Le Guin: „Ziemiomorze” #1

wyzwanie czytelnicze 2020 Ziemiomorze part 1

To jest ten wpis, który składa się z przydługiego wstępu i treści. Postaram się jednak nie lać wody, a w kilku słowach wyjaśnić co to takiego, i dlaczego tu jest.

Kiedy tworzyłam moje plany czytelnicze na rok 2020, zupełnie przypadkiem stworzyłam sobie takie małe wyzwanie. Taki mój mały prywatny challenge, który wcale nie idzie tak gładko jak zakładałam. Bo jak tworzysz sobie coś, co szumnie można nazwać Pół roku z Le Guin, a mniej szumnie Wyzwanie Le Guin, to musisz być odrobinę szaloną Iwoną.

Jak to się stało? Uzbierałam już całą kolekcję wydań Usruli K. Le Guin od Prószyńskiego, i nikogo nie oszukując muszę przyznać, że stała na kominkowym gzymsie i się kurzyła. Mąż też mi to zarzucił kiedy zabierałam się za dokupienie ostatnich dwóch tomów z siedmiu. Więc logiczne dla mnie się stało, że rok 2020 będzie tym, w którym przeczytam to wszystko. I zrobię to do końca czerwca.

Zaczęłam oczywiście od Ziemiomorza, i powinnam mieć już skończoną 4 powieść Tehanu nie mam. Dopiero czytam Najdalszy Brzeg i może okazać się, że nie skończę całego cyklu w styczniu (tak jak zakładałam), ale to tylko wina mojego późnego startu.

Jednocześnie nie chciałam zostawiać omówienia wszystkich 6 części na koniec miesiąca, albo i połowę lutego, więc uznałam, że będę pisała moje wrażenia po każdych dwóch powieściach — i będzie to raczej zlepek przemyśleń i wniosków, i zachwytów. Dodam, że czytam Ziemiomorze drugi raz w moim życiu i odkrywam pewne elementy, o których nie miałam pojęcia. I chcę się tym podzielić ze światem.


Czarnoksiężnik z Archipelagu

Wydawało mi się, że znam już historię Geda / Krogulca, że to drugie czytanie będzie lekką i przyjemną powtórką z rozrywki. Jak bardzo się myliłam.

Dość szybko okazało się, że pamiętam jedynie dość pobieżny zarys historii opowiedzianej w Czarnoksiężniku z Archipelagu i odkryłam ją zupełnie na nowo. Począwszy od charakteru Geda, który w jakiś dziwny sposób przypominał mi mnie samą, a skończywszy na kolorze jego skóry. I odkryłam jak bardzo obie adaptacje filmowe Ziemiomorza były złe.

Tak dla jasności, skóra Geda ma czerwony, czy też ciemnoczerwony odcień, jak wszyscy na wyspie Gont, łącznie z jego pierwszym mistrzem Ogionem. A większość mieszkańców środkowej części Archipelagu ma ciemny kolor skóry. Biali są ludzie z północy, którzy są mniejszością w powieści. Tak, Le Guin dała nam nie-białego protagonistę już pod koniec lat sześćdziesiątych i chyba nikt tego nie zauważył. Ja zresztą też nie.

Ktoś mnie zapytał, czy Ziemiomorze nie jest tą ciężką fantastyką, i ja bez wahania powiedziałam, że nie. A jednak, mimo że powieść ma jedynie 150 stron, to czytałam ją bardzo długo i z pewnym mozołem. Czułam też, że jeśli mi ktoś przerwie, to jestem dziwnie zagubiona pośród słów i akapitów, i ogólnie czytałam znacznie wolniej niż bym chciała. Długo trawiąc słowa, jakby szukając ich znaczenia. Nie wiem czy wpływ miała na to zmiana języka czytania, bo ostatnio głównie czytałam po angielsku. W pracy też posługuję się tylko angielskim i mój polski nagle staje się tym drugim językiem.

Znalazłam w Czarnoksiężniku z Archipelagu opis wewnętrznego konfliktu. Le Guin w bardzo niewielu słowach pokazuje związek między tym czego chcę JA, a tym co powinienem, tym czego JA oczekuje, a tym czego oczekuje społeczeństwo. Mam wrażenie, że Cień Geda jest jedną wielką metaforą sprzeczności wewnętrznych, a jednocześnie samoakceptacji, która jest dziś bardzo aktualnym problemem.


Grobowce Atuanu

Zapomniałam już, jak bardzo ta powieść jest historią Arhy / Tenar, a nie Geda. I chyba dobrze, że zapomniałam, bo mogłam ją czytać na nowo.

W mojej głowie tkwiło to wyobrażenie, że w zasadzie jest to powieść o ratowaniu niewiasty w opałach. I tak, w jakiś sposób jest, ale oprócz tej przyziemnej warstwy w Grobowsach Atuanu jest o wiele więcej znaczeń. Le Guin mówi o różnicach kulturowych, o szukaniu samego siebie i poznawaniu samego siebie, o odkrywaniu drugiego człowieka. Jest równość, reprezentacja, zrozumienie — bardzo aktualne dla nas tematy, a poruszane już na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (zanim to było modne).

Zresztą sama Tenar okazuje się postacią złożoną, bo pokazaną przez sposób w jaki została wychowana, przez pryzmat społeczności w jakiej dorastała. I to ja naznaczyło. Wpajane doktryny tworzą wokół Tenar mur, który zostaje rozbity przypadkowo przez spotkanie z mężczyzną tak bardzo innym od znanych jej ludzi.

Już po dwóch tomach wiem, że w prozie Le Guin nie ma zbędnych słów, i w krótkiej powieści takiej jak Grobowce Atuanu (która sobie liczy w tym wydaniu około 100 stron) wszystko jest ważne. Każdy element o czymś mówi. Co sprawia, że chcę kolejne tomy czytać jeszcze uważniej, żeby nie utracić nawet najmniejszego przekazu i znaczenia.


I myślę, że akurat przy prozie Le Guin to ważne, za tłumaczenia odpowiadają:

  • Czarnoksiężnik z Archipelagu — Stanisław Barańczak
  • Grobowce Atuanu — Piotr W. Cholewa

2 myśli na “Le Guin: „Ziemiomorze” #1”

  1. Nikt nie spodziewał się mnie pod notką ze stycznia!!
    O ile ją kiedykolwiek zobaczysz…
    Czytam ponownie Ziemiomorze i akurat jestem po pierwszych dwóch tomach.
    Pierwszy raz czytałam „Czarnoksiężnika…” w wieku jakiś 15 lat i pamiętam z tego głównie tyle, że to była wersja wydrukowana przez mojego tatę, który oszczędzał papier, więc nie było żadnej interlinii ani marginesów xd oraz że miałam focha, bo chciałam historię o wesołych przygodach, a nie jakieś tam egzystencjalne rozważania.
    Teraz oczywiście zupełnie inaczej odbierałam tę książkę i doceniam rozważania filozoficzne i podkreślenie odpowiedzialności magów, czego w większości powieści fantasy ciężko uświadczyć.
    Mimo to nadal bardziej odnajduję się w „Grobowcach Atuanu”. Niejednoznaczność głównej bohaterki i jej konflikt moralny oraz proces uświadamiania sobie, jak szkodliwe i błędne były nauki jakie wpajano jej w dzieciństwie bardzo mnie poruszyły za pierwszym razem i nadal są cholernie interesującym tematem.

    Bardziej niż kiedyś doceniam ekonomię językową Le Guin. Wcześniej ciężko było mi się wczuć w krótkie książki, ale coraz bardziej doprowadza mnie do szału trend, gdzie w sadze fantasy każda kolejna powieść musi być grubsza od poprzedniej nawet jeżeli treści jest tyle samo, albo co gorsza mniej.

    Co do adptacji filmowych pamiętam, że obydwie były krytykowane właśnie za white-washing i po fali krytyki jakie otrzymały nie wiem, czy mam ochotę je oglądać.

    1. Zobaczę, bo powiadomienia na maila 😉

      No ta ekonomia języka jest geniuszem jak dla mnie! Ale im bardziej odkrywam Le Guin, tym widzę, że jej twórczość zaczyna też puchnąć. Oczywiście nadal uważam, że nikt nie równa się z królowa fantastyki i Le Guin trzeba czytać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *