Podsumowanie: październik 2021

Październik był miesiącem wzlotów i upadków; zupełnie nieprzewidywalnym okresem w moim życiu. Powodem dla którego chciałabym wymazać 2021 albo zrobić mu re-run. Ponoć było (uwaga, słowo klucz) TRAGICZNIE.

Życie toczy się dalej, a ja mam bardzo dużo rzeczy do podsumowania, z wolna też tworzę plany na 2022 oraz ładować się samymi pozytywami.

Książki — przeczytałam

Mam wrażenie, że czytałam cały miesiąc i nic z tego nie wyszło. Jest to trochę surrealistyczne, bo starałam się sięgać po książkę każdego dnia, a efekt jest poniżej oceny zadowalającej.

W październiku wróciłam do czytania Ropuszek Anety Jadowskiej i pchnęłam to tomiszcze bardzo do przodu. Goodreads twierdzi, że mam za sobą 64%, wiec w zasadzie to już z górki. Na pewno skończę w listopadzie, jak tylko uporam się z innymi drobiazgami.

Przeczytałam natomiast lekturę na Fikcyjny Klub Książkowy — to nic że już po spotkaniu, ale czasami tak bywa. W październiku postawiliśmy na powieść Iwana Turgieniewa Ojcowie i dzieci. Zaplanowałam sobie jej recenzję na dniach, połączoną z takim małym podsumowaniem działalności klubu. Mam przemyślenia w obu tych kwestiach.

Kolejną pozycją, którą udało mi się przeczytać, i nie jest to jakieś wielkie osiągnięcie, było jedno z sześciu opowiadań w serii Black Stars. Są to opowiadania bardzo ciekawe i tutaj też pojawi się jedna wielka recenzja jak tylko skończę wszystkie (pracowity listopad pod każdym względem!). Przeczytałam The Visit, którego autorką jest Chimamanda Ngozi Adichie.

Książki — kupiłam

Świętem byłoby, gdybym nie kupiła. Tak tak, jestem już prawie nałogowcem. Ale opowiadania z serii Black Stars wypożyczyłam dzięki Kindle Unlimited, bo uważam że ich cena jest nieadekwatna do długości. Chociaż tyle dobrego.

Zacznijmy od papierowych zdobyczy, bo tych miałam całkiem sporo. Dostałam dwie paczki z polskiej księgarni, które miały w sobie troszkę taki miks tematyczny. Kupiłam dwa tomy Serii szamańskiej Anety Jadowskiej: Szamańskie Tango oraz Szamański Twist. Do tego też koreańską nowość, o której dowiedziałam się zanim nawet pojawiły się plany jej wydania na polskim rynku — na kanale bardzo uroczej amerykańskiej booktuberki Moniki Kim. A mowa tu o powieści Almond Won-Pyung Sohn. Na dokładkę dokupiłam sobie do feministycznej półeczki Drugą płeć Simone de Beauvoir. A na deser dwie książki kucharskie: Lunchbox na każdy dzień. Fit bento Malwiny Bareły oraz Nieprzyzwoicie zdrowe słodkości Anny Reguły.

Ale to nie koniec papierowych zdobyczy! Zupełnie przypadkiem udało mi się upolować w szokującej cenie — 3 za £5 — trylogię Laini Taylor, w której skład wchodzą: Daughter of Smoke and Bone, Days of Blood and Starlight oraz Dreams of Gods and Monsters.

Ebookowo jakoś nie szalałam i tylko szukałam bardzo dobrych przecen na Kindle Store. W październiku upolowałam:

  • Elantris Brandona Sandersona;
  • Creating Character Arcs K.M. Weiland;
  • Redemptor Jordan Ifueko;
  • Rosemary’s Baby Iry Levina;
  • The Hitchhiker’s Guide to the Galaxy Douglasa Adamsa;
  • Autumn Ali Smith.

Plany czytelnicze

Bo w zasadzie łatwo przejść do nich po tym ksiązkowym wstępie.

O planach na koniec roku pisałam w TAGu, ale lekko się zmienił od tamtego czasu. Przede wszystkim doczytuje wspomniane Ropuszki oraz pozostałe opowiadania z serii Black Stars. To nie są długie teksty, mają po 20-40 stron, więc nie powinny zająć więcej niż dwa dni. Dalej na pewno książkę na FKK, która jest w listopadzie Dziecko Rosemary. Mamy też (pierwszy raz) tzw. alt pick, którym jest Mexican Gothic, tylko jestem pełna wątpliwości, czy aby na pewno starczy mi czasu (to w końcu listopad!).

W moim ambitnym planie znajduje się też Seria Szamańska Jadowskiej — jeśli nie całą, to przynajmniej Szamański Blues. A to dlatego, że czeka na mnie antologia opowiadań Nawia (w planie recenzja na Popbookownik.pl). A i pojawił się jakiś czas temu kolejny numer absurdalnika MLEM!, który chciałabym zrecenzować na bloga.

Zdecydowanie za mało czasu jak na tytle tytułów. Ale ponoć jak człowiek jest zajęty to lepiej zorganizowany — mam nadzieję, że mi się sprawdzi to w tym roku w listopadzie. 

Filmy i seriale

Mam wrażenie, że oglądałam dużo, a jednak na mojej liście jest jakoś mało. Podobnie jak z czytaniem, więc to chyba wina października.

Ale też wraz z Mężem obejrzeliśmy pozostałe sezony Domu z papieru (w UK uroczo nazwane Money Heist), czyli sezon trzeci, czwarty i połowę piątego. I chociaż serial ma wyraźnie tendencję spadkową od momentu wykupienia przez Netflix, ale i tak czekam na te ostanie kilka odcinków w grudniu.

Obejrzałam też Squid Game, który okazał się jednym z tych koreańskich seriali wybijających się ponad przeciętność. I troszkę pobudził moją chęć oglądania k-dram. Trochę nie wiem co z tego wyniknie, ale jedyne czego chcę, to żeby nikt nie wpadł na pomysł drugiego sezonu i zostawił historię Seong Gi-Huna tak jak jest.

W październiku to głównie kontynuacje serialowe. Trzeci sezon You — obsesje i życie miłosne Joe’go nabrało nowych, ciekawych kolorów i bardzo podoba mi się to, w którą stronę poszedł serial. To było dobre, ciekawe, i nie do końca przewidywalne (a to przecież najważniejsze). Obejrzeliśmy też American Horror Story: Double Feature, czyli dziesiątą już odsłonę antologii. I tutaj nieco odświeżenia tematu, bo sezon dał nam dwie historię po pięć odcinków każda — wyszło to serialowi na dobrze. A Macaulay Culkin miło zaskoczył.

A co w trakcie? Kończę już oglądać trzeci sezon What We do in the Shadows, który niestety nie powala; z Mężem jestem gdzieś w połowie The Last Czars, tego fabularyzowanego dokumentu; ja sama, w ramach pomocy przy pisaniu, oglądam Sweet Magnolias.

Filmów też nie było bardzo dużo w tym miesiącu, ale za to różnorodnie.

  • Django Unchained (2012) — Mąż koniecznie potrzebował re-watch. Jakoś się wymęczyłam, bo akurat nie miałam ochoty na Tarantino. Obsada oczywiście genialna i aż mi trochę smutno, że się nie zachwyciłam tym razem.
  • Fantastic Mr. Fox (2009) — To było cudowne! Ja w zasadzie nie wiem, dlaczego nigdy nie obejrzałam (pewnie dlatego, że myślałam, że dla dzieci). Świetnie zrobiona animacja, świetnie dobrana obsada głosowa, świetna fabuła (to akurat zawdzięczamy autorowi książkowego pierwowzoru). Polecam bardzo jak ktoś jeszcze nie widział!
  • Free Guy (2021) — Ryan Reynolds przeżywa swoje drugie pięć minut. To bardziej takie przyjemne kino na niedzielne popołudnie. Można się pośmiać, nie trzeba.
  • Dune (2021) — W końcu, po jakichś dwóch latach, poszłam do kina. Jestem zachwycona! (Diuną, nie koniecznie kinem, bo zapomniałam już jakie niewygodne fotele) Nie znam książki (jeszcze) nie mam do czego porównywać, ale wizualność tego filmu, gra aktorska, efekty specjalne w ogóle wow, chcę więcej. I ja wiem, że się ludziom nie podoba, że nie taka Jessica, i wieje jak na pustyni i za mało czerwii… ale JA CHCĘ WIĘCEJ.
  • Spider-Man: Homecoming (2017) — Potrzebowałam dobrego pick me up filmu i Człowiek Pająk się sprawdził. W zeszłym miesiącu oglądałam Far From Home i stwierdzam, że “jedynka” z Hollandem jest lepszym filmem. I tak czekam na No Way Home w grudniu.
  • Catch Me if You Can (2002) — Mój umysł nie potrafi ogarnąć, czy ja już to widziałam, czy jednak nie. Kilka scen mi się kojarzy, ale to mógł być efekt fragmentów lub zwiastunów, a nie filmu jako takiego. Duet DiCaprio i Hanks wygrywa wszystko i to była dobra końcówka miesiąca.

Na koniec dodam, że mam ambitne plany serialowe na listopad. Nie wiem kiedy upchnę cokolwiek, ale za miesiać będę mogła sobie porównać. Szybka lista tego, co bym chciała:

  • Lock and Key
  • Cowboy Bebop (anime oraz live action)
  • Wheel of Time
  • Alias Grace
  • Rojst ’97

Za mało czasu na to wszystko, za mało.

Pisanie / NaNoWriMo

O tym, że będę pisała powieść chwaliłam się w zeszłym tygodniu. I ta część moje podsumowania to bardziej taki plan na listopad, taka mała obietnica dla siebie i dla Was. Otóż w listopadzie, mam zamiar wrzucać (w każdy poniedziałek) małe sprawozdanie z tego, jak mi właściwie to całe pisanie idzie. Zdecydowałam się (z bardzo mocnym postanowieniem) pisać w tym roku po angielsku, sprawdzić się w tym tak w 100%. Przetestować mój poziom językowy i przy okazji doszkolić się nieco z rozwiniętego słownictwa i doszlifować gramatykę, która nie oszukujmy się, troszkę podupadła na zdrowiu (mimo tych wszystkich czytanych książek w “ingriszu”).

A skoro już mówię o tym pisaniu i o blogu, to chcę zmusić swój umysł do pisania w ogóle. I ambitny plan jest taki, że wracam do dwóch notek tygodniowo. Teksty powinny pojawiać się w poniedziałek (ewentualnie wtorek, w zależności od moich mocy przerobowych) oraz tradycyjnie już w piątek. I oby mi się w tym miesiącu noga nie podwinęła.

Wielkie Plany!

W zasadzie o planach pisałam gdzieś pomiędzy, ale żeby jakoś ładnie zakończyć ten wpis, wypada powiedzieć coś mądrego.

Plany mam takie, żeby przetrwać końcówkę 2021 i wejść w 2022 z nową pozytywną energią. Nie zmarnować tego Listopada na jakieś głupoty, ale przycisnąć samą siebie do działania wszelakiego. Myślę tu głownie o pisaniu wszelakim, żeby się ten mój talent z wodolejstwa nie marnował.

A dla relaksu czekam na Final Fantasy XIV: Endwalker, który wychodzi 23 listopada (ale early access wypada już na 19 listopada, więc przedostatni weekend miesiąca mam zajęty).

Koniec końców, w moim BuJo jest bardzo napięty harmonogram, głównie przez ilość pisania i czytania.

A jakie są Twoje plany na Listopad?


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *