O pisaniu: Klaudyna

Miesiąc dla piszących nadal trwa. Z tej okazji staram się wrzucać ciekawostki na facebookową stronę bloga, gdzie oczywiście zapraszam. A na samym blogu kolejny gość. Tym razem o swojej przygodzie z pisaniem opowiedziała dla mnie Klaudyna Maciąg, którą spore grono osób zna też jako Kreatywę.

Bardzo mnie cieszy, że Klaudyna znalazła czas, żeby napisać kilka słów o tym, jak odkryła, że jest pisarzem. A dzięki temu, ja teraz mogę podzielić się jej historią z Wami.


O tym, że będę żyć z pisania, wiedziałam już jako dziecko. Pierwszą „powieść” napisałam w wieku siedmiu lat, potem był wielki projekt dopisania dalszych losów bohaterów „Tego obcego”, który zwalił z nóg moją polonistkę, liczne konkursy literackie aż wreszcie praca w literkach. Od kilkunastu lat zajmuję się pisaniem tekstów na zlecenie i właśnie z tego żyję i z tym wiążę wszystkie swoje plany zawodowe.

Nie mogę mówić o sobie jako o pisarzu, ale „autor” to chyba niezłe określenie. Jestem copywriterem oraz blogerem i mam na koncie współautorstwo publikacji „Jak nauczyć się języka obcego?”. W czasach szkolnych tu i tam publikowałam swoje wiersze i opowiadania, ale to już tak zamierzchła przeszłość, że pozostaje mi tamte czasy jedynie wspominać z lekką nutą nostalgii i łzą wzruszenia kręcącą się w oku. No dobra, z tym ostatnim żartowałam, nie płaczę z tęsknoty za byciem piszącą bolesne rzeczy nastolatką.

W przyszłości z pewnością opublikuję także powieść, ale na ten moment pracuję nad poradnikami, które jeszcze tej jesieni zamierzam wypuścić w formie cyfrowej. A co będzie później? Czas pokaże.

*

Lubię pisać, bo pisanie uruchamia wyobraźnię i pozwala zaistnieć na papierze wszystkim tym pomysłom, które kotłują się w głowie każdego dnia. Nigdy nie tworzyłam według ściśle określonego planu — rozpoczęłam to dopiero przy okazji zeszłorocznego NaNoWriMo i okazało się to całkiem niezłym pomysłem, bo pierwszy raz udało mi się w wyzwaniu zwyciężyć i spłodzić w miesiąc tekst na ponad 50 000 słów.

Obecnie, gdy piszę książkę rozwojową, muszę mieć wcześniej przygotowany jakiś szkic. Zaczęło się od impulsu — spontanicznego napisania wstępu, a zaraz później powstała cała koncepcja książki — obszerny spis treści, lista tematów, jakie chciałabym poruszyć, plan tworzenia. Okazuje się więc, że dobra organizacja w trakcie pisania ma naprawdę wiele sensu.

W prozie zawsze pozwalałam sobie jednak na większą swobodę — oddawałam głos bohaterom, płynęłam z prądem i sama nigdy nie wiedziałam, co wydarzy się na następnej stronie. Może właśnie dlatego do czasu NaNo ‘18 nie ukończyłam żadnego obszernego tekstu, poza scenariuszem młodzieżowego dramatu w czasach gimnazjalnych.

Historie, które aktualnie kołaczą w mojej głowie, to powieść psychologiczno-obyczajowa z motywem trudnej miłości i zaburzeń psychicznych (ta, którą zaczęłam podczas NaNo i która całkiem nieźle się rozwinęła) oraz losy toksycznej kobiety, która od dziecka ma w sobie moc psychicznego niszczenia wszystkich dookoła (tę z kolei rozpoczęłam podczas Campu NaNo w 2018). Lata temu zaczęłam tworzyć także psychologiczną młodzieżówkę o dręczeniu w szkole i zaburzeniach u nastolatków, ale ponieważ ten problem zaczął zacierać się w mojej pamięci, uleciał ze mnie zapał do brnięcia w to dalej, choć uważam, że zaczęło się całkiem nieźle. Nie wykluczam jednak, że jeszcze do tego powrócę.

Potykam się czasem podczas pisania o narrację. Opisy czy dialogi nie sprawiają mi problemu, nie narzekam też na brak pomysłów, ale czasem uciekam w narrację pierwszoosobową, bo trzecioosobowa mnie przerasta. Jest to jedna ze ścian, przez którą jeszcze się w całym swoim twórczym życiu nie przebiłam. Taka pisarska słabość, która irytuje, ale też mobilizuje do tego, by jeszcze więcej czytać i jeszcze więcej tworzyć.

Bo ja naprawdę kocham tworzyć i kocham bawić się słowem.

*

To, co jest mi niezbędne podczas pisania, to muzyka. Nie potrafię wysiedzieć w ciszy, w ciszy nie umiem też pracować. Lubię odpalić na Spotify playlistę „NaNoWriMo 2018 — Kreatywa”, która mocno wspierała mnie podczas ubiegłorocznego wyzwania pisarskiego. Mam teraz w sobie nawyk, że automatycznie uruchamiam tę muzykę i siadam do pisania. Klienci chwalą efekty tej pracy, więc wierzę, że muzyka ma dla mojej twórczości — choćby chodziło o teksty reklamowe — ogromne znaczenie.

Dobrze tworzy mi się także przy dźwiękach maszyny do pisania. Swojego sprzętu niestety musiałam pozbyć się w trakcie przeprowadzki (notabene jest to jedyna rzecz, jaką porzuciłam, za którą zdarza mi się płakać z żalu), ale od czego są nowoczesne technologie? Aplikacja, w której lubię pisać — Calmly Writer — roznosi w tle przyjemne dźwięki stukotu maszyny do pisania, które — w połączeniu z odpowiednio dobraną muzyką — mają na mnie wspaniały wpływ i dostarczają czystej przyjemności z pisania.

Mam nadzieję, że ta radość z tworzenia będzie mi towarzyszyć już zawsze. Bo nie za bardzo wyobrażam sobie inne życie, niż życie wśród liter.


Nazywam się Klaudyna Maciąg i na co dzień pokazuję, ile potrafi zdziałać słowo.

Zawodowo zajmuję się copywritingiem, transkrypcją nagrań i obsługą mediów społecznościowych. Na blogu dzielę się wiedzą na temat prowadzenia firmy, samorozwoju, nauki języków i blogowania.

Strona WWW/Blog: Klaudyna Maciąg
Facebook: Klaudyna aka Kreatywa
Espelibro: Espelibro FB
Instagram: Kreatywa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *