Nie umiem w wyzwania? — spowiedź #4

Sierpień z wolna zbliża się ku końcowi, a mi się zdaje, że ja bardzo wolno czytam kolejny tytuł na mojej liście. Zdecydowanie wolniej niż bym chciała. I nagle ni to refleksja, ni to jakieś podsumowanie mojego wyzwania książkowego na GoodReads — tak narodził się ten wpis, kolejny do kolekcji spowiedzi czytelnika. Taka sobie mała pogadanka o tym, jak czytam, i jak nie czytam. A jak już mi się zdarzy, to co też takiego czytam.

Jest też drugi powód tego wpisu. W sierpniu kupiłam kolejne dwie książki i aż siedem ebooków. Oszalałam? Chyba tak. Co też ciekawego kupiłam? Przede wszystkim, moje własne, wielkie i piękne Mgły Avalonu Marion Zimmer Bradley, bo zawsze chciałam je mieć, a to nowe wydanie jest całkiem ładne i zgrabne. I przy okazji jest to cegła niesamowita, większa od kolekcji Le Guin, ma ok 1150 stron i bardzo cienkie kartki. I tak, planuję to przeczytać w tej postaci, co pewnie będzie strasznym wyzwaniem.

Dalej, dokupiłam sobie czwarty tom Kwiatu paproci, czyli Przesilenie, od Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jak już się wcześniej chwaliłam, pierwsze 3 tomy dostałam w ramach ślubnego prezentu, więc zwyczajnie musiałam mieć kompletną serię. A dzięki temu mogę przeczytać całość za jednym zamachem bez czekania na kolejne części.

Moje ebookowe zakupy, to z kolei wina świetnego portalu jakim jest upolujebooka.pl – znalazłam tam dobre promocje i po przeliczeniu złotówek na funty wyszły mi grosze. Pierwsze zamówienie składało się z Niepełni Anny Kańtoch (mam już połowę jej powieści, i nie przeczytałam nawet jednej) i Toni Marty Kisiel. Drugie zamówienie nieco ambitniej, bo prócz wychwalanego ostatnio Dżozefa Jakuba Małeckiego, skusiłam się na trzy pozycje Hermanna Hessego: Demian, Siddhartha i Wilk stepowy. Trzecie, bardzo niewielkie, to zbiór wybór koreańskich nowel Filiżanka kawy autorstwa Han Mal Sook.

A przy okazji, woblink przedłużył święto epapieru, obawiam się, że do końca miesiąca coś jeszcze kupię… Tylko kiedy ja to wszystko przeczytam? Tu jest właśnie taki mały problem.

Przyznam się, że czytanie w tym roku idzie mi znacznie lepiej niż w latach poprzednich (winię za to głownie k-dramy, które pochłaniam namiętnie od 3 lat), ale zdecydowanie gorzej, niż sobie zakładałam. Bo zakładałam 24 książki, 2 na miesiąc – to przecież nie jest dużo. Ale widząc moje zmagania, zmieniłam już dwa razy moje goodreadsowe wyzwanie – na 20 a potem na 15. Kończy się sierpień, ja przeczytałam zaledwie 9 pozycji, czyli jedną na miesiąc. W tym roku kupiłam więcej pozycji, niż ich przeczytałam…

Ale obiecałam Ag., że wyjątkowo poopowiadam jak czytam, a nie jak narzekam, więc teraz będzie taki pozytywny akapit.

Jak do tej pory, raczej zachwycałam się moimi wyborami czytelniczymi w tym roku. Dwutomowa Opowieść o Shikanoko była świetna, potem bardzo wciągnęłam się w Wybraną Naomi Novik, a teraz mam małe maratony z serią Kwiat paproci. Sam fakt, że ja czytam 3 powieść w tym miesiącu już o czymś świadczy! Bo jeszcze chwilę temu pisałam, że nie umiem odhaczyć nawet 2 pozycji, które zakładałam radośnie na początku roku.

Ja po prostu nie jestem wymagającym czytelnikiem, i jak czytam sobie takie fantastyczne romanse dla kobiet (patrz Szeptucha), to czuję się jak nastolatka, dostaję wypieków na twarzy i nagle odkrywam w sobie dawno zapomnianą niewinność i żądze odkrywania. Jakkolwiek dziwnie to brzmi. Nagle jestem ja dawna ja, która nie musi gotować obiadu, iść do pracy, może leżeć i czytać i karmić się głownie kawą (tutaj mała anegdota, jak byłam na studiach, to potrafiłam wstać sobie późnym rankiem i zanim coś zjadłam, zazwyczaj późny obiad, to wypijałam 3-4 kawy, na co babcia patrzyła bardzo krzywo, bo jak ja mogę nic nie jeść cały dzień!).

Więc wpadłam sobie w taki mały wir maniakalnego czytania, którego dawno już nie miałam. Przestałam oglądać dramy, znów, ale tym razem dlatego, że wykorzystuje ten czas na coś innego, a nie dlatego, że gorąco i się nie da nic.

Ale ten wpis, to też pretekst, do zrobienia małych planów na resztę roku, bo przecież ja tak bardzo trzymam się tych wszystkich list i wyzwań… Zostały mi 4 miesiące do końca roku i optymistycznie zakładam 8 tytułów. Patrząc na moje ostatnie tempo, to jest to całkiem możliwy wynik.

Jestem gdzieś w połowie Nocy Kupały, więc na wrzesień zostały mi 2 kolejne tomy cyklu, a jak będę dostatecznie szybka, to pewnie przeczytam też antologię opowiadań Fantazmaty, którą już nawet zaczęłam. W październiku chciałabym dosłuchać 4 tom Pana Lodowego Ogrodu (co jest nieco trudne, bo nie mam gdzie i kiedy słuchać audiobooków) i przeczytać coś z tej bookrage’owej listy grzechów, i może jeszcze coś z moich nowych nabytków, ale to zależy od czasu i nastroju. Z kolei w listopadzie, mimo, że Mąż namawia mnie na serię Metro, chcę sięgnąć po coś nieco innego i wołają mnie dwa tomy Luny Iana McDonalda, które MAG wydał w Uczcie wyobraźni. Grudzień to kilka dodatkowych dni wolnego, bo święta, więc mogłabym pokusić się o zaplanowanie którejś z cegieł, jakie mam w domu, albo np. ambitnie przeczytać Dostojewskiego lub kupionego niedawno Hessego.

Mam jakiś dokładny i mało dokładny plan na te 4 miesiące. Próbuję nieco urozmaicić moje wybory książkowe, żeby nie powiało nudą. A może się okazać, że plan nie wypali, bo w październiku wychodzą Wietrzne Katedry tom 2, który też chcę przeczytać, więc nie wiem jak upchnąć to wszytko co chcę w te godziny, które mam.

A jako bonus dodam, że na ten rok mam jeszcze spore plany zakupowe i to głównie w fizycznej postaci książek. Są to głownie pozycje niby dla męża, np. uzupełnienie jego kolekcji książek o Inkwizytorze od Jacka Piekary (wychodzi nowy tom, i chyba wznowili nakład kilku starych, więc mam aż 3 tomy do dokupienia). Do tego też 3 tom Bram światłości Marii Lidii Kossakowskiej (bo mamy 1 i 2), chciałabym uzupełnić Sandersona o dwa tomy Dawcy przysięgi. Do tego, wspomniany już, 2 tom Wietrznych katedr i chciałabym też dokupić sobie Cień gildii Aleksandry Janusz, żeby mieć całą serię zanim zacznę ją czytać. A potem chyba wielki regał na książki i nowy dom, żeby gdzieś go postawić.


Kolejny wpis z cyklu Spowiedź czytelnika pewnie dopiero w styczniu, na podsumowaniu roku, ale jeśli się podoba, to mogę robić podobne częściej, szczególnie, że kupuję ostatnio te wszystkie ebooki, i moja lista wstydu rośnie, a nie maleje.

Tradycyjnie też przypominam, że moje poczynania książkowe można śledzić na GoodReadsLubimyCzytać (nie bójcie się zapraszać do znajomych) i Instagramie (ostatnio wrzucam tam to co czytam dość często). Jestem też na Bloglovin’ i zBLOGowani, więc zapraszam do śledzenia. Nie zapomnijcie też o Facebooku i Twitterze.

3 myśli na “Nie umiem w wyzwania? — spowiedź #4”

  1. Wiesz, ja wyzwanie Goodreadsowe traktuję trochę jako sposób na śledzenie, ile rocznie czytam. Mało – taka jest prawda – i co roku „przegrywam”. W tym roku mam nieco większe szanse – z nowym czytnikiem i mocnym postanowieniem, że będę „DNF-ować na lewo i prawo”. Na razie plan się sprawdza.

    1. Z moim planem jestem 2 książki w plecy, ale zaczynam nadrabiać, więc kto wie, co będzie dalej 😀
      No i ja też jakoś dużo nie czytam, ale staram się wrócić chociaż do połowy mojej starej formy 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *