Nie-napisałam NaNoWriMo 2018

Moje krótkie sprawozdanie z pisania NaNoWriMo miało się pojawić tuż zaraz po połowie miesiąca, ale nie wyszło. Dlatego będzie jedno wielkie… no prawie wielkie sprawozdanie końcowe.

Pomijam już fakt, że napisanie tego podsumowania zajęło mi znacznie więcej czasu (bo nie umiałam się do niego zebrać) i mój blogowy plan ucierpiał na tym o cały tydzień. Ale nic na siłę. Jest jak jests, a moje wyznanie pisarskich grzechów w końcu się tutaj znalazło.

I chyba za bardzo nie mam się czym chwalić, pisałam przez 12 dni. Od 1 do 11 listopada i później zaskoczyło nagle 21 listopada, ale jakoś nie zostało na długo. Napisałam ledwie 10k słów, co jest połową mojego tegorocznego planu. Smutno mi z tym, nie będę ukrywać. Zawiodłam się sama na sobie.

Z drugiej strony, mam ochotę się dziwnie usprawiedliwić, albo chociaż ponarzekać na świat. Bo znów okazało się, że listopad w moim życiu jest dziwnie zabiegany, zapełniony, zmęczony i w ogóle nie nadaje się do niczego. Po tym 11 listopada, nagle dopadło mi 3 dniowe zmęczenie – wracałam z pracy i jedyne na co miałam ochotę to pójście spać. Miałam nadrabiać słowa w weekend, potem w kolejny, i w efekcie ten listopad mi gdzieś uciekł. Przypuszczam, że to wina załamania pogody i ogólnie jesiennej zawieruchy. Przy czym potrafiłam sobie dokładać rzeczy do ogarnięcia i bonusowo zapisać się na siłownię.

Roboczy projekt okładki zrobiony w Canvie.

Ale wracając do projektu, to ja byłam bardzo nakręcona na pisanie „The Pirate, the Whisperer & the King” i nadal jestem. I wydaje mi się, że to będzie mój wielki projekt na 2019 rok. Mój problem polegał na tym, że mimo planu powieści, nie miałam niczego przygotowanego. Jasne, pisałam bloki scen, w końcu nawet kilka sensownych dialogów, ale miałam tak wielkie dziury w riserczu, że pewnie większość tego co napisałam w listopadzie (no okej, nie ma tego dużo) pójdzie do kosza.

Czy czegoś się nauczyłam? Zdecydowanie.

Po pierwsze, listopad nie jest miesiącem, w którym powinnam pisać cokolwiek i angażować się w cokolwiek. Poważnie, ja nie wiem jak to się dzieje, ale to już kolejny rok, gdy w listopadzie nie mam czasu (jakaś dziwna czarna dziura, to chyba taki „czwartek” wśród miesięcy).

Po drugie, planowanie powieści jest dobre (nawet to szczątkowe). Ale zapominanie o riserczu, albo chociaż wypisanie co trzeba poszukać, jest już złe.

Po trzecie, wysokie normy to zło. Dzienną normę NaNoWriMo osiągnęłam chyba 3 razy, i ona nie jest taka straszna, jak się ma coś do pisania w danym dniu/momencie. Jednak w dni, kiedy mi się nie chciało, to 500 słów było wielkim wyczynem i chyba dlatego ja zawsze w końcu odpadam. Więc rok 2019 będzie dla mnie rokiem nauki codziennego pisania.

Podsumowując krótko. NaNoWriMo 2018 nie było dla mnie zwycięskie, nawet stawiając sobie mój mały cel na miesiąc. Ale w jakiś mały sp[oób też wygrałam, bo nauczyłam się takich małych rzeczy, dowiedziałam się też czegoś o tym jak pisze i kiedy piszę (i co mi przeszkadza – np. Mąż grający obok na PS4, bo Red Dead Redemption II…). I wiem, że teraz napiszę, że za rok na pewno nie założę projektu. A potem w październiku wpadnę w TOWARZYSTWO i się sama nakręcę na kolejną powieść. Cóż, nie wiem też co to się stanie za te 10-11 miesięcy, więc nie będę nic sobie planowała.

Chcę też pogratulować tym wszystkim, którym się udało. I już teraz dopinguję was na przyszły rok. HWAITING!

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *