Grzechy czytelnicze 2.0

Przypomniał mi się mój starty tekst, w którym spowiadałam się z grzechów czytelniczych. A wszystko przez jeden wpis na blogu Ag. Nie byłabym więc sobą, gdybym nie skorzystała z tej okazji, by wyspowiadać się z nieczytania. Znów.

Nie byłabym też sobą, gdybym nie rzuciła garścią linków. Tekst Ag., który mnie zmotywował, można poczytać tutaj – ja czekam na jego drugą część, więc może teraz ja zmotywuję. Z kolei moje pierwsze wyznanie grzechów, w formie dziwnej listy, pojawiło się na blogu BookHunters, który współprowadziłam. O dziwo nadal on istnieje, zapomniany, i można go poczytać. Moja lista miała 10 pozycji i napisałam ją w 2014 roku, więc się już zestarzała. Czy coś z tej dziesiątki przeczytałam? Nie. Czy nadal chcę przeczytać? Nie koniecznie.

I mam jakaś wewnętrzną potrzebę konfrontacji z tą listą sprzed lat, bo chyba moje potrzeby czytelnicze się jakoś zmieniły. Z 10 tytułów, do grona tych, które chcę przeczytać, przedostały się zaledwie 4. I tu na pierwszym miejscu postawiłabym Lewą rękę ciemności – w Polsce czeka na mnie już cały komplet cegiełek Le Guin od Pruszyńskiego, a na dowód mam fotkę pstrykaną ziemniakiem. Powinnam je sprowadzić w marcu, z okazji wielkanocnej paczki z dobrociami. Dalej Biegnąca z wilkami – książka jest na moim regale tutaj ze mną, upchnęłam ją do paczki ze ślubnymi skarbami. Mechaniczna pomarańcza czeka na mnie od dawna – przyznaję się, że nadal jest to dla mnie wyzwanie językowe, ale w tym roku planuję się z nią zmierzyć. I na końcu Trylogia Sienkiewicza, która zawsze reprezentowana była przez Potop, bo to na nim mi głownie zależy. Ja mam z Sienkiewiczem toksyczny związek, bo po męczącej lekturze W pustyni i w puszczy w 4 klasie podstawówki, nie potrafię się zmusić do czytania.

Siostra Męża przysłała mi zdjęcie na dowód tego, że już są w Polsce, już na mnie czekają 🙂

Dalej są jeszcze Biesy, Hrabia Monte Christo oraz Traktat o łuskaniu fasoli, ale może to na emeryturze już. Z kolei Małe kobietki, Lśnienie i Ojciec chrzestny są już daleko daleko na mojej liście czytelniczej, więc pewnie w pewnym momencie z niej wypadną zupełnie.

Gdybym miała stworzyć sobie nową listę, mająca 10 pozycji, to prawdopodobnie nie umiałabym się na nic zdecydować. Nie czuję już w sobie takiej potrzeby nadrobienia pewnych tytułów, bo wiem, że i tak braknie mi życia (bo oglądam koreańskie dramy). Ale są na pewno autorzy, których chcę poznać bardziej, lub zwyczajnie poznać. Są kraje, których literatura mnie ciekawi, bo to inna mentalność, inne spojrzenie na życie. Mam w sobie chęć sięgania po reportaże i książki non-fiction, której wcześniej nie miałam. Mam też świadomość, że zalega mi dobrze ponad sto pozycji na czytniku (i w plikach ogólnie), które kupiłam w ciągu ostatnich 5 lat (bo czytnik mam od prawie 5, więc wtedy zaczęło się moje maniakalne kupowanie). O ślubnych skarbach nie wspominam, i tych innych fizycznych książkach, które wciąż czekają na swoją kolej.

Wzorem Ag. planuję jakiś przegląd tego, co zgromadziłam, więc chyba szykuje się seria wpisów z wyznaniem książkowych zaległości.

0 myśli na “Grzechy czytelnicze 2.0”

  1. Czytaj Le Guin! Ciekawe, co będziesz miała o niej do powiedzenia, bo im dłużej ją czytam, tym bardziej wydaje mi się mocno specyficzna i nie dla wszystkich.

    Ja to mam tak, że coraz bardziej mnie w non-fiction ściąga i muszę się do literatury pięknej bardziej zachęcać 😉

    1. Cóż, jestem fanką Ziemiomorza, więc zobaczymy jak to będzie. Ale to niestety chwilę musi poczekać, bo chyba wcześniej jak w marcu nie będę miała tych cegiełek 🙁

      1. Tylko że właśnie leguinowe science-fiction jest inne od Ziemiomorza, więc dlatego mnie ciekawi, co będziesz o „Lewej ręce” myśleć. 🙂

  2. Ja też mam z Sienkiewiczem raczej ciężki związek. „W pustyni i w puszczy” oraz „Krzyżaków” nie skończyłam nigdy, „Quo Vadis” i „Potop” pochłonęłam jak cukierki. Także mam w moim wiecznym planie w końcu przeczytanie całej Trylogii, stoi na półce od dawien dawna, ale coś efektów nie widać. Do takich moich „grzechów” zaliczy się „Zbrodnia i Kara”. Mieliśmy po sobie w liceum „Lalkę”, „Potop” i właśnie „Zbrodnię” i panią L. przeczytałam na czas, P. nadrobiłam na następnych wakacjach (a potem na próbnej maturze miałam), a Z. tylko zaczęłam, a chciałabym ją kiedyś skończyć. Wypisałam sobie kiedyś chyba z listy BBC klasyki, które kiedyś chciałabym przeczytać, ale kto wie, czy kiedykolwiek się za to zabiorę. Patrząc ile książek czeka na mnie na półkach i ile życia mi dramy zjadają, to pewnie nigdy nie nastąpi 😛

    1. Skończyłam niby polonistykę, nie przeczytałam nic z wymienionych 😀
      Zbrodnię i kare też miałam kiedyś w planach, ale z repertuaru Dostojewskiego wygrały Biesy jednak.
      I tak… dramy a czas na czytanie 😀

      1. Ja się koniec końców na polonistykę nie wybrałam, choć się na dwie uczelnie na nią dostałam, ale patrząc po swojej jednej współlokatorce może to dobrze. Za wolno czytam 😛 Choć z sumie teraz w teorii jestem bibliotekarzem XD

  3. Klaudyna Maciąg

    „Ojciec chrzestny” to jedna z moich ukochanych książek. „Małe kobietki” spodobały mi się wieki temu, ale muszę do nich wrócić i sobie odświeżyć.

    Mój największy wyrzut sumienia to ewidentnie „Mistrz i Małgorzata” 🙂

    1. Koniecznie musisz nadrobić 🙂
      Próbuję przygotować tekst o tym, co posiadam, bo muszę jeszcze wyznać grzechy czytelnika, ale to był długi tydzień w pracy i chwilę mi zajmie…

      Jak kiedyś mi w ręce wpadnie „Ojciec chrzestny”, to pewnie przeczytam 😉

  4. Ciekawe masz doświadczenia z Sienkiewiczem: mi się W pustyni i w puszczy bardzo podowało (jak miałam te 10 lat 😉 ). Krzyżacy mnie wciągnęli, przez Quo Vadis przebrnęłam. Potopu bezczelnie nie tknęłam nawet patykiem.
    Natomiast Hrabiego Monte Christo czytaj koniecznie: pięknie złożona, skomplikowana historia, zemsta, miłość, spiski… Bardzo rozrywkowe. 😉 Czytałam pierwszy raz mając 12 czy 13 lat chyba i do teraz sobie go odświeżam od czasu do czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *