Kwartalnik jesienny ’17 – Dramaland

Zbliża się koniec roku, więc czas na kolejne posumowanie dram. I mogę sobie pozwolić na chwalenie się jeszcze w 2017 roku, bo zwyczajnie wiem, że nic nowego już nie obejrzę. Moja jesień dramowa byłą głownie romantyczna, z kontraktowymi małżeństwami, niespełnionymi miłościami i na koniec z niesamowitym jedzeniem.

Na fb wspominałam, że mój system Drama Jar ma więcej dziur niż przydatności, dlatego zmieniłam go na wirtualne losowanie 5 tytułów na kwartał. Korzystając z aktualnej listy planned to watch na MDL i generatora liczb. W podsumowaniach będę je oznaczała #DramaJar. Jeśli czegoś nie obejrzę w ciągu 3 miesięcy, z automatu przerzucam tytuł na listę rezerwową następnego miesiąca.

W tym kwartale skończyłam oglądać 8 dram, porzuciłam 2 i obejrzałam 1 film. W dramowym słoiczku wylosowałam 4 dramy i 1 film (z czego obejrzałam film, 2 dramy, jedną porzuciłam, a jedna nie zmieścił się w planie). Zrobiłam też losowanie na kolejny kwartał: 1 c-drama, 1 k-drama telewizyjna, 2 web k-dramy, 1 film.

Full House

Stało się, dokopałam się do kolejnego klasyka i roku 2004 w Dramalandzie. To było guilty pleasure – bo dziwnie wciągnęło a nie powinno. Full House było niesamowicie statyczne – może 10 aktorów, 5 miejsc i monotematyczne dialogi. No bo ile można słuchać o sprzątaniu domu, i gotowaniu jedzenia? A wszystko to przeplatane smutnym patrzeniem w dal całego czworokąta miłosnego. Bardzo bardzo nierealistyczna drama, a stylista powinien się za to coś smażyć w piekle. Ubrania Raina zaskakujące, nie będę komentowała bardzo szerokich spodni, bo to był ten moment w modzie, ale sweterki odsłaniając połowę klaty były straszne. Song Hye Kyo wiecznie nosząca obcasy też jakaś nierealna… A na minute ciszy zasłużyło sobie pewne dziecko, które nie istnieje. Jedna z bohaterek przez całą dramę jest w ciąży, i wydaje mi się, że to nawet trwa więcej niż 9 miesięcy – problem polega na ty, że po niej tego nie widać, a ona twierdzi, że już zaraz rodzi. Ale co?! Jak?!

Kilka ostatnich odcinków wymęczyłam i raczej nie polecam nikomu. Chyba, że ma w sobie coś z masochisty. Drama się zestarzała brzydko.

[tytuł w ramach #DramaJar]

Temperature of Love

Podsunęli mi do tłumaczenia i powiedziałam TAK, i to był główny powód, dla którego oglądałam ten romans. Zaczęło się świetnie – nietuzinkowo, ciepło, uroczo. I mnie przesłodziło. Nie oszukujmy się, 20 odcinków (lub 40 półgodzinnych) to zdecydowanie za dużo na te historię, która od połowy strasznie się dłużyła. Odświeżający początek gdzieś zniknął, i ta temperatura zmalała. Bo to kolejna drama, gdzie bohaterowie do siebie wzdychaj, są dla siebie mili, a w tle nic się nie dzieje. I oni zdecydowanie mieli za dużo wolnego czasu, jak na scenarzystkę i szefa kuchni. A wszystkim się w końcu udawało w życiu. Kolejny dowód na to, że Koreańczycy psują nawet najlepsze pomysły w dramach, bo gdyby to tak uciąć do 16 odcinków, a nawet do 12, to mógłby być hit. Nawet nie chcę mi się o tym pisać, bo po prostu sodko i nijako.

The Sound of Your Heart

Lee Kwang Soo w kolejnej odsłonie głupkowatej postaci. I to się chyba u niego sprawdza, chociaż mam wrażenie, że stać go na więcej. Wystarczyło popatrzeć na obsadę (Lee Kwang Soo, Kim Byung Ok czy Kim Mi Kyung) i już wiedziałam, że to będzie bardzo zabawne. Nawet mój mąż odwracał głowę z uśmiechem, więc coś w tym musiało być. I te rysunki.

To był super super przerywnik, bo internetowe dramy ogląda się niezwykle szybko. Ta banalna komediowa fabuła w The Sound of Your Heart miała w sobie niezwykłą lekkość. Powstała na autobiograficznym webtoonie autorstwa Jo Suka, i nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś może mieć tak absurdalne życie.

Because this is My First Life

Nie będę kłamać, jak powiem, że to najlepsza drama kwartału. Romantyczna drama kwartału, a może nawet i roku. Wszystko tu jest świetne, od aktorów i kreacji bohaterów, poprzez fabułę, aż po niespodziewane zakończenie. Jak coś jest dobre, to ciężko pisać pochwały, bo tytuł sam się broni. Jung So Min polubiłam po D-Day i tylko potwierdza mój zachwyt; Kim Min Suk znów w świetnej roli drugoplanowej – dajcie mu jakiegoś nietuzinkowego leada; i Lee Som, czyli odkrycie najbardziej twardej bohaterki drugoplanowej. I oczywiście Kot.

Black

Wow! Ktoś tutaj potrafił w fabułę! Te zwroty akcji, te zagadki! Dawno już nie widziałam tak dobrej dramy kryminalno-fantastycznej. Nawet mi Go Ara nie przeszkadzała, a nawet jej drewniane granie mopsa pasowało do bohaterki. A już myślałam, że drama o Kostuchu nie może mnie zaskoczyć, że będzie nudno i przewidywalnie. Jak to dobrze, że dałam się namówić.

Największą frajda podczas oglądania było snucie teorii spiskowych i odgadywanie gdzie tez zaprowadzi mnie fabuła pełna niespodzianek. Część udało mi się poskładać w całość, inne były bliskie moim przypuszczeniom. Wątek romantyczny był sobie gdzieś w tle, i to mi się bardzo podobało, bo niecodzienny duet głównych bohaterów nie zaśmiecał fabuły wzdychaniami i gapieniem się w dal. Więcej takich proszę.

Strongest Deliveryman

To była jedna z tych przyjemnych, niezobowiązujących dram. Aktorstwo było dobre, fabuła nie taka przewidywalna i wcale nie nudna, a bohaterowie nad wyraz sympatyczni. Oczywiście nie obyło się bez tajemnicy, romansów i gangsterów, ale nic tu się nie dłużyło. Postawiłabym ją nieco wyżej niż tytuł do prasowania. Fajnie jest czasami obejrzeć pozytywną dramę z pozytywnymi bohaterami, którzy wierzą w sprawiedliwość i to, ze dobro triumfuje.

Strongest Deliverymen to jedna z tych przyjemnych dram, w której nic nie uwiera, ale nic też nie daje efektu łał. Takie tytuły też są potrzebne do szczęścia, żeby oczyszczać umysł, przed kolejnymi superprodukcjami. Taki klin na dramowego kaca.

Age of Youth 2

Z drugim sezonem miałam jeden problem: zmiana aktorki wcielającej się w Yoo Eun Jae, bo nie ma nic gorszego, jak aktorka próbująca oddać mimikę twarzy kogoś innego. Mogłoby jej zwyczaj nie być w tym sezonie, bo psuła mi efekt. Park Hye Soo miała w sobie taką nieśmiałą niewinność, którą wypływała z jej twarzy bez wysiłku, niestety Ji Woo ze swoimi wielkimi oczami wyglądała tragicznie. Brak Ryu Hwa Young też dawał o sobie znać, bo była cudowna w pierwszym odcinku. Strzałem w dziesiątkę było za to dołożenie ciekawej męskiej obsady, a i skupienie fabuły bardziej na szalonej Song Ji Won (w tej roli Park Eun Bin) dało nieco pikanterii fabularnej.

Może sposób wprowadzenia nowej dziewczyny do domu, a raczej jej motywacja, nie jest najlepszy, ale to drama, więc może być dziwna i nielogiczna. Dało nam to za to kilka chwil z uroczą Shin Se Hwi – ta aktorka zasługuje na nieco większą rolę niż koleżanka i młodsza siostra.

JTBC znów robi to dobrze.

Let’s Eat

To jedzenie! Ta drama zmusiła mnie do wyciągnięcia moich koreańskich książek kucharskich i planuję ugotować kimchi jjigae. Fabularnie nie dzieje się nic nadzwyczajnego, bohaterowie są całkiem całkiem, nie zauważyłam żadnego drewna, a Lee Do Yeon kolejny raz udowadnia mi, że wszystkie koreańskie aktorki nie muszą być piękne. Ona musi mieć niezły dystans do swojego wyglądu, bo to kolejna drama w której pozwala z siebie się śmiać (a właściwie pierwsza, ale już ją widziałam w innych tytułach). Yoo Doo Joon jako aktor też wypada ciekawie.

Jednak prawdziwym bohaterem tej dramy jest jedzenie. To jak wszystkie potrawy są pokazane… prawdziwy food porn. Cały czas jadłam, i marzyłam o tym chrupiącym kurczaku i tych niesamowitych grillowanych mięsach i niezwykłym kimchi (na całe szczęście mam jeszcze 2 słoiki). Z chęcią obejrzę sezon 2 dramy dla takich jedzeniowych widoków.

[tytuł w ramach #DramaJar]


Nowość na liście niepodsumowań – azjatyckie filmy.

House of Disappeared

Film opisywany jako horror i promowany Taecyeonem w jednej z ról. Nie wystraszyłam się nawet przez chwilę, i nie wiem czy to kwestia tego, że oglądałam w dzień w stanie chorobowym, czy fatalności filmu. Nie wciągało mnie też za bardzo, a zagadka nie była zbyt skomplikowana. Okej, samego rozwiązania się nie domyśliłam, więc było pewne zaskoczenie, ale mam wrażenie, że Taecyeon grający młodego księdza zbyt łatwo uwierzył naszej bohaterce, że coś z domem jest nie tak, i zbyt łatwo dokopał się do informacji. Nie było napięcia.

[tytuł w ramach #DramaJar]


Bonus: lista porzuconych

1. Criminal Minds – porzucone w zasadzie we wrześniu, ale długo się nad tym zastanawiałam. Nie potrafiłam zabrać się za kolejny odcinek przez 2 miesiące. Bardzo żałuję, bo to kolejny amerykański format, który się nie sprawdził i nie grało to kilka rzeczy.

2. Revolutionary Love – porzucona po 4 odcinkach. Choi Shi Won mnie za bardzo irytował swoją grą aktorską, nie umiałam przebrnąć przez żaden odcinek z odrobiną fascynacji. Może kiedyś wrócę. tytuł pochodził z listy #DramaJar

0 myśli na “Kwartalnik jesienny ’17 – Dramaland”

  1. Zastanawiam się, za co jeszcze się zabrać z tego roku z dram… Może właśnie Strongest Deliveryman? A może „Black”? Tylko ze mnie taka romantyczka, że poza dobrą fabułą lubię też jak jest fajny wątek miłosny 😉
    „Because this is my first life” też bardzo mi się podobało – kwestia kota – bezcenne 🙂
    U mnie też właśnie podsumowanie 2017 roku w kdramach.
    Pozdrawiam!

    1. Tez tak kiedyś miałam 🙂 Ale skoro romans, to polecam Ci z Twojej listy na MDL „Oh My Venus”, do tego np. „Something About 1%” z zeszłego roku, np. taki klasyk jak „Coffee Prince” gdzie jets młody Gong Yoo, „Lie to Me” może nie ma wysokich ocen, ale ten kontrast w wyglądzie Yoon Eun Hye 😀

  2. – „Full House” mam już dość długo w planach, może się w końcu ziszczą, mam coś z masochisty, więc gra gitara.
    – O moim rozczarowaniu „Temperaturą” i żalu do scenarzystów pisałam już mnóstwo razy, więc sobie daruję.
    – O mojej miłości do BTiMFL też już pisałam dużo, ale potwierdzę ją jeszcze raz – to moja drama roku.
    – „Black” pewnie w końcu obejrzę.
    – „Strongest Deliveryman” zachowam gdzieś w pamięci na przyszłość.
    – „Criminal Minds” wciąż mam w planach. Czekam, aż grupa skończy tłumaczyć. Jeszcze chyba z trzy odcinki.
    – „Revolutionary Love” zaczęłam sobie gromadzić, ale stanęłam na 4 odcinkach i doszłam do wniosku, że i tak tego nie obejrzę, więc nie ma to sensu 😛 Wspomnienie irytującej roli z „Króla Dram” nie pomaga.

    1. Najgorsze było to, że ja Temperature mogłam zestawiać z BTiMFL na bieżaco, i po prostu smutek. Jeszcze w sylwestra tłumaczyłam na polski ostatni odcinek tej pierwszej i cierpiałam strasznie – dialogi takie natchnione i romantyczne i te retrospekcje w końcówce odcinka.
      A „Black” koniecznie dodaj sobie do listy 🙂 Cudnie zakręcona fabuła 🙂

  3. Jeśli podoba Ci się Black, to koniecznie, koniecznie przełam się i sięgnij po Oh My Ghost! – choć niby to historia miłosna, to w tle i zagadka kryminalna i sprawy paranormalne (złe duchy). Strukturę ma podobną jak Black – też każdy odcinek wyjawia nowy element zagadki i wątki fajnie się łączą. I nas wciągnęło bardziej niż Black, które po kilku odcinkach zostawiliśmy.

    1. Mój problem z Oh My Ghost! to to, że tam gra Park Bo Young – po Strong Woman Do Bong Soon to ja sobie nie wyobrażam, że mogę jej gdzieś słuchać…

      1. Nie oglądałam Strong Woman, ale bardzo doceniłam, że Park Bo Young dała radę grać dwie różne osobowości, no i historia jest po prostu warta przecierpienia niedostatków (czyli ciągnącej się głównej historii miłosnej, nieco jednowymiarowych bohaterów pobocznych, itd.).
        To, jak się wątki powoli łączą… Mniam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *