Iwona na 2020, pisanie na 2020

plany i pisanie na 200, sztuczne ognie

Wszędzie wpisy i filmy o planach na nowy rok, to Iwona też będzie miała jeden. Wpis, nie film.

Pomyślałam sobie, że muszę się zmotywować do pisania w tym roku, bo większość celów z zeszłego udało mi się osiągnąć, co w zasadzie nie ma ze sobą nic wspólnego. Tzn. pisanie też było moim celem, i obok zdania prawa jazy, okazało się też niewypałem 2019 roku. A ponieważ celów na 2020 nie mam zbyt wiele, to pewnie więcej porozpisuję się o pisaniu, stąd też taki dwojaki tytuł wpisu.

Iwona na 2020

Mój cel roku to głównie walka z jedzeniem i wagą, i zdrowiem tak ogólnie. Ponoć mam już na tym polu trochę sukcesów. Pozbyłam się 10 kilogramów zbędnej wagi, które też w sumie uzbierałam w jakiejś części w tym samym roku — no było trochę efektu jojo. Ale w końcu też odkryłam co dla mnie działa, i że wcale nie mam alergii na laktozę i nabiał w ogóle (ach te samo-diagnozy…). Okazuje się też, że jak sobie trochę bardziej pozwolę, poluzuje ten sznur zdrowego odżywiania, to waga sobie radośnie skacze. Jednocześnie rezygnacja z kilku produktów i zmiany wymuszone przez dietę Męża, okazały się być bardzo dobre dla lepszego samopoczucia, więc uważam, że nie ma takich wyrzeczeń, które się nie opłacają (w jedzeniu i piciu).

Mój plan zatem to pozbycie się jeszcze 5 kilogramów i utrzymanie takiego stanu rzeczy. Mój kręgosłup mi tylko podziękuje.

I idąc dalej, jedzeniowo, chciałabym więcej gotować ciekawych potraw, zdrowych potraw, odkrywać nowe smaki i dania, i jednocześnie poznawać kuchnię wegetariańską a nawet wegańską, żeby móc ją dołączyć do tego, co lubię i jem. I tak, nadal będę jadła mięso i jajka.

Kolejnym nadrzędnym celem miało być w końcu zrobienie tego prawa jazdy, bo troszkę się ociągam, ale tu pojawia się znak zapytania, bo finanse. Okej, żeby nie było, to nie tak, że mnie nie stać i będę musiała jeść ścianę — w końcu zdobyliśmy się z Mężem na odwagę i oszczędzamy na dom. I rozważam właśnie, tak bardzo dogłębnie, w co wolę wsadzić kilka dodatkowych stówek.

Tak, prawo jazdy jest w planie, ale jak odłożę to na kolejny rok, to świat się nie zawali.

Co prowadzi mnie do kolejnego punktu: oszczędzanie. Ale też nauka życia bez potrzeby kupowania zbędnych rzeczy. Zauważyłam też, że od kiedy zaopatruje się w warzywa na małym sobotnim ryneczku w Mieście Fabryk i Magazynów, i składają się one na jakieś 60% mojego jedzenia, to wydaję znacznie mniej. Pieczenie chleba w domu też wydaje się być sposobem na oszczędzanie, bo nie jem żadnego innego pieczywa. Dzięki czemu mogę spokojnie wydać nieco więcej w azjatyckim sklepie, żeby dostać koreańską piklowana rzepę, czy pastę gochujang, albo fasolkę adzuki.

I stać mnie na nieco droższe kosmetyki, bo makijaż zagościł na stałe na mojej twarzy od kiedy zmieniłam  pracę i spotykam ludzi.

Pisanie na 2020

Chciałabym, tak bardzo bym chciała, skończyć tzw. first draft mojej pierwszej powieści. Tylko pojawia się problem, bo ja nawet nie wiem co chce pisać i czy mam na to siły. I tu chyba głównym winowajcą jest moja praca, bo pracuje w klasycznym układzie nine to five (no powiedzmy, bo moje godzinny lekko się odchylają, ale nadal zajmują środek dnia) i kiedy po pracy zaciągam tyłek na siłownię, a potem gotuję zdrowe jedzenie (np. koreańską Spinach & Doenjang Rice Porridge), to nawet nie chcę myśleć o pisaniu czegokolwiek. Tak wiem, są weekendy, ale w weekend ciężko jest się czasami zebrać.

Mam też problemy natury innej. Po pierwsze, co pisać? Po drugie, w jakim języku pisać?

Nie wiem, czy jednak nie spróbować się w tym roku w któtkej formie, może jakieś opowiadanie skończę i gdzieś wyślę. A może powinnam się nauczyć pisać i planować zanim zacznę coś wysyłać? Bo mam takie wrażenie, po moim ostatnim NaNoWriMo szczególnie, że ja nie mam już ani umiejętności, ani sensownej wiedzy, żeby za cokolwiek się brać. Trochę w siebie wątpię.

I to jest własnie jeden z moich pisarskich planów: powrót do podstaw. Mam kilka podręczników/poradników do pisania i chciałabym przeczytać w tym roku chociaż część z nich. I mam nadzieję przyswoić jakąś wiedzę.

Chciałabym też wyrobić sobie nawyk pisania. W moim BuJo w tym roku zagościły nawyki, a tam jest rubryczka na „pisanie 200 słów dziennie”. I chciałabym, żeby te słowa nie były tylko słowami z blogowych tekstów, ale słowami z TEKSTÓW. Pewnie uda mi się to bardziej, jak unormuje się też moja praca oraz inne elementy życia codziennego. Mam nadzieję, że w marcu będę mogła już powiedzieć, że pisze w każdy weekend i faktycznie pracuję nad twórczością własną.

Nie chcę sobie nic obiecywać, bo potem tylko zawody, ale byłoby cudownie, gdyby do końca czerwca udało mi się stworzyć plan powieści. Co jest chyba realnym celem, ale nigdy nic nie wiadomo.

I pewnie mogłabym sobie jeszcze powymyślać jakieś dziwne rzeczy, zaplanować cały rok ze szczegółami — nie zrobię tego. Mam w zasadzie jeden pisarski cel, taki nad wszystkimi innymi pisarskimi celami. Żebym za rok mogła w końcu z dumą powiedzieć, że w 2020 roku pisałam, a nie tylko mówiłam że piszę. Chyba zrobiłam już jakiś krok w tym kierunku, bo przyznałam się przed wieloma osobami, że coś tam czasami pisze do szuflady, więc jest jeszcze dla mnie nadzieja.

I oby rok 2020 też obfitował w małe sukcesy, żebym nie czuła za te 366 dni (okej, 356, bo już 10 styczeń), że zmarnowałam ten czas.

0 myśli na “Iwona na 2020, pisanie na 2020”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *