NaNoWriMo 2021, tydzień #1

Pierwszy tydzień NaNoWriMo już za mną i to było trudne. Bo moje pierwsze siedem dni pisania minęły mi nie najlepiej.

Zaczęłam tradycyjnie z wielkim przytupem — odliczając z Polakami do północy. Ale nie, nie zaczęłam pisać z wybiciem tej magicznej godziny, ponieważ w UK była jedynie 23:00, i mimo wszystko nie chciałam żeby to był falstart. Grzecznie poszłam spać i zaczęłam tworzyć rano dnia pierwszego.

1 listopada była pisarska sztafeta, która pomogła mi zacząć. Bo Wielką Sztachetą jarają się wszyscy — jarają się jak kultowy już Wielki Sept Baelora, bo to bardzo dobra zabawa. To też taka rywalizacja między sobą, kto obstawi więcej godzin, kto więcej napisze itd. Zeszłoroczne sztafety wspominam bardzo dobrze i ta też sprawiła, że byłam pozytywnie nastawiona do całego pisania.

Załamanie przyszło dnia trzeciego. Ale może ja to zobrazuje:

Wyraźnie widać, że 3 dnia spadłam pod kreskę, bo nie byłam w stanie wykrzesać z siebie normy 1667 słów.

Uznaję, że jest to klątwa pomysłu bez serca stworzonego na szybko, w ostatniej chwili. Bo uznałam, że piszę romans paranormalny, po angielsku. Mój problem polega jednak na tym, że wybrałam sobie ciekawych bohaterów, ale niekoniecznie takich, którzy powinni być razem jako para. Ciągle ucieka mi gdzieś ta cienka nić fabuły, która próbowałam ich związać… Efektem moich zmagań są góry i doliny:

Więcej dolin. Próbowałam coś zadziałać w sobotę korzystając ze sprintów pisarskich, ale to było tworzenie na siłę.

Mogłabym się tłumaczyć, że w tym roku mam jakieś obowiązki, bo zdecydowałam się zostać jednym z ML na Polskę. Ale to byłoby nadużycie, bo jak się pomysł nie klei, to się nie klei i już. A jeśli chcę skończyć powieść na czas, napisać te 50K słów, to teraz mnie czeka pisanie po minimum 2K dziennie. Tylko jak?

W sobotę przyszło olśnienie — po prostu musze zmienić projekt. I tutaj wkracza kilka postaci i scen z mojej głowy, romans paranormalny przekształca się bardziej w romans fantasy (ewentualnie fantastykę erotyczną, o ile udźwignę aż tak). I szczerze mówiąc, nie wiem jak mi pójdzie z tym pomysłem, bo ja niczego nie jestem pewna w 2021.

Plan na tydzień numer 2 to: dogonić kreskę, ogarnąć bohaterów i plan akcji, odszukać miłość do pisania. W tym tygodniu zaplanowana jest też Wielka Sztafeta na bardzo dużo godzin, więc nie boję się aż tak o liczbę słów, ale o ich sens już tak. Ale o tym jak mi to poszło opowiem za tydzień.

Koniec końców najważniejsze jest to, że piszę. A co potem się stanie z tym tekstem, to już zupełnie inna para kaloszy.


Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *