Jesienny Bolly-maraton

Mam takie chwile w życiu, kiedy potrzebuję puchatego Bollywoodu, tego mniej puchatego zresztą też. Zawsze wtedy oglądam sobie w małym odstępie czasu kilka filmów (na małą jesienną chandrę), a potem biegnę dalej z normalnym życiem.

W moim Mieście Fabryk i Magazynów zaczęły się deszcze, temperatura utrzymuje się w skali 10-15 stopni w ciągu dnia, więc kocyk, herbatka i puchaty film, to jest to co najlepsze w weekendowy wieczór. Idealnie to tam powinna być dobra książka, ale czasami brak sił na idealność.

Więc obejrzałam sobie kilka filmów, bo Netflix ma bardzo bogatą ofertę Bolly, i pomyślałam, że to będzie dobry przerywnik od zwyczajowych tekstów na blogu — jeśli o nich troszkę opowiem. Nadrobiłam też kilka tytułów z Shah Rukh Khanem, co zawsze jest nieco zabawne.

Rajma Chawal (2018) reż. Leena Yadav

Sygnowany jako film Netflixa, to całkiem fajna opowieść o tym jak ojciec z synem nie potrafią się porozumieć. W tle trochę lekkiego rocka (nie znam się na gatunkach muzycznych, wiec strzelam bardzo, ale chyba w miarę celnie), co jest pewno odmianą. Muszę przyznać, że chociaż fabuła była w dużej mierze przewidywalna, to film ciekawie przedstawił różnicę pokoleń i walkę tradycji z nowoczesnym podejściem do życia. A jednocześnie jest to taka zwyczajna komedia romantyczna, których pełno w kinie zachodnim.

Zero (2018) reż. Aanand L. Rai

To jest to bardziej puchate Bollywood, którego szukałam. Z jednej strony oczywiste, a drugiej tez nie do końca. O dziwo nie dostałam takiego typowego zakończenia „i żyli długo i szczęśliwie”. W główną rolę męską, karła Bauua, wciela się SRK, który biega z pomniejszonym/podmienionym ciałem, bo musimy mieć gwiazdę wielkiego kalibru. Partneruje mu Anushka Sharma w roli niepełnosprawnej ruchowo Aafii, jest za to super inteligenta. Twórcy chyba inspirowali się postacią Stephena Hawkinga, co jest dla mnie lekko nietaktowne (o ile nie istnieje jakaś prawdziwa wrodzona niewładność ciałem, którą pokazali na ekranie).
Oglądało się nawet dobrze, bo bohaterowie świetnie się uzupełniali, a SRK grał jedną z tych postaci, które potrafi grać najlepiej. I uwaga spoiler: mógł sobie polecieć na Marsa i z powrotem jak jakiś Biblo.

Raees (2017) reż. Rahul Dholakia

Tu się zawiodłam. poszłam za ciosem i kliknęłam kolejny film z SRK, bo pamiętam, że był mocno reklamowany. Miałam dostać jakieś polityczno-gangsterskie przepychanki, a wyszło jak wyszło. Liczyłam na coś mroczniejszego, i niby nasz główny bohater Raees gdzieś tam się bije, ale te sceny akcji są oczywiście tak bardzo podrasowane i mało realne, że nie bardzo jest co oglądać. Fabuła tez niby jest, ale nijaka. Wydaje mi się, że kiedyś widziała lepsze przestępcze Bollywood, ale zdaje się, że SRK nie zagra już w takim kinie lepiej niż w Donie.Liczyłam na jakiś ciekawy pościg z policjantem (tutaj Nawazuddin Siddiqui wcielił się w policjanta Majmudara całkiem nieźle), ale zabrakło. Film oglądałam 3 wieczory, więc dość długo.


Przypuszczam, że kilka filmów w trakcie października jeszcze obejrzę, bo to bardzo dobrze działa n a stres. Moja lista na Netflix pęka od Bolly i k-dram. No i nadal planuje obejrzeć ten serial z Saifem Alim Khanem — Sacred Games, bo już są 2 sezony.

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *