Piszę powieść 1: światotworzenie

To miał być super ambitny i profesjonalny tekst, o tym, jak tworzę mój piękny świat w mojej cudnej powieści. Ale taki nie będzie, bo chociaż obiecałam sobie, że popracuję nad nim razem z pytaniami SFWA, to jednak zabrakło mi czasu.

To nie jest tak, że nic nie zrobiłam, bo mój świat sam się trochę stworzył. Niestety jest tam więcej dziur i problemów, niż tego dobrego materiału. Pomyślałam, że jak o tym wszystkim coś napiszę, to się odblokuję na twórcze działanie.

Moją NaNo-powieść 2019 postanowiłam napisać po angielsku. Co zdaje się być dla mnie zadaniem podwójnie, o ile nie potrójnie, trudnym. Bo niby posługuje się językiem angielskim na co dzień, dużo w nim czytam i rozumiem go prawie perfekcyjnie, to jednak przerzucenie się na działalność literacką jest zupełnie inną parą gumiaków.

Uświadomiłam sobie w końcu, że wszystkie moje nazwy własne muszę przerzucić na angielski, i niektóre z nich tracą na swoim klimacie. Tekst zaczyna tracić swoją magię słowa i taką surowość opisu (którą sobie wmówiłam w mojej głowie), i sama nie wiem, jak ja się z tym czuję jako pisarz. Dodatkowo mam problem z przestawieniem się na myślenie o tym tekście w języku angielskim, co zdecydowanie jest problemem numer jeden. A sam fakt, że przez większość pobytu w UK było mi bardzo trudno zabrać się za pisanie, nie pomaga mi w wysiłkach twórczych — no zardzewiałam jako pisarz, ot co. Sama nie wiem, czy rzucanie się na pisanie w obcym języku, to dobry pomysł.

WARIACTWO.

Plusy tego stanu, bo kilka znalazłam/podpowiedzieli mi ludzie.

  • Nie mam w zasadzie dorobku literackiego, zaczynam z czysta kartą. Trochę późno na naukę pisania, a po angielsku od podstaw w zasadzie, ale nic na tym nie tracę.
  • Moja NaNo-powieść ma masę pustych miejsc, więc jak się przestawię językowo, to nadal mam kupę roboty i mogę to budować od innego miejsca, a potem tylko uzupełnić.
  • Jak mi nie wyjdzie, to albo się nauczę i poprawie, albo napisze od nowa po polsku.
  • Mimo wszystko rozwinę swoje umiejętności językowe, bo przy mieszkaniu w UK bardzo się przyda.

No to jak z tym worldbuildingiem?

No nie wyszło. Ale czeka mnie mały urlop w Polsce i mam nadzieję znaleźć trochę czasu na pisanie i planowanie. Nadal potrzebuje takie rzeczy jak:

  • system magiczny, w którego skład wchodzi też religia i bóstwa;
  • stosunki między państwami/narodami (plus te odrębne narody, bo wiem na razie, że są);
  • życie codzienne w zniszczonej krainie;
  • stosunek religii i organu sprawiedliwości i wszystkiego co powiązane z rządzeniem.

I pewnie jeszcze kilka innych mniej ważnych, ale bez tych kilku podpunktów mój świat nie będzie trzymał się kupy i rozpadnie przy pierwszy napotkanym konflikcie. Nie wiem czy uda mi się opracować chociaż połowę potrzebnych rzeczy przed listopadem. Prawdopodobnie nie. Ale uświadomienie sobie braków, to pierwszy stopień do ich uzupełnienia i realizacji celu.

Nie jest też tak tragicznie, jak to przedstawiam. Mam kilka stron notatek, jest z czego ulepić pierwszą bardzo roboczą i brudną wersję powieści. Przy odrobinie szczęścia, niezwykłej motywacji i wiadrach smacznej kawy w jesienne wieczory.

A jak Twój prep-tober?

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *