Kwartalnik letni ’17 – Dramaland

Dziwnie mi nazywać to podsumowanie letnim, skoro za oknami hula wiatr, jest zimni i deszczowo. Ale skoro już tak zaczęłam, to nie będę wymyślała nowych nazw dla kwartalnika. 

Ostatnie 3 miesiące obfitowały w wiele wrażeń, i nie były to wrażenia dramowe. Obejrzałam niewiele, bo weselne przygotowania nie sprzyjały oglądaniu. Narobiłam sobie zaległości, przez co moja lista to watch na MDL rozrasta się niemożliwie i nawet Drama Jar nie pomaga.

Statystycznie: skończyłam 2 rozgrzebane dramy (Age of Youth oraz Man to Man), obejrzałam 2 w całości (Fight My Way oraz Bride of the Water God) i na deser zafundowałam sobie 1 web-dramę (The Miracle od viki orginals). Zaczęłam też koreańskie Criminal Minds.

W czasie urlopu, razem z Mężem obejrzeliśmy netflixową Okję, ale ta pojawi się w części pop kwartalnika, bo to nie do końca koreański film.

Mój Drama Jar miał przejść małą reformę – przygotowałam nowe losy, bo i tytułów mi ciągle dochodzi, ale w tym czasie dołożyłam kolejne do listy i chyba zacznę robić jakieś wirtualne losowanie numerkami, bo mój system przestał się sprawdzać. Przy okazji, mój „słoiczek” spotkał Męża i stał się znów zwykłym świecznikiem…

Nie przedłużając już wstępu, dramy lata:

Age of Youth

Ja doskonale pamiętam, kiedy ta drama była emitowana i obeszłam ją szerokim łukiem. Teraz żałuję. Wydaje mi się, że nie ma aż tylu dram po prostu o życiu grupy ludzi, bo zawsze musi być jakiś romans przysłaniający wszystko. Tutaj mogłam sobie obserwować zmagania z życiem pięciu uroczych dziewczyn. JTBC mnie zaskakuje swoimi produkcjami, a ja się raczej utożsamiałam z tvN’em. Age of Youth było tak dobre, że właśnie emitowany jest 2 sezon dramy (a jak wiemy to jest rzadkość).
Każda z dziewczyn była na swój sposób urocza, i każdą polubiłam. Nie spodziewałam się, że taki slice of life będzie tak świetnie napisany i zagrany. No bo co może być ciekawego w codziennym życiu? Cóż, dziewczyny się zmagają ze swoimi demonami – każda jakiegoś ma – i ogólnie dorosłym życiem. Bo jak to ktoś gdzieś powiedział: dorosłość miała być takim abstrakcyjnym pojęciem, a potem przyszła i walnęła nas w twarz. Polecam, mimo kilku przerysowanych momentów, ale to przecież k-drama!

Fight My Way

Pewnie gdybym nie tłumaczyła tej dramy, to bym się na nią nie porwała. Pierwsze odcinki zrobiły na mnie dobre wrażenie i nawet myślałam, że to będzie dobrze spędzony czas. Im dalej w las tym mniej ciekawie. Może przeszkadzał mi fakt, że oglądałam głównie po to, by tłumaczyć, i trochę szukałam dziur w czasie, żeby to zrobić. Fabuła się rozmyła. Naiwny romans był taki sobie. Rywalizacja zawodników MMA też taka nijaka. Zakończenie to w ogóle takie rozmyte, żeby było, bez polotu… Za plus uznam, że Park Seo Joon nie grał jak kawałek drewna taki zupełny i miał więcej emocji na twarzy niż dwie. A najlepsza w tym wszystkim i tak była Song Ha Yoon w roli spokojnej Baek Seol Hee – taka niepozorna aktorka, a grała najlepiej z całej czwórki.
To było takie nijakie, że nie umiem nawet napisać jadowitego komentarza.

Man to Man

Udało mi się skończyć, chociaż pogubiłam się nieco w wydarzeniach przez długą przerwę. Mam słabość do polityczno-szpiegowskich dram, a ta miała ciekawy format. Sam fakt, że mogłam to oglądać chwilę po Koreańczykach na Netflixie robił niezły hype. Taśmy grozy o łapówkach na wysokich stołkach państwowych, tajni agencji bijący się o drewniane figurki, pościgi, nielegalne aukcje, gadżety niczym u Bonda. Tylko nie rozumiem, czemu dorosła kobieta, zachowuje się momentami jak nastolatka? Cha Do Ha była postacią z lekka irytująca w sytuacjach romantycznych. I nie było tam żądnej chemii, więcej uczucia znalazłam między Yeo Woon Gwangiem a drewnianymi figurkami albo kawą z ulubionej kawiarni.
Park Hae Jin zaczyna się brzydko starzeć, bolało mnie patrzenie na jego twarz bez wyrazu, z której przebijały zmarszczki pomieszane z jakimś liftingiem… Jak dla mnie, to gwiazdą dramy był Park Sung Woong i gdyby nie on, to nie wiem czy przetrwałabym te 16 odcinków. A romans to bym całkiem wycięła – zaczynam dostrzegać skrepowanie aktorów, którzy muszą grać pocałunki i potem to wychodzi takie nienaturalne wszystko. Poza tym, czy scenarzyści się w końcu nauczą pisać prawdziwe kobiety?

Dodatkowo pierwsze wrażenia o dramie opisywałam na testowej fejsbukowej notce.

The Miracle

Web-drama, jedna z produkcji viki.com, którą obejrzałam przed długim urlopem miedzy pakowaniem. Dwanaście krótkich odcinków, z prostym nadnaturalnym motywem. Dwujajowe bliźniaczki, za sprawą magicznego naszyjnika, zamieniają się ciałami. Fabuła prosta jak budowa cepa, taka produkcja do prasowania, bo wszystkiego się można spodziewać. Dziewczyny uczą się patrzeć na życie z innej perspektywy i pomagają sobie nawzajem nawet o tym nie wiedząc. O dziwo całkiem niezłe aktorstwo, szczególnie spodobała mi się Hong Yoon Hwa w roli puszystej nastolatki. Czasami warto taką niepozorną dramę wrzucić jako przerywnik do dłużących się romansów z bogami…

Bride of the Water God

To była z mojej strony pomyłka – co mnie podkusiło, żeby oglądać? Drama miała nawet dobry start, ale szybko zaczęła padać na łeb na szyję. A po dwóch finałowych odcinkach zostałam z takim niesmacznym WTF. Nie wiem, kto pisał ten scenariusz, ale myślę, że już więcej nie powinien się tym zajmować. Tyle dziur to ja nawet w serze nie widziałam już dawno. A jak już już myślałam, że wyskoczy jakiś fajny watek poboczny, to był on zarysowany ledwie co i do połowy – niechlujnie i bez sensu wpychany w otoczenie. Nie dość, że główne postacie napisane fatalnie, to aktorzy drewno. Nawet taki Gong Myung (który był cudownie słodki w Drinking solo) nie miał czym zagrać – bo ta postać taka bez sensownej motywacji, a jak jakaś była, to chlapnięta na ekran…
Tak bardzo brak mi słów, bo w zasadzie 2 razy zasnęłam podczas oglądania drugiej połowy dramy i nawet się jakoś tym nie przejęłam. I nie wiem, czy twórcy się aż tak bali, że to wyjdzie drugi Goblin, że cieli co się dało, czy to było tak złe od początku? Romans tak totalnie bez podstaw, relacje bogów nie istnieją, w zasadzie relacje między ludźmi też, masa bezsensownego product placement, przez co masa bezsensownych scen, totalnie odrealnione wszystko. A wisienką na torcie bzdur jest zakończenie, które nie nadaje żądnego sensu niczemu co się w dramie działo przez cały czas. Why tvN, why? I pisałam o tym wszystkim TUTAJ.

Pytanie na podsumowanie: czy mi się coraz mniej dram podoba, czy to tylko przypadek?

7 myśli na “Kwartalnik letni ’17 – Dramaland”

  1. Mnie się akurat „Fight My Way” podobało, za to co do Habaeka, to się zgadzam. Skrzywdzili tym tworem chyba wszystkich, i widzów, i aktorów, i pewnie przede wszystkim wielbicieli oryginalnej manhwy. Z resztą tytułów nie miałam styczności.

    1. Zatem polecam Age of Youth 🙂 Powinnam już 2 sezon oglądać, ale trochę brakuje czasu.
      Co do Fight… no mi się taka Strong Woman Do Bong Soon też nie podobała, więc zdarza mi się nie zgadzać z opinią ogółu 😉

  2. Zazwyczaj tak jest, że im więcej oglądasz, tym bardziej wybredna się robisz. (No i zapas dobrych filmów/seriali się wyczerpuje.)
    A ja podczytuję stare posty i notuję sobie co bardziej interesujące dramy. 😉

    1. To dopisz sobie dwa tytuły, które skończyły się w listopadzie i grudniu, i są świetne: „Because this is my first life” oraz „Black” 🙂 Pojawią się w kolejnym kwartalniku 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *