Prasówka: Nowa Fantastyka 8/2020 + test aplikacji

magazyny gazety nowa fantastyka

Nie wiem jak się robi dobre prasówki, więc będzie na miarę prawdziwej Gryzipiórki. Opowiem o tym, co mi się podobało, co zaciekawiło, co uznałam za zmarnowane miejsce w magazynie i jak się go czytało na ekranie telefonu w oficjalnej aplikacji Nowej fantastyki.

Ostatni papierowy numer NF kupiłam 2 lata temu. Przestałam bo były niezwykle drogie po przewalutowaniu (cena okładkowa 9,99zł, cena w sklepie £4.49), i nigdy mi się nie udało przeczytać numeru od deski do deski. Na aplikację czaiłam się od kiedy w ogóle się pojawiła, ale nie byłam pewna czy warto. Nie lubię czytać z telefonu, tabletu nie posiadam, więc raczej kręciłam nosem. Chociaż cena przekonywała od początku, bo to jedyne £1.69. A po lipcowej aferze z Dalianem, to sobie pomyślałam, że chyba warto wiedzieć jakie nowe dramy zadzieją się w fandomie. Przy okazji wspomnę, że w numerze jest oficjalne oświadczenie redakcji odnoszące się do całej sprawy.

Nowa fantastyka 8/2020

Okładka sierpniowego numeru promuje 2 sezon The Umbrella Academy — ja już jestem po seansie, ale chętnie zajrzałam do artykułu. Miała być to rozmowa z aktorami na planie zdjęciowy. Dostałam jednak tekst, który głównie omawia czum jest serial, troszkę porównuje go z komiksowym pierwowzorem i dorzuca wypowiedzi trzech aktorów. Ciekawie ale krótko. Może coś na zaciekawienie dla nieznających tytułu, ale dla tych co widzieli lub czytali, nie specjalnie.

Planowałam przeczytać wszystkie artykuły, żeby sobie wyrobić porządne zdanie, ale kiedy trafiałam na coś z zupełnie innej bajki niż lubię, to przewijałam dalej. Życie jest za krótkie na czytanie wszystkiego.

Nawet z zainteresowaniem przeszłam do wywiadu z Seanem Austinem, który skupiał się na jego dorobku filmowym. Było o Goonies, o Władcy pierścieni i o The Big Bang Theory. Zabrakło mi jednak Stranger things. Wywiad był swobodny, niewymuszony, ale krótki i urwany. Szkoda.

Przeczytałam też tekst o zwierzęcej fantastyce, który skupił się na utworach z myszami w roli głównej. Jak dla mnie to artykuł, który w zasadzie mógłby stanowić początek jakiegoś większego zwierzęcego cyklu, a nie odosobniony wyskok autora. Bo jednak o fantastyce zwierzęcej mówi się mało, i ja sama chyba nigdy nie zwróciłam na nią uwagi (nie licząc grania w Cat Quest). Wyciągnęłam z niego coś dla siebie, a chyba o to chodziło autorowi (Andrzej Kaczmarczyk). Wpisałam sobie na listę do sprawdzenia dwa tytuły: całkiem znane Wodnikowe Wzgórze, które jest chyba klasyką brytyjskiej prozy; a także znanego mi już Tada Williamsa i jego kocia Pieśń Łowcy — może być ciekawie, a cykl Pamięć, Smutek i Cierń mi się bardzo podobał.

Standardowo jest kilka recenzji, są artykuły o grach, wywiad z doktorem Pawłem Dybałą o wampirach i gejszach — ale na tym się skupiać nie będę. Przejdę jeszcze do felietonów, bo zawsze lubiłam je czytać. Przy okazji autorzy tychże nie zmienili się od czasu, kiedy polowałam na NF w papierze.

Pierwszy to Osobowości rozszerzona w ramach cyklu Fantastyka praktyczna Rafała Kosika. Drugi felieton z serii Orbitowanie po kinie pisanej przez Łukasza Orbitowskiego nosi tytuł Wystarczy przeprosić. I liczyłam na jakieś ciekawe teksty, ale w gruncie rzeczy były dość nijakie — niczym się nie wyróżniały, szybko o nich zapomniałam.

W dziale z prozą jest różnorodnie i dziwnie. Łącznie jest sześć opowiadań: dwa polskie i cztery zagraniczne. i w tej części Nowej fantastyki jest o czym mówić.

Na dzień dobry dostajemy Krainę piasku Radka Raka, z którym ja jeszcze styczności nie miałam. To był najdziwniejsze opowiadanie jakie ostatnio czytałam. Na marginesie tak powiem, że zastanawiałam się nad kupieniem jego powieści nominowanej do Zajdla, bo słyszałam dużo dobrego. Po przeczytaniu opowiadania nie jestem pewna. Warsztatowo jest ono świetne, czyta się bardzo dobrze, język giętki a fabuła płynie sobie sprawnie przed siebie. Problem jednak tkwi w tej fabule. Bohater Tomasz to wieczny student w jakimś dziwnym wypaczonym świecie, który z jednej strony udaje świat rzeczywisty, a z drugiej jakąś wersję alternatywną z lekką nutą science-fantasy. I albo to było tak dziwne jak myślę, albo ja zwyczajnie tekstu o Tomaszu i popsutym kocie nie zrozumiałam. Czy to miało mówić o sensie życia?

Drugim polskim opowiadaniem jest Głos słońca Marty Magdaleny Lasik. To była taka spokojna równowaga dla tekstu Raka, którą mogłam się zachwycić. Dostałam klimat azjatyckiego miasta przyszłości, który nadal jest pełen tradycji, wierzeń i starych ludzi (z tym ostatnim to mniej pełen). Lasik wprowadza klimat prowadzeniem narracji i świetnymi opisami wszystkiego — zupełnie nie potrzebuje dialogów, żeby jej bohaterowie ze sobą rozmawiali. Głos słońca jest pełen spokoju, który w każdej warstwie oddaje ducha opowiadania i świata przedstawionego. Zdecydowanie mocny punkt w dziale prozy sierpniowego numeru. Polecam.

W prozie zagranicznej nie miałam się za bardzo czym zachwycić, i będę tutaj bardziej skrótowa. Z czterech opowiadań najbardziej podobało mi się to napisane przez Alix E. Harrow (którą znamy z powieści Dziesięć tysięcy drzwi), o bardzo długim tytule Przewodnik Wiedźmy po ucieczkach: praktyczne kompendium fantazji o portalach. Magiczne na każdym poziomie, w pewien sposób bardzo baśniowe, i sprawia, że chcę po powieść sięgnąć. Bo przecież opowieść o bibliotekarce-wiedźmie i książkach musi być dobra.

Pozostałe trzy teksty to science fiction, czyli ten mniej lubiany przeze mnie gatunek. Jest tam bardzo krótka i jakaś teologiczno-mistyczna Golgota Dave’a Hutchinsona; bardzo makabryczny i surowy tekst Johna R. Fultza pt. Zasmakować w świetle gwiazd; a na koniec dla mnie nieco chaotyczny Kontakt Iny Goldin. Wszystkie trzy teksty po prostu są, i nie wzbudzają we mnie żadnych uczyć (tzn. Fultz wywołał lekkie obrzydzenie).

Aplikacja — ocena

Z początku myślałam, że spis treści jest nieklikalny, co stanowiłby dla mnie mocny minus e-wydania i aplikacji. Okazało się, że byłam w błędzie, ale nawigacja i tak jest mało intuicyjna i oporna.

Typograficznie e-wydanie nie różni się zbytnio od papierowego. Są nawet graficzne reklamy wydawnictw czy księgarni internetowych. Odnajduje ten sam styl boxów z leadami do artykułów, które niestety na komórce wyglądają topornie i mało przejrzyście — korzystam z Samsunga Galaxy s9, który do najmniejszych moim zdaniem nie należy, a jednak do czytania magazynu wydawał się mikroskopijny. Wąska kolumna tekstu była niewygoda, interlinia zbyt gęsta, a zwykły ekran męczył oczy dość szybko.

Nie jest to najlepsze rozwiązanie elektroniczne. Z perspektywy wydawcy zapewne tak, bo daje całkowitą kontrolę nad sprzedanymi numerami. Z perspektyw użytkownika, który nie posiada tabletu, już nie jest tak różowo. Niby wszystko jest na wyciągnięcie jednego kliknięcia w telefonie, a jednak coś nie „klika”. Plusem na pewno są numery archiwalne, które też można kupić, ale jedynie od kwietnia 2020, czyli startu aplikacji.

Sama aplikacja też ponoć nie do końca działa. Ja nie miałam z nią problemów, ale popytałam innych użytkowników. Okazuje się, że są kłopoty z pobraniem, bo numery potrafią znikać z telefonu i trzeba je na nowo pobierać do czytania. U mnie z kolei apka zapamiętywała gdzie skończyłam czytać — nie idealnie, ale chociaż zapisywała sobie w pamięci segment czytanego tekstu. Nie wiem czy to kwestia modelu telefonu, systemu, czy wolnego miejsca.

Podsumwanie

Jak już wspomniałam, nie jest to najlepsza metoda na czytanie — ekran telefonu to jeden z gorszych urządzeń/narzędzi. O ile sama aplikacja nie jest zła, o tyle już formatowanie magazynu daje do życzenia. Przypuszczam, że twórcy uznali, ze ludzie będą NF czytać na tabletach, gdzie skład prawie identyczny z tym papierowym nie będzie miał znaczenia. Na telefonie ma.

Czy skuszę się na kolejny numer? Z jednej strony zakładałam, że tak — cena minimalna po przeliczeniu na funty. Zostawiam więc sobie taką opcję na przyszłość, ale nie koniecznie będzie to numer wrześniowy.

Przyznam, że publicystyka w NF mnie zawiodła, bo nie oferuje nic czego nie znalazłabym na portalach internetowych. Artykuły są krótkie, recenzje to w zasadzie w dobie blogerów i vlogerów nie są czymś koniecznym w magazynie, a felietony wypadły słabo. Proza z kolei też jakoś specjalnie nie zachwyciła — z sześciu tekstów podobały mi się całe dwa. Resztę przeczytałam bez większej przyjemności czy zachwytu. Doceniam konstrukcję i warsztat albo pomysł, ale za tydzień już o nich zupełnie zapomnę.

W efekcie, jeśli skuszę się na kupno jakiegoś numeru, to zapewne po wcześniejszym sprawdzeniu spisu treści. I na pewno nie będę się już zmuszała do czytania wszystkiego.

Wolałabym rozwiązanie tradycyjnej e-prasy, gdzie do wyboru byłby pdf z formatowaniem papierowe wydanie (bo mogłabym go czytać na ekranie laptopa), oraz sformatowany magazyn na czytniki (na fb wspominałam, że kupiłam ostatnio 2 magazyny i właśnie testuje ich jakość w formacie mobi razem z podglądem na pdf).

Nie mam jednak co wybrzydzać, bo jak wspominałam na początku, mając do wyboru tani numer na aplikacji a prawie 4x droższy papier, na który muszę wręcz polować, to wiadomo że wygra niedoskonałe e-wydanie.


Tagi:

2 myśli na “Prasówka: Nowa Fantastyka 8/2020 + test aplikacji”

  1. Dan artykuł o zwierzęcej fantastyce był dla mnie ciekawy, bo to chyba dosyć niszowa tematyka, o której nigdy nie myślałam, także odkryłam coś nowego.

    Na razie utknęłam w opowiadaniu Radka Raka. Jest dla mnie ono dziwnie nierówne pod względem klimatu – raz jest jakby humorystyczne, satyryczne, potem robi się melancholijne, nawet ponure… Ta nierównowaga trochę mi przeszkadza. Ale muszę je jeszcze skończyć i koniecznie dobrać się do tekstu Lasik, twój opis wielce mnie zachęca!

    Co do aplikacji, to te znikające numery mogą być akurat winą mojego telefonu. Natomiast ja się dalej nie dopatrzyłam spisu treści, przeszkadza mi też zmiana fontu na szeryfowy w opowiadaniach, bo na komórce lepiej mi się jednak czyta bezszeryfowy, wydaje mi się czytelniejszy. Wolałabym też przerzucanie stron od ciągłego przewijania w dół. Ogólnie się poddałam i zamówiłam prenumeratę papierową, no ale mi wychodzi tanio.

    PS. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby taka prasówka została na dłużej. W sumie jest chyba mało recenzji czasopism, zawsze coś nowego. 🙂

    1. To może jakieś inne gazetki? 😉
      Zobaczymy co też NF da w nowym numerze na wrzesień i będę się zastanawiać, czy chcę się męczyć z czytaniem z aplikacji. Tymczasem próbuję troszkę bardziej wejść w „Książki. Magazyn do czytania”, ale za chwile ma być nowy numer, więc może jakieś większe zbiorowe?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *