„Jak odróżnić fakt od legendy, prawdę od prawdy?”

yzwanie-2020-wszystkie-strony-swiata

Przyznaje się, czytanie kolekcji Ursuli K. Le Guin nie idzie mi tak szybko jakbym tego chciała. I momo to, nadal twierdze, że jestem w stanie skończyć. Oznacza to oczywiście mocny maraton twórczości autorki w ostatnich miesiącach roku. Nie jestem tylko pewna, czy moi czytelnicy są gotowi na tak duże stężenie Le Guin na blogu…

Rybak znad Morza Wewnętrznego to tom, który obejmuje głownie zbiory opowiadań, plus jedną powieść. Niby powinno mi to pomóc, bo Le Guin nie pisze długich tekstów. Ale z drugiej strony nie zawsze miałam ochotę na ambitną lekturę (nie oszukuje już, to jednak jest nieco poważniejsza literatura fantastyczna). Jak do tej pory udało mi się przeczytać tylko jeden zbiór opowiadań, ale wracam do niego ze zdwojoną siłą.

Wszystkie strony świata
tłum. Zofia Uhrynowska-Hanasz, Lech Jęczmyk

Tym razem trafił mi się tom, który zawiera aż cztery zbiory opowiadań i tylko jedną powieść. Niby powinno to pomóc, bo Le Guin nie pisze długich tekstów, a jednak nie mogłam się jakoś zebrać do czytania. Koniec końców udało mi się przeczytać jedynie pierwszy zbiór: Wszystkie strony świata.

Mam wrażenie, że łatwiejsza część wyzwania za mną i to omówienie nie będzie już takie łatwe i przyjemne. Opowiada w twórczości Le Guin to jednak zupełnie inna forma, zupełnie inne doznanie estetyczne, i sama nie wiem jak się za nie zabrać. Będzie inaczej niż w przypadku tych niesamowitych powieści.

Wszystkie strony świata otwierają Rybaka znad Morza Wewnętrznego. Zbiór składa się z siedemnastu opowiadań, które zmieściły się na około 250 stronach. Używając prostej matematyki, daje to mniej więcej po 15 stron na tekst. Co je łączy w całość? Tak jak tytuł sugeruje — wszystkie strony świata, a w zasadzie światów. Bo w zbiorze znajdują się zarówno teksty należące do cyklu Ekumeny czy Ziemiomorza, ale też zupełnie pojedyncze tematycznie opowiadania.

Zacznę od tego, co mi się nie podobało. Zbiór otwiera opowiadanie Naszyjnik Semley, który mogłam już czytać jako prolog do Świata Rocannona. I to trochę tak, jakby poczuć się oszukanym przez wydawcę. Ale Wszystkie strony świata to całość, w której każde opowiadanie ma swoje znaczenie i pokazuje 9 lat twórczości Le Guin (o czym sama wspomina). Został on wydany w 1975 roku i w takiej samej formie pojawił się na polskim rynku.

W takim razie co mi się podobało? Każde opowiadanie zostało opatrzone wstępem autorki, w którym nie koniecznie wyjaśnia tekst, ale stara się nakierować czytelnika na to, jakie znaczenie miało dla niej, w jej twórczości. Co bardzo ładnie dopełnia tom. Chociażby wstęp do opowiadania Królowa Zimy, w którym Le Guin wyjaśnia zaimki osobowe w Lewej ręce ciemności. Bo nagle już nie ma króla w Karhidzie, w opowiadaniu jest królowa. Jest to też jedno z moich ulubionych opowiadań, które ciekawie poszerza mitologię innego świata znanego już z powieści.

Zostając w światach Hainu, Wszystkie strony świata zamyka opowiadanie Dzień przed rewolucją, które opowiada o Odo, założycielce anarchistycznego społeczeństwa w Wydziedziczonych. To też pewna klamra, bo przecież pierwszy tekst łączy się z pierwsza powieścią cyklu Ekumeny, ostatni — z ostatnią.

Opowiadania, które łączą się z Ziemiomorzem nie zapadły mi aż tak bardzo w pamięć. Za to kilka opowiadań, tych samoistnych, przypadło mi do gustu w jakiś dziwny sposób.

Kwiecień w Paryżu to tekst mieszający elementy wszystkich podgatunków fantastycznych i czyta się go z pewnym powiewem świeżości. Opowiadanie, które dzieje się w Paryżu, jest chyba jedynym, który twardo trzyma się Ziemi i nie ucieka ani w gwiazdy, ani w inne światy. Chociaż jest też we Wszystkich stronach świata tekst o jakże ciekawym tytule Ci, którzy odchodzą z Omelas, który ma też więcej wspólnego z nasza planetą niż tylko nazwa miasta. Le Guin bardzo bawi się nazwami, czy też strukturami, i dostarcza czytelnikowi coś niesamowitego. Każde opowiadanie to jak mała niespodzianka.

Na wspomnienie zasłużyła też Skrzynka ciemności, która wydała mi się jedną wielką metaforą na obudzenie tej złej strony człowieka, wszczepienie mu pewnej ciemności, której nigdy nie miało tam być. A może właśnie miało?

Chociaż w wielu przypadkach miałam wrażenie, że historie napisane przez autorkę, to tylko niewinne opowiastki, to mam też świadomość, że tak nie jest. Przypuszczam, że kiedy po latach wrócę do tych opowiadań — a mam taką cicha nadzieję! — to odnajdę w nich więcej treści niż teraz. Ursula K. Le Guin udowadnia, że jest mistrzynią niewielu słów. Za to jest, a właściwie była, świetną obserwatorką rodzaju ludzkiego i potrafi przekuć jego siłę i słabości na uniwersalny język literatury. Coraz bardziej przekonuję się też, że to fantastyka trudna, którą powinnam smakować po woli, a nie ścigać się sama ze sobą w wyzwaniu. Ale kto mi zabroni?


2 myśli na “„Jak odróżnić fakt od legendy, prawdę od prawdy?””

    1. Bo to chyba nie jest taki zbiór do zapamiętania. Ja już sporo nie pamiętam, a te kilka opowiadań to właśnie nieliczne, co się jakoś zapisały w mojej pamięci. Mam nadzieję w tym tygodniu iść dalej z Le Guin, więc sobie też porównam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *