Przejdź do treści

Popkultura na emigracji 7/22

Łomatkoicórko! Kiedy mi ten miesiąc zleciał? Ja w ogóle nie rozumiem, to chyba jakieś zakrzywienie czasoprzestrzeni, bo dopiero co pisałam podsumowanie czerwca. I chciałabym jakoś sensownie to wytłumaczyć i dlaczego nie ma tych obiecanych tekstów na blogu, ale nie wiem jak. W dodatku jest już połowa sierpnia, co też wydaje mi się niezwykle dziwne.

Blok książkowy — co kupiłam?

Dość ciekawie się złożyło, że trafiła mi się mega promocja na Kindle Unlimited — 3 miesiące za £0. I w chwili obecnej mam na mojej półce aż 8 pożyczonych pozycji, głównie jakieś randomowe urban fantasy (bo mam m potrzebę uf i paranormal romance). Ale też znalazłam poradnik o cudnym tytule Reading Like a Writer: A Guide for People Who Love Books and for Those Who Want to Write Them i uznałam, że może warto przeczytać (wiąże się to trochę z moimi planami na resztę roku 2022).

Nie byłabym też sobą, gdybym nie kupiła stosu ebooków. Kilka z tych zakupów są efektem obejrzanego przeze mnie panelu Hardej Hordy o urban fantasy — jak się okaże niżej, to też ostatnio mój punkt zaczepienia do czytania.

  • Scott Lynch The Republic of Thieves — trzeci tom serii Gentleman Bastards. Tym samym moja kolekcja jest pełna;
  • Marissa Meyer Gilded — nowa seria autorki Kronik Księżycowych, które uwielbiam. Wydaje mi się, że to może okazać się w bardzo podobnym stylu, a dodatkowo oczekujemy na drugi tom jeszcze w tym roku;
  • Katherine Arden The Girl in the Tower — drugi tom The Winternight Trilogy, którego mi brakowało do kolekcji. Wprawdzie pierwszy tom podobał mi się średnio, ale ponoć dalej jest lepiej i udało mi się już skompletować całość;
  • Ilona Andrews Blood Heir — pierwszy tom serii osadzonej w świecie Kate Daniels, co oznacza, że powinnam zacząć to wszystko czytać od Magic Bites, ale kto by się tam przejmował?
  • Ali Smith Summer — ostatni tom kwartetu Seasonal;
  • Rick Riordan The Lost Hero — początek serii Heroes of Olympus i chyba nie muszę nic dodawać;
  • Patricia Briggs Cry Wolf — pierwszy tom serii Alfa i Omega, który kiedyś już czytałam (2-3 tomy zdaje się) i zawsze chciałam wrócić, a ponieważ jestem w jakimś dziwny stanie czytania uf, to kupiłam jak się trafiła promocja;
  • Rick Riordan The Son of Neptun — drugi tom Heroes of Olympus;
  • Rick Riordan The Kane Chronicles — jak ci dają całą serię za grosze, to nie można nie kupić, a ja bardzo lubię to, jak Riordan pisze;
  • Ilona Andrews White Hot — bo jak przeczytałam Burn for Me, to sobie nie wyobrażałam, że nie będę kontynuować serii! (z resztą w sierpniu już kupiłam kolejne tomy).

Blok książkowy – co przeczytałam?

O dziwo udało mi się przeczytać aż cztery książki, co uznaję za wynik niezwykły (patrząc na moje statystyki z ostatnich miesięcy).

  • Bridget Collins The Binding — czerwcowa książką FKK. Pierwsza i druga część powieści była całkiem przyjemna, ale trzecia mnie zawiodła i wynudziłam. Lubię romanse w fantasy i zawsze im kibicuję niezależnie od setupu pary, ale ten tutaj był zupełnie niewiarygodny i jakiś taki nijaki. Poza tym, liczyłam, że książka skupi się bardziej na oprawianiu wspomnień , a nie na życiu miłosnym młodych bohaterów. Nie dostałam tego,. co obiecywał opis i strasznie to wymęczyłam.
  • Taylor Jenkins Reid Siedmiu mężów Evelyn Hugo — rozumiem już fenomen tej autorki. To była bardzo odświeżająca lektura, którą wybraliśmy na lipcowy tytuł FKK. Odzyskałam wiarę w dobre książki i jestem przekonana, że po Reid jeszcze sięgnę. I chociaż wydaje się, że historia życia fikcyjnej gwiazdy Hollywood może nie być wciągająca, to sposób w jaki została opowiedziana, łącznie z plot twistami, jest świetny. Dodatkowy plus — po tej powieści zaczęłam pochłaniać kolejne ebooki.
  • Magdalena Kubasiewicz Przysługa dla czarnoksiężnika — powiem krótko: połknęłam niczym pelikan. I wpadłam w dziurę czytania urban fantasy. Żałuje tylko jednego, że na kolejną część przygód Jagody trzeba czekać aż do 2023 roku.
  • Ilona Andrews Burn for Me (znane też jako Płoń dla mnie) — i tym sposobem poznałam Ilonę Andrews i nie mogę się oderwać. Dlaczego aż tyle zwlekałam? Kiedy to piszę, kończę właśnie ostatni dostępny (5) tom serii A Hidden Legacy i pocieszam się, że jeszcze w tym miesiącu wyjdzie Ruby Fever. Zakochałam się, zachwyciłam, chcę więcej! Świat wykreowany przez Andrews jest bardzo prawdopodobny, sposób w jaki funkcjonuje magia w tej serii jest tym, czego szukałam, plus dostałam też dużo zagadek kryminalnych i gorące romanse — pełen pakiet, za który kocham urban fantasy.

Blok filmowo-serialowy

Z mojego skrupulatnego notowania filmów na Letterboxd wynika, że w lipcu obejrzałam całe trzy filmy.

Poszłam do kina na Thor. Love and Thunder i chociaż wiedziałam, że to głównie komedia, to jednak spodziewałam się czegoś innego. Zabrakło mi tego specyficznego, absurdalnego humoru Waititiego, który ginął w familijnym charakterze całości. Liczyłam na powtórkę z Thor. Ragnarok i się zawiodłam bardzo. Całe MCU ewidentnie zalicza spadek formy i coraz mniej chcę oglądać kolejne rzeczy (albo zwyczajnie już wyrosłam z kina superbohaterskiego).

Dałam się namówić Mężowi na obejrzenie RRR — indyjskiego hitu Netflixa. Długie i przerysowane, bo wpisujące się w konwencję tego specyficznego kina. Nie było najgorsze, rozumiem fenomen, ale fascynacja Bollywoodem (i innymi woodami) dawno mi przeszła, więc szybko zapomnę. To taki dziwny retelling Mahabharaty i Ramayany, w duchu wspaniałych Indii, które walczą z Brytyjskim Imperium o swoją niezależność. I sama do końca nie wiem czy mi się podobało, czy nie.

I wisienka na filmowym torcie w polskim wykonaniu — Za duży na bajki. Nie myślałam, że polskie kino familijne potrafi jeszcze coś z siebie wykrzesać, a tymczasem dostałam świetny film z barwnymi postaciami, prawdopodobnymi dialogami (te cięte riposty!), realnymi problemami życia codziennego i jeszcze się w dodatku spłakałam jak bóbr. Polecam.

Seriali zebrało się więcej, i aż dziw jak masywna jest ta lista. Ostatnio zdecydowanie mniej oglądam, więc tym bardziej brawo dla mnie. Skończyłam oglądać Ms. Marvel i efekt jest na portalu popbookownik.pl:

Oczywiście obejrzałam sezon 4B Stranger Things — więcej pytań niż odpowiedzi i pewnie kolejne dwa lata czekania na konkluzję całej tej zagmatwanej historii. Dobre urban fantasy jest dobre w każdej formie.

To był miesiąc Netflixa. Obejrzałam też The Umbrella Academy — 3 sezon podobał mi się dużo bardziej niż 2. Kontrowersyjny temat zmiany Vanyi na Viktora uważam za zbędny, bo ta transformacja nie wpływa na fabułę ani na znaczenie samej postaci. Czy było to konieczne? Nie. Czy rozumiem dlaczego tak się stało? Tak. Podoba mi się to, jak scenarzyści uznali ten motyw za no big deal i nie było rozdmuchiwania całej sparwy. Co jest dobre, bo pokazuje, że da się pewne sprawy potraktować zupełnie normalnie. A poza tym, to chyba tylko mnie się podobał ten cały dance off.

Miałam mały skok w bok do Amazon Prime, żeby zobaczyć czy cały szum wokół the Terminal List jest uzasadniony. Jest. Byłam pewna, że Chris Pratt poza Strażników i Park Jurajski już nie wyjdzie — ten serial pokazał mi jak bardzo się mylę. Dramatyczny, brutalny, z warstwami (Pratt też ma warstwy!) — jedna z lepszych rzeczy, które widziałam w minionym czasie.

Zostając w tej brutalnej rzeczywistości, dałam się namówić na nowy Resident Evil — obejrzałam, nadal nie rozumiem fenomenu zombie, mogę iść dalej. Cofnęłam się do 2018 roku i w końcu sięgnęłam po The Sacred Games z Saifem Alim Khanem. Serial ma dwa sezony, po zakończeniu wiemy, że więcej nie będzie i jest genialnym tytułem kryminalnym. Brudne indie, ze swoimi kultami i łapówkami jest świetnym settingiem do wielu historii, co udowadnia ten serial (który powstał na podstawie powieści o tym samym tytule). Gwiazdą okazał się jednak Nawazuddin Siddiqui i jestem ciekawa jego innych ról. Fabuła w tym serialu jest dość pokręcona, ale to tylko dodaje smaku, a wiecznie spoceni aktorzy tworzą realistyczny obraz świata.

Na koniec miesiąca zaczęłam oglądać ostatni już sezon Better Call Saul i nie mogę doczekać się finałowego odcinka, w którym historia szczwanego prawnika dobiega końca.

Plany na przyszłość

Jest już połowa sierpnia i pisanie o planach mija się z celem. Dużo czytam, mniej oglądam, zaliczyłam też małą imprezę moli książkowych, o której napisze wraz z podsumowaniem kolejnego miesiąca (bo za mało na osobny tekst). Nie spodziewałam się, że Miasto Fabryk i Magazynów coś mi w tym zakresie zaoferuje.

Odbijam się od dna i odgrzebuję stare teksty — zabieram się za pisanie powieści. Znów. Z założenia ma być bardzo urban fantasy i bardzo romansowa. I obym mogła w sierpniowym sprawozdaniu napisać, że zaczęłam i mam zestaw ciekawych bohaterów.

A jak minął Wasz lipiec?


1 komentarz do “Popkultura na emigracji 7/22”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.