nanoFantazje 2.0

Pamiętam, że kiedy pojawiła się cała koncepcja Fantazmatów, to byłam do niej bardzo pozytywnie nastawiona. I bardzo chciałam przeczytać te wszystkie opowiadania z antologii, zobaczyć co też pisze „młody” twórca w XXI wieku. Jaka fantastyka jest na topie, z czym przyjdzie mi konkurować, jak już się wezmę za siebie.

Nowa publikacja, to zawsze dla mnie jakiś bodziec, żeby wziąć tego ebooka, usiąść i po porostu czytać. Nigdy mi się nie udaje. Co zatem zrobiła Iwona? Za cel w 2020 postawiła sobie przeczytanie tych zaległych antologii — odliczając nanoFantazje 2.0 jest ich już tylko cztery. A mikro opowiadania wybrałam na start dlatego, bo są własnie mikro. I dlatego, że sama też lubię pisać krótkie formy.

Jeszcze, tak dla porządku, o pierwszym tomie Fantazmatów pisałam w dziwnym dwuczęściowym cyklu (część ! i część II). Na blogu są też moje wrażenia z nanoFantazji 1.0. I te drugie przypadły mi bardziej do gustu niż ta flagowa antologia, może dlatego właśnie nie mogę zabrać się za 2 tom?

nanoFantazje 2.0 to znów zbiór 10 krótkich opowiadań, całość ponoć mieści się na 100 stronach. Ebook czyta się dość sprawnie i szybko — zastanawiam się, czy akurat w tym przypadku to taka dobra rzecz?

Teksty w dwójce mają w dużej mierze podobny klimat, łączą się tematycznie i ten zbiorek byłabym w stanie nazwać fantazmatycznym (w moim rozumieniu znaczenia tego słowa). Bo miałam z tym problem właśnie przy pierwszych Fantazmatach. Ta cała klimatyczny bardzo na plus. Jednak opowiadania nie były dla mnie równe — a taką cechą zbioru zachwyciły mnie jakiś czas temu Rozstaje.

Jestem zdziwiona, bo Fantazmaty chwalą się tym, ile ludzi pracuje nad każdym tekstem, tymczasem ja tego nie czuję zupełnie. Najbardziej na poziomie doboru tekstów, bo kolejny raz złapałam się na tym, że niektóre z nich określam jako napisane „za bardzo”.

Co to znaczy tekst „za bardzo”? Mam wrażenie, że „młodzi” polscy fantaści starają się stworzyć Dzieła (tak, przez duże D) ambitne i wspaniałe, i starają się tak bardzo, że w efekcie dostaję stos opowiadań, które są właśnie „za bardzo”. Dokładnie to czułam czytając Fantazmaty, tom 1. Ale nie miałam go już przy nanoFantazjach 1.0 — nie rozumiem co poszło nie tak w odsłonie drugiej?

W efekcie mam mieszane uczucia i nie wiem jak bardzo chcę dalej brnąc w czytanie fantazmatowych antologii…

Oczywiście było kilka opowiadań, które zapamiętałam i są tymi perełkami w zbiorku. Dla mnie wygrywa Bogostan Radosława Dąbrowskiego — zupełnie inne, oryginalne, genialne, z idealnym zakończeniem. Do tych, które mi się podobały, zaliczyć muszę demoniczno-klimatyczną trójcę: Trudno uwierzyć, że nic nie zostało Michała Puczyńskiego, Pakty Tomasza Kempskiego oraz Pleń Dagmary Adwentowskiej.

Pozostałe 6 opowiadań to już nie moja bajka. Nie ośmielę się mówić, że są złe. Ale chciałabym wiedzieć na jakiej zasadzie odbywa się dobór tekstów, bo po przeczytanych przeze mnie już zbiorach, widzę w Fantazmatach pewną tendencję tematyczno-konstrukcyjną. I bardzo chętnie przeczytałabym kilka odrzuconych tekstów, że potwierdzić moja teorię, lub zupełnie jej zaprzeczyć.

Z jednej strony mam wrażenie, że nie doceniłam pracy włożonej w stworzenie nanoFantazji 2.0, że może krzywdzę autorów. Z drugiej, chciałabym móc dostać w niej też coś z ikrą, co na 10 stronach wciśnie mnie w fotel. Zabrakło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *