Pół roku z Bullet Journal

Skończyłam mój półroczny eksperyment z Bullet Journal. Wyciągnęłam z niego wnioski i zdecydowałam już, czy to system dla mnie, czy może strata czasu i marnotrawstwo notatnika.

Bullet Journal jako narzędzie wspomagające moje życie zaczęłam testować od lipca, więc miałam na to dokładnie pół roku. I były w tym czasie momenty, gdy przydał się bardziej, a były, że zupełnie nie. Przyznam szczerze, że gdybym nie wpisywała do zeszytu moich wszystkich rzeczy weselnych, listy gości itp. to zwyczajnie bym zginęła. Kilka razy świetnie mnie pilnował z tłumaczeniami dram albo z ogólnym pisaniem na bloga (w lipcu wykonałam 100% planu, bo miałam BuJo). Nie zawsze jednak było różowo, bo taki grudzień zupełnie mi uciekł zplanera – nie zrobiłam prawie i nic w nim nie wypełniłam prócz wielu pomysłów blogowych, na które brakło czasu i energii. To chyba ta nagła zima ze śniegiem w UK. A i tak zamierzam bawić się z nim w 2018 roku.

Zupełnie nie sprawdziły się u mnie tygodniówki, bo były puste. Jednak w 2018 chce dołączyć do BuJo planer posiłków, i w styczniu wykorzystam do tego właśnie tygodniowe rozkłady w jakiejś minimalistycznej formie (i tak, znów będę się uczyć i eksperymentować). Oznacza to, że nie wypracowałam sobie żadnej formy miesięcznej dla mojego journala. To nic.

Zostaje ze mną spis pomysłów na bloga i planowanie tekstów. Tym razem pokuszę się o kolekcje – tutaj głównie moje wyzwania dramowe i książkowe. Znalazłam też ciekawy tekst o tym, jak wykorzystać Bullet Journal przy pisaniu, który napisała Joanna „Melfka” Maciejewska – o tutaj. Zresztą, po walce z tegorocznym NaNoWriMo, mam kilka tekstów do skończenia i poprawienia – jakiś tracker mi się przyda, żeby poganiać samą siebie.

Mój nowy piękny notes ma łabędzie na okładce, tradycyjnie jest w linie, bo Anglia, i tym razem to notes kółkowy, więc nie będę się męczyła z rozkładaniem. Oczywiście boję się postawić w nim nawet kreski.

Dlaczego nadal chce mieć Bullet Journal? W końcu przyznałam się, że nie bardzo mi to idzie… Cóż, chcę być bardziej zorganizowana w 2018 roku, pilnować moich szalonych wydatków, szczególnie na jedzenie (po to mi jakiś planer posiłków między innymi). Chcę zadbać o mojego bloga, o opowiadania, które zaczęłam i nigdy nie skończyłam. Ale przede wszystkim czuć, że jest jakiś sens w tym, co robię. Nawet jeśli BuJo wydaje się czasami bez sensu.

So fingers crossed, wish me luck, and Hwaiting!

7 myśli na “Pół roku z Bullet Journal”

  1. Klaudyna Maciąg

    U mnie tygodniówki też się początkowo nie sprawdzały, więc na dobry rok z nich zrezygnowałam. Korzystam z nich dopiero od września, bo przydają mi się do wpisywania zajęć w klubie 🙂

    Fajnie, że metoda Ci się spodobała, dla mnie to jedno z najlepszych odkryć życia.

  2. Z ciekawości zaczęłam szukać, co to jest. Mam wrażenie, że mojemu niezorganizowaniu by się przydał taki zabieg. Choć z zapisywaniem u mnie nieźle, ale realizacja często kuleje.

      1. W Biedrze ostatnio całkiem fajne notesy były. Będzie jeden na pisanie opowiadania, a drugi na próby BJ. Jakoś akurat trafiły mi się w linię i czysty :p

  3. I jak idzie z „bujo”? Ja mam czasem opóźnienia. Tygodniowych „rozkładówek” nigdy nie robiłam, bo dla mnie trochę kłócą się z ideą BJ związaną z wypełnianiem miejsca wtedy, kiedy jest potrzebne. Jakby chciała sobie tydzień „rozpisać”, to bym zwykły planer kupiła.

    1. Tygodniówki próbowałam ze 3 razy i zawsze puste. Ale teraz używam takich mini-tygodniówek na planowanie obiadów, i całkiem nieźle się w marcu sprawdzało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *