„Światło jest lewą ręką ciemności, a ciemność jest prawą ręką światła.”

wyzwanie czytelnicze 2020 Hain 4 Lewa ręka ciemności

Ponieważ Ursuli K. Le Guin nie było na blogu od kwietnia, postanowiłam zrobić małe przypomnienie, o co właściwie tutaj chodzi. W 2020 roku, troszkę nieświadomie, postanowiłam zrobić sobie wielkie wyzwanie czytelnicze i przeczytać całą kolekcję dzieł Le Guin, którą wydał Prószyński. Wszystkie tomy stoją sobie u mnie na kominkowym gzymsie, żeby ładnie się prezentować, ale po części zasłania je telewizor.

Wracając do myśli. Rok 2020 jest rokiem Le Guin w moim skromnym życiu. To kolejny tekst z cyklu wielu wpisów, a zarazem kolejna powieści, którą przeczytałam. Jeśli chcę zdążyć w tym roku, to powinnam być już zdecydowanie dalej z tymi tomami, ale jest jak jest i staram się bardzo.

Teksty, które publikuję nie są recenzjami — bałabym się brać na siebie taka odpowiedzialność. To bardziej moje przemyślenia, czasami omówienia, czy wnioski, i nie należny doszukiwać się w nich prawd objawionych.

W dzisiejszym odcinku czwarta powieść z tomu Sześć światów Hain, czyli Lewa ręka ciemności. Zainteresowanych poprzednimi odcinkami cyklu zapraszam na koniec wpisu.

Lewa ręka ciemności, tłum. Lech Jęczmyk, pierwodruk 1969

To była ta powieść Le Guin, na którą czekałam najbardziej. Chciałam ją przeczytać od bardzo dawna, bo tytuł mnie zwyczajnie intrygował, a i wszyscy powtarzali, że jest tak bardzo dobra. Nie jestem pewna, czy spełniła to oczekiwanie, bo chyba nie jest moją ulubioną z całego tomu. Ale o tym nieco niżej.

Akcja dzieje się na planecie zwanej Zimą (oficjalna nazwa to Gethen), której mieszkańcy nie maja przypisanej płci. Z opisu odniosłam wrażenie, że bardziej przypominają mężczyzn z wyglądu, ale widać też w nich pewną kobiecość, u niektórych przedstawicieli rasy bardziej niż u innych. Rozmnażają się podczas pewnego rodzaju okresu godowego, w którym wzrasta ich popęd seksualny i w zależności od partnera czy sytuacji przyjmują role męską lub żeńską (w tym również “pojawiają się” odpowiednie narządy płciowe) by odbyć stosunek i zajść w ciąże. Jest to koncept bardzo ciekawy i wyszedł Le Guin perfekcyjnie. Ale to chyba jej zdolność do rzeczowych i sensownych opisów wszystkiego, nawet najbardziej absurdalnego konceptu. Jej światy są tak bardzo naturalne.

Zima, jak sama nazwa wskazuje, jest planetą zimną, gdzie śnieg pada przez większą część roku. Nasz bohater — Genly Ai, który (co wydaje mi się warte podkreślenia, bo Le Guin bardzo często odchodzi od stereotypu człowiek=biały mężczyzna) jest afro-azjatą — to wysłannik, taki trochę misjonarz, Ekumeny zwanej Ligą światów. Jego zadaniem jest przekonanie krajów Zimy do dołączenia do wspólnoty.

Kraje i ludność Zimy, działają w rożnych systemach politycznych i rządzą w zadziwiający sposób. Do tego dochodzą też systemy religijne, przez co zadanie Genlego nie jest takie proste, bo wkrada się pewne niezrozumienie przyjętych norm i zasad panujących w społeczeństwach getheńskich. Oczywiście pokazuje to, że bez tolerancji i zrozumienia drugiej osoby, postawienia się w ich sytuacji, nie może być mowy o porozumieniu. Oczywiście tyczy się to zarówno tubylców jak i przybyszów. Jednocześnie Le Guin, przez stworzenie skomplikowanego shifgrethoru, pokazuje, że zrozumienie drugiej osoby wcale nie jest proste. I w zasadzie może być nawet niemożliwe.

Mam też wrażenie, że powieść bardziej od innych dotyka problemu polityki, pokazując wady sytemu opartego na monarchii, której rodzajem jest królestwo Karhidu, jak i systemu bardziej komunistycznego, bo z tym kojarzy mi się rząd Orgoreynu. Nie wiem, czy Le Guin próbowała odnieść się do istniejących sytuacji w świecie, wydaje mi się, że jej powieści skupiają się bardziej na człowieku i badaniu człowieczeństwa.

Le Guin próbuje udowodnić, że pleć nie ma znaczenia. Chociaż dziecko dziedziczy nazwisko po człowieku, z którego zostało urodzone, to jednak nie przypisuje tej roli konkretnej płci. Nie ma tu kobiet, których nadrzędnym obowiązkiem egzystencji jest rodzenie dzieci — a takie przekonanie nadal funkcjonuje w XXI wieku i spotykam się z nim niezwykle często. Na Gethen nie ma rozróżniania płci, wszyscy są tacy sami, wszyscy są równi, każdy może zostać “matka”.

Kiedy czytałam Lewą rękę ciemności nie czułam, że jest to tak bardzo wyjątkowa powieść, nie czułam się nią porwana. Z perspektywy czasu, kiedy sobie pewne rzeczy poukładałam i skonfrontowałam z moimi własnymi poglądami, rozumiem jej wyjątkowość.

Proza Le Guin wydaje mi się trudna. Nie językowo, bo to teksty niezwykle przystępne i logiczne. Ale ponieważ są w pewien sposób oszczędne w słowach, to każde zdanie ma znaczenie. I ja zawsze mam wrażenie, że muszę sobie to wszystko przetrwać, przemyśleć, poukładać odpowiednio, przyznać się do moich braków w wiedzy o człowieku i świecie, a dopiero potem powiedzieć, jakie to było dobre i wspaniałe.

Jednocześnie czytanie powieści Le Guin jest niezwykle mozolne. Nie wiem, czy to kwesta wielkiego tomu z gęsto zapełnionymi stronami, czy mojej ułomności, ale bywało, że 20 stron to aż za dużo na raz.


Pozostałe teksty w wyzwaniu, które pojawiły się już na blogu:

4 myśli na “„Światło jest lewą ręką ciemności, a ciemność jest prawą ręką światła.””

    1. Ja w ogóle uważam, że Le Guin pisała o różnych rzeczach zanim to było modne. Kolor skóry, równouprawnienie itd. Aż dziw bierze, że ona nie jest aż tak popularna jak ja myślałam.

  1. Czytałam dwa razy, za każdym razem odkrywając coś nowego. Teraz czeka na półce właśnie w tym zbiorczym wydaniu i na pewno podejdę trzeci raz i znowu zobaczę coś nowego. Prześwietna powieść.

    1. Miałam to samo z „Ziemiomorzem”, które czytałam 2 razy. Pewnie kiedyś jeszcze wrócę do Hain i odkryję nowe rzeczy.
      Zapraszam do powrotu, bo za jakiś czas kolejne powieści Le Guin 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *