Pierwszy kwartał czytelniczy 2019

1-kwartal-2019

W tym roku postanowiłam nie robić kwartalników dramowych, bo oglądam zdecydowanie mniej koreańskich tytułów. Za to próbuję wrócić na właściwe tory z czytaniem i staram się motywować na wszelkie możliwe sposoby. Dlatego pomyślałam, że takie kwartalne śledzenie moich poczynań — sukcesów i porażek — będzie takim dodatkowym bodźcem. Bo przecież nie mogę się chwalić tym, że nie czytam.

Nie planuję pisać tutaj zbiorowych recenzji, bo przecież one mają się pojawiać w miarę czytania. Chcę sobie poopowiadać troszkę o tym jak wybieram lektury, o tym jak planowanie ma się do faktycznego czytania i jak zaliczam kolejne wyzwania, w których biorę udział.

Z tego ostatniego nie miałam okazji się zwierzyć. W ramach mojego wyzwania na goodreads, biorę też udział w dwóch organizowanych przez grupę Sword and Laser. Wskazówka co do wyzwań jest już w nazwie, bo mamy: Sword Challenge dla powieści fantasy i Laser Challenge dla powieści science fiction. Zadeklarowałam się po 5 tytułów do każdego, a celem obu jest przeczytanie wspólnie 10 tys. książek. Bardzo ciekawa rzecz, bo czytam to, co chcę.

Co planowałam czytać?

Kiedy układałam sobie (wyłącznie w głowie) listę lektur na początek roku, zakładałam że będę czytała nieco szybciej. I w dodatku z rozmachem. Styczeń miał być poświęcony Zajdlowi — tutaj chciałam przeczytać 2 powieści, bo one w zasadzie są dość krótkie. I strzelałam w te planowane od roku: Cylinder van Troffa oraz Wyjście z cienia. Dalej, już w lutym (albo i w połowie stycznia), chciałam się rzucić na opasłe i epickie (w swojej opasłości) fantasy, jakim jest Droga królów. A później jeszcze Słowa światłości, bo przecież miałam iść tempem 2 powieści na miesiąc. Teraz sobie myślę, żę ten plan był szaleństwem, bo ja zupełnie nie wiem jak to czytać (leżeć się nie da, jedynie na brzuchu, ale za długo tak się nie da). Z kolei w marcu chciałam coś odmiennego, i tu się bardziej skłaniałam do cyklu Luna Iana McDonalda. Lub cokolwiek innego, co fizycznie stoi na mojej półce.

Co przeczytałam?

Sukcesem na pewno jest to, że udało mi się przeczytać Cylinder van Troffa, o którym pisałam na blogu. Ale Zajdel tak mnie tym krótkim tekstem wymęczył (zajęło mi to prawie cały styczeń), że nie umiałam zabrać się za kolejny. Czułam się, jakbym przeczytała jakąś długaśną epopeję i spotkanie z kolejną, jakoś nie napawało mnie radością. Więc uznałam, że to dobry moment na zmianę klimatów i chciałam się zabrać za Drogę królów. Poległam. Ale poległam na sposobie czytania — za grube do łóżka. Nie wiem zwyczajnie jak zabrać się za te wszystkie grubaśne tomy, który stoją na półce.

W międzyczasie próbowałam się zabrać za cieniutką książkę o pisaniu: How To Write Your First Novel, ale nie znalazłam w niej magii. Czeka sobie na inny moment (może teraz? bo przecież jest CampNaNoWriMo).

Za to przy okazji informacji, że Netflix planuje serial na podstawie świata wykreowanego przez Leigh Bardugo, zainwestowałam w zestaw ebooków jej pierwszej trylogii. Przeczytałam więc Shadow and Bone oraz Siege and Storm. I jestem w trakcie czytania Ruin and Rising. Ale strasznie się ostatnio rozpraszam i nie potrafię się skupić na czytaniu. Może dlatego taki słaby ten kwartał?

Próbuję też dosłuchać 4 tom Pana Lodowego Ogrodu, ale przyznam się, że nie umiem słuchać audiobooków w domu. To stanowi dla mnie problem, bo nie mam kiedy słuchać, a najlepiej to działa kiedy muszę gdzieś iść minimum 40 minut.

Jak się maja te moje wyzwania?

Więc Zajdel wpasował się w Laser Challenge. Mój licznik na ten moment to 1/5 i jestem dość optymistyczna. Powinnam sobie z tym poradzić. Z kolei Sword Challenge pokazuje mi teraz 2/3, i mam nadzieję, że do końca tygodnia licznik podskoczy o jedną pozycję. Oczywiście tutaj mieści się trylogia Bardugo. W całości, moje goodreads challenge ma się bardzo słabo 3/24 i jestem 3 tytuły w plecy. Ale jest to strata do dorobienia.

Jaki plan na kolejne miesiące?

Oczywiście skończyć na dniach Ruin and Rising. Potem planowałam wskoczyć w kolejną trylogię fantastyczną z moich anglojęzycznych księgozbiorów. Tutaj do wyboru albo The Broken Earth od N.K. Jemisin (całą trylogię upolowałam za grosze, i tylko jeden tom był z drugiej ręki), albo Shades of Magic od V.E. Schwab. Ale! Niedawno złożyłam zamówienie w polskiej księgarni i idą do mnie dwie ważne pozycje. Idzie antologia Harda Horda, tak wiem, nieco późno, ale to dlatego, że razem z nią idzie najnowsza Le Guin od Prószyńskiego. I chciałabym przeczytać obie z nich od razu jak je dostanę. Więc pewnie wepchnę je sobie w plan. Możliwe, że to mnie natchnie, by w końcu sięgnąć też po Sześć światów Hain. A w maju wychodzi Jaga od Katarzyny Bereniki Miszczuk, więc pewnie będę zamawiała do kolekcji, jak tylko powieść będzie dostępna w mojej księgarni.

Plan znów zaczyna robić się ambitny i pewnie ciężki do realizacji. A chciałabym też w jakiś sposób dosłuchać tego Grzędowicza. A lista na kwiecień-czerwiec wygląda tak:

  • Ruin and Rising
  • Fantastycznie nieobliczalni (gdyby moja paczką z księgarni jeszcze nie doszła)
  • Harda Horda
  • Nie ma czasu. Myśli o tym, co ważne
  • Sześć światów Hain
  • Wietrzne katedry tom 3
  • Jaga
  • Pan Lodowego Ogrodu tom 4 (audiobook).

Spotkamy się na początku czerwca, żebym mogła znów opowiedzieć, jak mi poszło. A raczej jak bardzo mi nie poszło.

2 myśli na “Pierwszy kwartał czytelniczy 2019”

    1. Dużo osób mi mówi, żeby zacząć od Hordy, więc pewnie tak zrobię. Miałam ją kupić już po premierze, ale jak odwiedzałam Polskę, to nie miałam miejsca w bagażu 😀 I musiałam zaczekać, aż mi się zbierze większe zamówienie, bo przesyłka.

      U mnie jest wieczny spadek czytelniczej formy. Według gr najlepiej mi poszło w 2015 roku, ale wtedy mogłam słuchać audiobooków w pracy przez te 9 godzin, więc też mi to podbijało wynik. Są dni, że ciężko mi wygrzebać nawet 30 minut na czytanie – a obiecałam sobie że tak będę robić. Oby ze słońcem przyszło więcej chęci 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *