NaNoWriMo i 2/3

Oto ciąg dalszy sprawozdania z postępów w NaNoWriMo 2017. I po kolejnych dziesięciu (jedenastu) dniach nie mam się zupełnie czym chwalić. Dobrze, że mam dobrą wymówkę.

Moje opowiadania są w rozsypce i to poważnej. W dniach 11-20 napisałam może połowę tego co w 1-10, co sprawia, że jestem poważnie daleko pod kreską. Mój słupek się prawie nie ruszał, co obrazuje grafika poniżej. Nawet nie myślę, że może ją dogonię (kreskę oczywiście), bo w tym momencie planowałam być gdzieś między 15 a 20k słów, a niestety jestem ledwie powyżej 11k.

Na moje usprawiedliwienie mam mały wyjazd do Polski, gdzie musiałam się zmierzyć z biurokracją wszelaką. A na dokładkę przywiozłam ze sobą takie jedno małe grypsko, które nie chce mnie opuścić od kilku dni. Więc sobie kicham, prycham i chrząkam.

Ja bardzo optymistycznie zakładałam, że uda mi się pisać około 500 słów dziennie, co przy moim zajętym czasie (praca i inne dziwności) da mi całkiem zadowalający wynik na koniec NaNoWriMo. Niestety nie udało mi się nawet to w minionych dniach. Dzień 12 okazał się dniem bardzo dobrym, bo napisałam 1750 słów. Za to dnia 13, czyli w paskudny poniedziałek, napisałam jedynie 44 słowa. Dodam, że miałam aż trzy bardzo złe dni, bo kiedy zmogła mnie choroba, to 18 napisałam 34 słowa, a 19 znów 44 słowa.

Mimo wszystko, mam też osiągnięcia. Napisałam 11 sów na 11 listopada, z czego nie jestem super dumna, bo poszłam pierwszym skojarzeniem, ale za to nowy tekst zaczął dzięki nim nabierać barw. Bo nieplanowany tekst o Leili, który nie ma jeszcze tytułu z sensem, rozrasta się bardzo ładnie i ma już ponad 4k słów. W nim też znalazło się miejsce na pierwsze wyzwanie obrazkowe ze słoniem w basenie. Drugiego wyzwania obrazkowego nie napisałam, bo wyjazd pokrzyżował mi plany.

„Niemagiczna” ma coraz mniej szans na istnienie, mimo tego, że któregoś dnia napisałam jej bardzo fajne zakończenie. Środek opowiadania jest bardzo pusty i jeśli nie powstanie z tego prolog do większej całości, to pomysł ma spore szanse umrzeć śmiercią naturalną, lub długo czekać na nową szansę.

„Dzieci Cienie” stoją w miejscu, ale za to są najmniej chaotycznym tekstem tego NaNo. Moja podświadomość pisarza nie pozwala mi się za niego dalej zabierać, żeby nic nie popsuć. Z czego w jakiś pokrętny sposób się cieszę.

Za to „Śmierć Alfonsa” to tekst, który podczas NaNo zmienił kierunek przynajmniej dwa razy, a wczoraj uznałam, że za bardzo odbiegłam od pierwowzoru. Pierwsza wersja ma masę dobrych akapitów, i super pomysł, który jakimś cudem zaginął mi w szale twórczego przerabiania na smutną historię detektywa. Opowiadanie czeka spory lifting, cięcia i klejenia. Jest jeszcze nadzieja.

Zostało mi 10 dni do końca i 38 tys. 595 słów do napisania, bo według NaNo strony musiałabym wystrzelać z siebie prawie 4k słów dziennie. Rzecz raczej niewykonalna. Nadal celuje w moje skromne 25k.

Tagi:

0 myśli na “NaNoWriMo i 2/3”

  1. NaNo trwa tylko miesiąc, a pisać można cały rok ;). Mam nadzieję, że teksty zaczęte i rozgrzebane w listopadzie (bo jak tak bardzo do tyłu jestem z blogami T.T) doczekają się szczęśliwego zakończenia. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *