Kwartalnik letni ’17 – popkultura

Przyszła kolej na moje popkulturowe podsumowanie kwartału. Strasznie źle mi się je pisało, bo chciałam zrobić to skrótowo i jednocześnie niczego nie pominąć. Kawa nie pomagała, pogoda za oknem tym bardziej. Ale oto jest, moje letnie podsumowanie pożeranej popkultury.

Tym razem bez niepotrzebnego wstępu i zacznę serialami. I nie będzie to nowością, jak powiem, że królował głownie Netflix. I jak zwykle są to seriale, które oglądam z Mężem (który nadal jest moim Połówkiem). Skończyliśmy 2 sezon Fargo i od razu wskoczyliśmy w 3. I zdecydowanie ten sezon 3 mnie zachwycił bardziej niż 2, a Ewan McGregor w swojej podwójnej roli boski! Mamy słabość do antologii serialowych, o czym świadczy fakt, że własnie pochłaniamy nowy sezon American Horror Story.

Obejrzeliśmy 3 sezon Narcos, ach te wojny narkotykowe i agent Peña. Mam nadzieję, że nasz bohater jednak da się namówić na wypad do Meksyku i powstanie sezon 4. Nie chciałbym, żeby ten tytuł poszedł w ślady Marco Polo, który został niestety skasowany.

Odkryliśmy animację Rick and Morty, która jest po prostu niesamowita i od razu złapałam to nawiązanie Doca i Marty’ego. Własnie emitowany jest 3 sezon kreskówki, więc każde sobotnie śniadanie spędzamy w nietuzinkowym towarzystwie naszych bohaterów i przemierzamy z nimi nieskończony wszechświat.

I tak, obejrzeliśmy American Gods i zdecydowanie muszę to teraz przeczytać. Moje pierwsze podejście było nieudane, ale chciałabym tak bardzo, żeby sezon miał więcej odcinków. Finał serialu był niesamowity – Pani Wiosna, tłum Jezusów i jeden wielki reveal Odyna! I Crispin Glower w roli tego złego – ach, ta mimika, ten uśmiech.

Skusiliśmy się też na The Defenders, które było hmm… i dobre i złe. Łapaliśmy jakieś dziwne nieścisłości w serialu, i zostawiło to nam takie mieszane uczucia i nieco śmiechu po finale. Czułam nieco braków u siebie, bo nie widziałam 2 sezonu Daredevila (nadal planuję obejrzeć kiedyś tam), i jakoś nie mogłam przetrawić Elektry bez tej historii. No brakowało mi wiedzy o wszechświecie. No ale to taki serial z cyklu obejrzeć i zapomnieć.

No i oczywiście 7 sezon Game of Thrones. Bez powieściowego materiału Martina te sezony wyglądają inaczej. Cieszyłam się z tej złej Aryi, która w końcu wróciła do domu. Skandowałam gdy zginął Littlefinger. Lodowy smok – wisienka na torcie, ale ten przewidywalny romans Jona i Dany…  Oczywiście wiemy, że Jon woli rude – in real life wybrał Ygritte.

Ja sama próbowałam obejrzeć sobie Girlboss, ale odpadłam po 2 odcinkach. Za to na urlopie zaczęłam nadrabiać Strager Things – tak wiem, obijam się, bo obejrzałam tylko 2 odcinki, ale liczę, że przed premierą 2 sezonu nadrobię.

Co do filmów – małe wyznanie. Z początkiem lipca obiecałam sobie zapisywać w Bullet Journal podsumowania tego, co obejrzałam. Zrobiłam to tylko z Loganem. Gwiazdą tego filmu był Patrick Stewart, który pokazał niezwykle zabawną wersję zniedołężniałego Profesora Xaviera. Film był nieco inny, bardziej dramatyczny, z tym niezwykle smutnym zakończeniem. Ale przede wszystkim nie dłużył się i oglądało się go niezwykle dobrze (ale po 3 miesiącach już niewiele pamiętam, dlatego miałam to zapisywać).

Na urlopie zaliczyłam trzy powtórki filmów zabawnych, nie koniecznie dobrych i takich odmóżdżających dla relaksu: Once for the Money, czyli przygody Stefci Plum na dużym ekranie (zachwycałam się książkami przez kilka tomów, powinnam sobie to powtórzyć!); Pitch Perfect 2, bo chciało mi się czegoś z piosenkami, ale mogłam wybrać jedynkę; Vampire Academy, którego książką była lepsza, ale organizm domagał się nieskomplikowanego supernatural YA.

I jeszcze, dzięki względnie długim podróżom pociągami i samolotami, obejrzeliśmy z Mężem kilka lepszych filmów. Bardzo rozrywkowy Jurassic World, który chyba miał pokazać głownie jakim ciachem jest teraz Chris Pratt, który po świetnej roli w Guardians of Galaxy potrafi sprzedać wszystko. Przy okazji GotG vol.2 też obejrzeliśmy, ale już po powrocie z  naszego ślubnego urlopu, i jak dla mnie ten film trzyma ten sam świetny poziom co jedynka. Groot wymiata, a jego nastoletnia wersja w filmiku po napisach rozkłada na łopatki!

Obejrzeliśmy Okję, o której wspomniałam w dramowym kwartalniku. Tak bardzo dobry film, niesamowity i niezwykle wzruszający. Wszystko było idealnie na swoim miejscu, rozpoznałam jednego aktora w prost z dram, którego lubię za ciekawe kreacje, i nie zużyłam tony chusteczek jak podpowiadały internety. Wzruszyłam się, moje oczy wypełniły się łzami, ale powstrzymałam je dzielnie przed ucieczką, bo w pociągu nie wypada. Zdecydowanie ten tytuł zasługuje na wszystkie pochwały, które już zdążył zebrać – bo to ja ta spóźnialska co ogląda rzeczy, jak już nikt o nich nie mówi. Bong Joon Ho jest reżyserem/scenarzystą, na którego muszę teraz zwrócić uwagę.

Na koniec jeszcze Deepwater Horizon, bo lubimy z Mężem filmy dramatyczne i katastroficzne, a te pisane przez życie zawsze robię większe wrażenie.

Tradycyjnie już nic nie przeczytałam, bo teraz z kolei gram w Guild Wars 2: Path of Fire. Ale skoro już o książkach, to gdzieś tutaj jest moja lista ślubnych zdobyczy książkowych, z których jestem bardzo dumna. I jeszcze w lipcu pojawiła się nie-recenzja Demonic Triangle, której nigdy nie skończyłam czytać. Za to cały czas dzielnie sobie powtarzam, że skończę Winter i Niezatapialną – to może w tym miesiącu?

A co na blogu? Od ostatniego podsumowania, i urodzin bloga tak przy okazji, udało mi się opublikować 5 różnorodnych tekstów. I jak na czas 3 miesięcy, to nie jest to wynik zachwycający, ale biorąc pod uwagę mój czas spędzony w Polsce i na planowaniu wesela, to jestem z siebie jakoś tak dumna, że nie był to czas martwy zupełnie.

Odkryłam też, że podsumowanie pop w tej formie jest dla mnie niezwykle trudne do ogarnięcia. Zastanawiam się nad innymi formami, np. nad listą rzeczy, które widziałam bez zbędnego komentarza (no chyba, że coś będzie go wymagało). Jest też przede mną NaNoWriMo, i mam dylemat w tym roku – zupełnie nie wiem, czy powinnam próbować kolejny raz, bez planu i bez pomysłu. Październik zapowiada mi się jakoś tak pracowicie i twórczo i obiecująco, więc czas pokaże, co zrobię ze sobą kolejnych miesiącach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *