Gra w go z tengu.

Muszę przyznać, że to była nieco dziwna lektura – nie w całości, ale z początku. Autorka pokazała mi swoją spokojną narrację, którą po prostu opisywała fakty, bez zbędnego upiększania niepotrzebnymi przymiotnikami. I ta pewna prostota, szczególnie po moim długim czasie nieczytania i po poprzednich powieściach, wydawała mi się piękna i szokująca jednocześnie. Bo historia Shikanoko była snuta z pewną lekkością, niczym mit albo przypowieść.

Opowieść o Shikanoko rozgrywa się w krainie kreowanej na średniowiecznej Japonii. I wcale nie opowiada historii jednej postaci, jakby wskazywał na to tytuł cyklu, ale sam Shikanoko odgrywa w niej pewną centralną rolę. Bohaterowie tych powieści tułają się po Ośmiu Wyspach, i pokazują nam życie w przeróżnych zawodach i klasach społecznych, tworząc cudną i barwną mozaikę.

Hearn czerpała z japońskich wzorców kulturowych i z wschodnioazjatyckiego folklory, ale nawet przez moment nie była to nachalna inspiracja. Autorka zrobiła to bardzo subtelnie, co jest niezwykłym atutem cyklu.

I chociaż całość mnie zachwyca, bo czytało mi się oba tomy bardzo dobrze, to jednak powieści nie były równe. Stylistycznie owszem, ale kiedy w Panu Ciemnego Lasu Hearn serwuje duże przeskoki czasu – nawet 12 lat –  to chwilami czułam, jakbym czytała już zupełnie coś innego. Bo Shikanoko w mojej głowie nadal jest młodzieńcem, a Hina nadal jest dziewczynką – zupełnie nie czułam tej zmiany, tego dojrzewania. Szczególnie, że dorośli bohaterowie nadal są dorośli i po nich tym bardziej nie widać upływu czasu.

Opowieść o Shikanoko to była bardzo dobra lektura. Żałuję tylko, że nie zawsze udaje mi się wykroić dostatecznie dużo czasu na czytanie, żeby wpaść w powieść i już z niej nie uciec. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zaopatrzyć się w kolejną serię Hearn: Opowieści Rodu Otorich, która jest swoistą kontynuacją historii (napisana i wydana wcześniej). Jeśli tylko jest napisane takim samym stylem, to wiem, że mi się spodoba.

0 myśli na “Przeczytałam: Opowieść o Shikanoko”

  1. Moja przygoda z autorką skończyła się jakieś 15 (?) lat temu, po tym jak przeczytałam „Po słowiczej podłodze”. Więcej po książki nie sięgałam.
    Ale zgodzę się, że wydanie przepiękne – Mag „umie w okładki” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *