Przeczytałam: Cylinder van Troffa

Złożyłam sobie obietnicę, taką zupełnie niepisaną, że w tym roku, skupię się nieco bardziej na czytaniu ebooków z pakietów BookRage. I pomyślałam, że zacznę od Zajdla, bo zbliżałam się ku niemu już w zeszłym roku i jest to jednocześnie coś mniej w moim stylu. Na pierwszy ogień padło na Cylinder van Troffa, bo polecany przez Ag.

Myślałam sobie, że to będzie szybka i raczej przyjemna lektura – mój czytnik pokazywał mi 162 strony. Jak bardzo się myliłam! Ta powieść próbowała mnie pokonać prawie każdego dnia, i zamiast planowanych 3 dni, spędziłam z nią 10.

I to nie jest tak, że mi się Cylinder nie podobał, albo zmuszałam się do jego czytania (no może momentami), bo wspominam, że gdy czytałam Całą prawdę o planecie KSI to byłam w jakiś sposób zachwycona. Okazuje się jednak, że Zajdel pisał bez emocji, i jakoś tak dziwie monotonnie. Nie byłam w stanie czytać Cylindra wieczorami, bo zwyczajnie przy nim zasypiałam (zmęczenie całego dnia, plus styl autora). I jedyny czas, kiedy udawało mi się czytać z zainteresowaniem to były poranki, miedzy kawą, śniadaniem a wyjściem do pracy. Plus kilka minut na przerwie w pracy, zagryzając  słowa lunchem.

Wcale nie pomagała mi pierwsza połowa powieści, bo tam zwyczajnie nic się nie dzieje. Akcji jest niewiele, głownie opowieść, która nie dostarcza nam w zasadzie żądnych informacji na temat świata czy sytuacji społecznej jaka panuje na Ziemi.

W ogóle, Cylinder van Troffa to taka opowieść w opowieści, w opowieści, która na koniec ma nas zaskoczyć i być takim „o łał, ale jak to?”, a niestety nie jest. Nie w dzisiejszych czasach. A o czym jest powieść Zajdla? Gdzieś tam jest opowieść o kosmonaucie, który wraca ze swojej życiowej wyprawy, po dwustu latach na ziemię i nie zastaje tego, co by chciał. Oczywiście tekst porusza też wiele ważnych moralnie i niemoralnie problemów, i próbuje przepowiadać nam przyszłość (bo samochód, który jeździ sobie w zasadzie sam, to taka fajna perspektywa). Ale we mnie nie zostały po lekturze jakieś ważne pytania, nie miałam ochoty się zastanawiać na tym, co to z nami będzie za sto czy dwieście lat. Przeczytałam i już.

Oczywiście w trakcie czytania interesowało mnie co też bezimienny bohater teraz zrobi, jak też rozwiąże się tak zagadka, ale kiedy emocje targające mężczyzną są mi opisane a nie pokazane, to też nie bardzo potrafię mu wierzyć. I to chyba był największy problem jaki miałam z Cylindrem – bohaterowie tylko udawali, że są żyjącymi i myślącymi istotami, niczym bardzo drewniani aktorzy. A ja chciałam się zachwycić.

Nie był to dobry start czytelniczy, bo powieść Zajdla wypadła nijak. Okej, fajnie się nawet czytało, ale za dwa tygodnie już zapomnę o czym. Ale ponieważ jestem trochę czytelnicza masochistką, to na 2019 rok zaplanowałam sobie jeszcze dwie powieści Zajdla: Wyjście z cienia oraz Limes Inferior, a na dokładkę mam nadzieję przeczytać Drugie spojrzenie na planetę KSI, które sobie leży na półce i czeka.


Linki do społecznościówek są na górze, przy menu głównym. Jest fanpejdż, jest twitter i instagram. Moje książkowe goodreads, i mniej aktywne LubimyCzytać. Śledźcie mnie też na Bloglovin’ oraz na zBLOGowani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *