Przeczytałam: Harda Horda

Spóźniłam się. Najgłośniejszą antologię roku przeczytałam, jak już wszyscy inni to zrobili. Ale chciałam ją mieć fizycznie, w moich łapkach, i musiałam chwilę zaczekać, aż zbierze mi się większe zamówienie do księgarni. A potem potrzebowałam jeszcze odpowiedniej ilości czasu na przeczytanie i napisanie tego tekstu. I oto jestem.

Czym jest Harda Horda? A może powinnam zapytać kim jest Harda Horda? Jest to grupa polskich autorek szeroko pojętej fantastyki, które uznały, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Wspólnymi siłami promują się na scenie krajowej jak i międzynarodowej, i wspierają nawzajem w walce o uznanie czytelników. Ja sama znam je bardziej z nazwisk niż z utworów, ale antologia pokazała mi, że zdecydowanie muszę to nadrobić. Poza tym, sama zauważam, że częściej sięgam po autorki niż autorów — przypuszczam, że moja wewnętrzna Iwona każe mi tak robić.

Pisarki doświadczone i dopiero zaczynające swoją przygodę z literaturą, starsze i młodsze, publikujące w wydawnictwach dużych i tych niszowych, mające na koncie powieści z gatunków fantasy, horror, science fiction, urban fantasy, dark fantasy czy też wydające głownie opowiadania w czasopismach i antologiach.

ze wstępu Anny Misztak

Stronę Hardej Hordy na fejsbuku polubiłam dawno temu, i kiedy pojawiła się na niej informacja, że panie wydają antologię, wiedziałam, że muszę ją mieć. Chwilę zaczekałam, jak wspomniałam na wstępie. Marzyłam, żeby dostać ją już 8 marca, ale jednocześnie zależało mi na kopii fizycznej, a nie ebooku. Czasami poświęcenia są wskazane.

Harda Horda to 12 opowiadań i każde z nich jest wyjątkowe na swój sposób. Czytało mi się je niesamowicie dobrze. Oprawa graficzna jest świetna — zaskoczył mnie skład, bo wyszczególnione cytaty ciekawie uzupełniają wygląd; ilustracje bardzo klimatyczne, stworzone również przez polskie rysowniczki, co mocno na plus; informacje o autorkach pomocne, jeśli się ich nie zna. Oczywiście jak wielu czytelnikom przede mną, przeszkadzał mi brak spisu treści.

Antologię otwiera Jawor Marty Kisiel. Tekst czytałam wieczorem i przyznam, że obudził on we mnie taki mały niepokój. Jednocześnie bardzo pozytywnie nastawił do całego tomu — jak coś zaczyna się tak dobrym opowiadaniem, to dalej pewnie będzie jeszcze lepiej. Oczywiście niektóre teksty przypadły mi bardziej du gustu, inne mniej; niektóre tak bardzo zmieniały klimat, że nie potrafiłam się zwyczajnie w nich odnaleźć (tak było z opowiadaniem Aleksandry Zielińskiej Po drugie).

Mój ulubiony tekst to zdecydowanie Zielona zemsta Anety Jadowskiej. Nie wiem czemu, jeszcze nie sięgnęłam po żadną z jej powieści? Wydaje mi się, że to jest ten klimat, który trafia do mnie najbardziej, więc wezmę to pod uwagę przy wybieraniu kolejnych lektur. Podobały mi się oba opowiadania o nekromantach. Dokąd odeszły cienie Magdaleny Kubasiewicz to świetny kawałek fantasy, które zawsze dostaje u mnie plus za lordów i rycerzy. Natomiast Bezduch Martyny Raduchowskiej ma w sobie coś niezwykle mrocznego, a nekromancje sprowadza do zwykłego zajęcia.

Od razu widać, że wolę czytać to, co ma w sobie dużo magii. Ale takie Szanowny panie M. Anny Kańtoch bardzo przyjemnie mnie zaskoczyło tematem i klimatem. Podobnie tekst Anny Hrycyszyn Z góry nie patrzą. Oba opowiadania zostały napisane w formie listów, co dodaje nieco świeżości do tematyki.

I tak wiem, że wymieniam jedynie tytuły, ale ciężko jest opisać opowiadania tak, żeby nie popsuć frajdy z odkrywania poszczególnych historii. Ale to nie jest recenzja, to moja krótka pochwała cudowności, jaką podarowało nam tych dwanaście świetnych pisarek. Dawno nie czytałam zbioru opowiadań, zwłaszcza antologii, która byłaby tak bardzo równa, a jednocześnie pozostawała tak bardzo różna. I polecam wszystkim, kto jeszcze nie czytał, bo warto.

Więc jeśli jeszcze nie masz swojej kopii Hardej Hordy, biegnij do księgarni już teraz!

A tak na poważnie, ja nastawiam się na poznanie twórczości pań z Hardej Hordy. Na pierwszy ogień powieści nominowane do Zajdla, więc Toń Marty Kisiel oraz Spectrum Martyny Raduchowskiej (i przy okazji też Łzy Mai, a nawet zanim). Na półce czeka też Anna Kańtoch i Aleksandra Janusz (obie już trochę czytałam), a w ebooku czeka Anna Hrycyszyn. Nieco później pewnie dobiorę się do reszty pań (to stwierdzenie ma w sobie pewne erotyczne napięcie), z nakierowaniem na Anetę Jadowską, jak już wspominałam.

Jak widać, antologia (nie tylko Harda Horda) to bardzo dobry sposób na poznanie nowych autorów i odnalezienie kolejnych ciekawie wyglądających lektur.

Harda Horda — polecam. Iwona approved.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *