Przeczytałam: GrishaVerse – trylogia pierwsza

Dawno dawno temu, słyszałam, że trylogia Grishy od Leigh Bardugo jest dobra. Ale czasu jest mało na czytanie i jakoś nie było mi po drodze. A potem Netflix uznał, że to bardzo dobry materiał na serial, więc ja też uznałam, że to bardzo dobry moment na poznanie tego świata.

W chwili obecnej, GrishaVerse się nieco rozrósł, bo nie jest to już tylko trylogia, ale kolejne serie i powieści. I jeżeli dobrze obliczyłam, Bardugo napisała 7 pozycji. Więc mamy tak zwaną trylogię Grishy (zwane też jako The Shadow and Bone trilogy): Shadow and Bone (Cień i kość), Siege and Storm (Szturm i grom) oraz Ruin and Rising (Ruina i rewolta). Jest zbiór opowiadań, który chyba nie ma konkretnej przynależności do serii — nie sprawdzałam, mogę się mylić: The Language of Thorns (Język cierni). Dostaliśmy też dwutomową serię Six of Crows (Szóstka wron), której pierwszy tom nosi ten sam tytuł, a drugi to Crooked Kingdom (Królestwo kanciarzy). I na koniec najnowsze dzieło Bardugo, pierwszy tom dylogii o Mikołaju: King of Scars (w Polsce jeszcze się nie pojawił, ale pewnie dostanie zacny tytuł Król Blizn).

Wszystkiego nie przeczytałam. Mam stos innych rzeczy, i czekam na dobrą promocję na ebooki. Można powiedzieć, że zaliczyłam jak na razie oryginalną trylogię, i mam nieco mieszane uczucia. Bo całość mi się podobała, ale…

Pierwsze wydanie trylogii.

Tomy wchodzące w skład trylogii Cienia i kości dostały ode mnie na GR 4/5 gwiazdek, bo bardzo podobał mi się pomysł i historia w większej części, ale kiedy odkładałam czytanie na dzień lub dwa, bo akurat się życie nie składało, to trudno było mi wrócić i się na nowo wciągnąć. To zjawisko najbardziej doskwierało mi przy ostatnim tomie, który mimo wszystko zaskoczył mnie swoim zakończeniem (ale bardziej na zasadzie „aha, to coś innego niż mi się wydawało, że będzie” niż „o łał!”). Tak jakby historia nie miała idealnego balansu i nie była aż tak dobrze zaplanowana.

Pierwsze polskie wydanie.

Bohaterowie byli. Mam wrażenie, że Alina nie miała wystarczająco dużo miejsca w powieściach, żeby pokazać co ją boli i jak bardzo czuje się skonfliktowana sama ze sobą. Zamiast 3 wymiarów miałam może takie 2 i pół? Mal też był dość prostolinijny w swoich działaniach i nawet jego dziwny bunt w 2 tomie jakoś na niego nie wpłynął, bo wrócił szybko do bycia sobą. I ja osobiście nie czułam chemii między bohaterami (u żadnej pary nie czułam tej ekscytacji w bohaterach). A Darkling, jako ten zły charakter, też przez większość czasu ma klapki na oczach i jedzie niby w jakimś celu, ale tak dziwnie — jakby specjalnie czekał, aż pozytywni bohaterowie coś sobie obmyślą i ustalą, żeby nie działo się tam za dużo. Tzn. on ma oczywiście bardzo mroczne i sprecyzowane plany, ale w efekcie był bardzo nieobecny i jakoś tak słabo terroryzował kraj. Najciekawsza postacią okazał się oczywiście Nicolai (Mikołaj), ale nie był on w centrum całej historii, więc też mógł bardziej zabłysnąć swoimi epizodami. Dlatego cieszę się, że dostał swoją serię, ale jednocześnie obawiam się, żeby mu troche z trójwymiarowości nie wyparowało. W ogóle mam wrażenie, że rodzina królewska stanowiła bardzo ciekawą grupę, chętnie poczytałabym więcej o zwyczajach na dworze cara.

Drugie wydanie, tak bardzo piękne.

Największym atutem jest tu świat stworzony przez Bardugo. Taki nieco inny, czerpiący z carskiej Rosji i całkiem nieźle sobie z tym radzi. Aparat przypominał mi takiego Rasputina, i mam dziwne wrażenie, że mógł być na nim wzorowany w jakiś sposób. Taki nawiedzony kapłan. I ja wiem, że ta rosyjskość mieści się w kilku słowach, posadzeniu cara na tronie i dorzuceniu świętych i ich ikon. Ale mimo wszystko, taki mały zabieg dodał temu fantastycznemu światu nieco świeżości. Do tego mamy kraj trochę nieokrzesanych niby-Wikingów, a z drugiej strony wcale nie bardziej cywilizowanych niby-Mongołów. Ja to kupuję. I latające statki też. No i system magiczny też.

Bo system magiczny ma swoje zasady, pewne podziały, i magia Grishy ma swoje prawa, których nie powinno się łamać. Lubię, kiedy autor ucieka od tradycyjnego wszechpotężnego maga (chociaż sama takich czasami piszę) i tworzy przemyślane systemy, w których są ograniczenia. Bo to też pokazuje, że ci, co władają magią, są też ludźmi i nie wszystko im wolno.

Czy GrishaVerse należy się ten serial? Ja myślę, że tak. Jest potencjał i to może być całkiem przyjemne coś do oglądania. Oczywiście jeśli nikt nie spartaczy scenariusza. I mam też nadzieję, że kilka postaci z tej trylogii dostanie nieco więcej miejsca. Serial ma łączyć wątki Shadow and Bone trilogy oraz Six of Crows duology (która jeszcze przede mną i ponoć jest lepsza), więc nie zostaniemy skazani głownie na Alinę i jej rozterki. Jak ktoś mi robi serial fantasy, to ja jestem za obiema łapkami.

Na koniec takie małe dane techniczne. Ja czytałam trylogię po angielsku, jako ebooki, które są dostępne chociażby na amazonie (sama korzystam z księgarni kobo). W Polsce pierwsze wydanie (w dość smutnych okładkach, chociaż klimatycznych) zaserwowało nam wydawnictwo Papierowy Księżyc. Jest ono już niedostępne. Zdaje się, że ich prawa wygasły, i już jakiś czas temu wydawnictwo MAG zapowiedziało u siebie wznowienie (oni też wydali u nas Szóstkę wron i Język cierni).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *