Przeczytałam: nanoFantazje 1.0

nanofantazje-okladka-1-0

Na koniec grudnia postanowiłam przeczytać sobie coś krótkiego, żeby podbić moje roczne statystyki czytelnicze. Powód dobry jak każdy inny. Więc mój wybór padł na nanoFantazje 1.0, czyli zbiór krótkich tekstów sprezentowanym nam na same święta przez Fantazmaty. I to będzie też bardzo krótka opinia o mini-antologii.

Dlaczego akurat te opowiadania? Samej też zdarza mi się pisać (i kończyć) właśnie takie krótkie formy, więc chciałam zobaczyć co robi „konkurencja”. Przyznam, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, bo przy ostatnim wyborze tekstów Fantazmatów, nie było tak różowo i kwieciście.

Zbiorek składa się z zaledwie 10 opowiadań, które w większości nie przekraczają 10 stron długości (posiłkuję się tu wersją pdf, która ma więcej stron niż epub na moim czytniku). Całość można przeczytać przy jednym posiedzeniu, bo teksty są dosłownie na pół raza. Ja sobie to troszkę dawkowałam, bo i nie chciałam, żeby historie zlały mi się w jedno.

Przyznam się, że po przeczytaniu pierwszego tekstu, narosły we mnie pewne obawy. Gdzieś w mojej głowie pojawiła się myśl, że to kolejne Fantazmaty, że pewnie będę się męczyć przy niektórych opowiadaniach. Cóż, Oddział dla opętanych Krzysztofa Rewiuka nie przypadł mi do gustu – było ciekawie, ale dziwnie. Ale już kolejne opowiadania zmieniły moje zdanie, a tekst Wiktora Orłowskiego Starsza pani musi zniknąć jest moim ulubionym.

To, co dobre w nanoFantazjach, to to, że każdy tekst jest inny. Inna konwencja, inna narracja, inny gatunek i zupełnie inna historia. Ale jednocześnie, teksty nie zgrzytają, bo przypominają takie małe opowiastki, które ktoś wpisał do zeszytu z baśniami dla dorosłych. Chociaż w tekstach raczej nie ma nic baśniowego, a może jednak?

Do moich ulubieńców ze zbioru, należą też dwa inne teksty. Pierwszy to Kosmiczny biznes Adama Dury – mnie jakoś tak rozbawił swoją przewrotnością. A drugi to Muerte Blanca Magdaleny Świerczek-Gryboś – tekst z bardzo ciekawym zakończeniem. Chętnie przeczytam coś więcej od tych autorów.

A do tych najmniej moich opowiadań zaliczyłabym Ćmy Emiliana Sornata oraz Komara i sito Alicji Tempłowicz. Oba teksty były gęste i zagubione, ale każdy w inny sposób. I o ile podobają mi się pomysły i koncepty, to nie czułam tej zwykłej frajdy z ich czytania. Może to nie był dla nich ten moment i w innym czasie bym je bardziej doceniła?

Całość oceniam bardzo na TAK, i będę czekała na kolejne odsłony. I zgadzam się z tym, co napisał Dawid Wiktorski w przedmowie do tomiku:

Z krótkimi opowiadaniami jest dziś spora zagwozdka – dosłownie giną w tłumie. Nawet jeśli znajdą wydawcę, to najczęściej sąsiadują z tekstami dłuższymi. Ten problem zauważyliśmy w naszej pierwszej antologii. Postanowiliśmy zaradzić mu w najprostszy możliwy sposób: stworzyć nową serię, w której zbieralibyśmy najlepsze historie zamykające się na kilku stronach. W końcu dobra fantastyka to nie tylko trylogie.


Przypominam, że moje poczynania można śledzić na fejsbukowej stronie bloga oraz na Twitterze (gdzie można mnie zaczepiać do woli). A to co aktualnie czytam znajdziecie na GoodReads oraz na LubimyCzytać (chociaż tutaj nie jestem aż tak bardzo systematyczna). Dodatkowo jestem na zBLOGowoani i Bloglovin’, a jak mi się nudzi to wrzucam dziwne fotki na Instagrama.

2 myśli na “Przeczytałam: nanoFantazje 1.0”

  1. Wciąż leży mi na barkach przeczytanie ebooków Fantazmatów i chyba się za to za jakiś czas zabiorę. Pojawiła się we mnie ochota podesłać tam własny tekst, więc przydałoby się poznać w czym rzecz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *