Magiczny naszyjnik, zamek w chmurach oraz Matka Piratka za sterami.

ghibli-laputa-castle-in-the-sky

Po krótkiej przerwie kontynuuję moją wyprawę między animacje Studia Ghibli. W ten sposób celebruję 35 lat istnienia japońskiej wytwórni filmów animowanych. O wszystkich powodach pisałam w pierwszym poście z cyklu, i tam odsyłam po więcej informacji (wstęp był długi i chyba dość wyczerpujący).

A dziś zapraszam do omówienia kolejnego anime. Dodam, że to był mój pierwszy seans, z tych starszych filmów widziałam jedynie Totoro, z racji tego, że moja przygoda z Ghibli zaczęła się w późnych latach dziewięćdziesiątych.

Castle in the Sky (1986)
(Jap: 天空の城ラピュタ, Hep: Tenkū no Shiro Rapyuta)

scenariusz Hayao Miyazaki, reżyseria Hayao Miyazaki

Anime znane jest również jako Laputa: Castle in the Sky, w polskiej dystrybucji pojawiło się jako Laputa – podniebny zamek (dlatego dla uproszczenia dalej będę film nazywać Laputa). Jest to oficjalnie pierwszy film Studia Ghibli, i przez lata zdobył bardzo dużo nagród. Już w roku 1986 przyznano mu Anime Grand Prix magazynu Animage, co ogólnie świadczy o jakości dzieła.

Laputa jest uznawana za klasykę animacji, a także klasykę takich podgatunków fantastyki jakimi są steampunk oraz dieselpunk. To właśnie film Miyazakiego zapoczątkował te nurty zarówno w mandze, jak i anime. Był on również wzorem do naśladowania w innych krajach, czy też inspiracją do innych dzieł popkultury jak liczne gry video/komputerowe (warto wymienić chociażby serię Final Fantasy, o której już wspominałam przy filmie Nausicaä).

Elementy tworzące świat, szczególnie ten steampunkowy, będą się pojawiały w innych filmach Studia Ghibli, ale przede wszystkim w innych animacjach, co nadaje Lapucie status prekursora gatunku. To też pokazuje fenomen całej twórczości Miyazakiego, która natychmiastowo staje się kultowa i pozytywnie rzutuje na całe studio. Pisałam trochę o tym w poprzednim wpisie. Mam wrażenie, jako zupełny laik, że renoma Studia Ghibli budowana była na geniuszu Miyazakiego, bo zarówno Nausicaä, jak i Laputa, są jego filmowymi dziećmi.

A skoro o dzieciach mowa, to właśnie one są bohaterami tej historii. I z perspektywy znajomości późniejszych animacji (nadal nie wszystkich), mam wrażenie, że jest to pewien znak rozpoznawczy Ghibli. Co zresztą będzie widać w kolejnych tekstach (dwa najbliższe to Totoro i Kiki).

Wypadałoby teraz przedstawić tych dziecięcych bohaterów. Pazu to osierocony chłopiec, który mieszka w małym miasteczku i pracuje w kopalni jako pomagier od wszystkiego. Szybko dowiadujemy się, że ma on w sobie coś z rycerza na białym koniu, który musi uratować damę w opałach. Jednocześnie jego przyjazna natura każe nam go lubić od pierwszej klatki. Sheeta to z kolei dziewczynka uciekinierka, o nie do końca jasnej przeszłości. Posiada ona tajemniczy amulet, który zdaje się być niezwykle kluczowy dla nie jednej osoby.

Tych dwoje spotyka się i zawiązują przyjaźń od pierwszego spojrzenia. Taką na śmierć i życie. I własnie w tym momencie wychodzą na powierzchnie rycerskie zapędy Pazu, którego celem staje się pomoc Sheecie, aby dziewczynka nie dostała się w ręce piratów ani rządowych agentów.

Oś fabularna kręci się wokół zaginionego miasta-zamku w chmurach, którym jest tytułowa Laputa. Miejsce bardzo tajemnicze, królestwo bardzo zaawansowanej technologicznie społeczności, zapomniane i dawno temu wsadzone między bajki dla dzieci. Oboje uroczych bohaterów mają jakieś powiązania z podniebnym zamkiem i razem rozwiązują jego zagadkę. To zadanie wcale nie jest łatwe, bo jak wspomniałam wyżej, na ich drodze staje rodzina piratów oraz agencja rządowa.

A jeśli mowa o piratach, to warto się chwilę zatrzymać, bo to w Lapucie dość ciekawy wątek. Na uroczą bandę podniebnych rabusiów składa się niesamowicie urocza rodzina, którą rządzi Matka Piratka. Biedaczka ma samych synów o mniejszych rozumkach. Mam wrażenie, że Miyazaki bardzo lubi stare i silne kobiety, które rządzą twardą ręką, ale gdzieś tam w środku mają to słynne miękkie serduszko dla biednych stworzeń. „Ubrana” w wygląd wrednej staruchy, jest jedną z barwniejszych postaci w animacji.

W zasadzie kreacja pirackiej rodziny jest niezwykle pomysłowa i stanowi jeden z ciekawszych motywów filmu. Bo koniec końców to oni mają swój kod i nie są aż tak pazerni, jak mogłoby się wydawać. Co stanowi świetny kontrast z siłami rządowymi, które z kolei są mało przebiegłe i ślepo wierzą w swojego koordynatora.

W Lapucie szybko też odkrywamy, że to dzieci mają więcej rozsąsku i pewną wrażliwość na piękno świata — i tak, to tez pojawi się jeszcze w filmach Ghibli, ale jest przecież też bardzo dobrze znanym motywem w literaturze i sztuce. Nie sposób też nie wspomnieć o przedstawieniu małych społeczności, szczególnie tych mniej zamożnych, które zbudowane są na wzajemnym zrozumieniu i posiadają silne więzi społeczne. Bo Sheeta bez mrugnięcia zostaje uznana „za swoją” w miasteczku.

Mam wrażenie, że Castle in the Sky nadaje pewien ton dla Studia Ghibli, pokazuje czego możemy się po nim, i jego artystach, spodziewać (w pewien sposób zrobiła to już Nausicaä). Te oczekiwania będę oczywiście mogła weryfikować w kolejnych filmach. Już teraz wiem, po seansie kilku tych bardziej fantastycznych animacji, które elementy lubią się powtarzać — szczególnie u Miyazakiego. Bo jednak zarówno scenarzysta, jak i reżyser (pamiętając też o materiale źródłowym) mają znaczenie na charakter filmu. Ale przede mną nadal są te wszystkie animacje obyczajowe, więc nie mam porównania.

W kwestiach technicznych, Laputa charakteryzuje się lepszą jakością obrazu mimo tylko dwóch lat różnicy w produkcji. Mogło to być spowodowane inwestycją w lepszy sprzęt, lepsza technologię, w końcu Nausicaä zarobiła duże pieniądze. Daje to pewien komfort seansu, a film ma przecież 34 lata. Przypuszczam, że animacje Ghibli były remasterowane, więc i wyglądają znacznie lepiej w dystrybucji cyfrowej.

I taka ciekawostka na zakończenie, zanim przejdę do podsumowania. Miyazaki to mistrz drobnych smaczków, które mogą zastanawiać. Bo czy jego światy przypadkiem nie są jednym i tym samym światem? Bo uwazni widzowie mogą zauwayzć takie drobiazgi jak bardzo podobne do siebie kocie zwierzątko:

Na koniec kilka słów o motywach w Lapucie. Mam wrażenie, że to całe podniebne królestwo ma być metaforą na ochronę naturalnego piękna i dziedzictwa ludzkości. Albo po tak wielu powieściach Le Guin dopowiadam sobie znaczenie wszędzie tam, gdzie mogę.

Oczywiście animacja opowiada przepiękną historię o przyjaźni, o odnajdywaniu siebie (tutaj głownie Sheeta), o wewnętrznym pięknie (Matka Piratka, która ma na imię Dola, ale to nie jest tak romantyczne jak moja ksywa dla tej postaci) i a przede wszystkim o więziach międzyludzkich i pewnych zasadach przyzwoitości, o których dorośli bohaterowie często zapominają.

Oprócz tego Laputa jest świetną rozrywką, animacją którą warto pokazać dzieciom, ale dorośli tak samo będą z niej czerpać niemała przyjemność i pewnie jakaś naukę. I chyba najbardziej w filmach Ghibli lubię to, że one edukują tak nienachalnie, z pewną subtelności i w zupełnie innym kanonie dobrych wartości. No i to, że postacie kobiece nigdy nie były bierne, a przecież zostały stworzone w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku.


2 myśli na “Magiczny naszyjnik, zamek w chmurach oraz Matka Piratka za sterami.”

  1. Tak pięknie opowiadasz o tych filmach, że coraz bardziej mam je ochotę obejrzeć. Tylko się zebrać nie mogę. A widzę, że tyle piękna i dobra mnie omija! Nie mogę się doczekać następnej recenzji, strasznie mnie nakręcają na te filmy.

  2. Dla mnie z kolei „Podniebny zamek” to jeden z tych filmów Ghibli, które mnie mniej poruszyły, a momentami nawet nudził. Nie żebym go nie lubiła – sam styl i wykreowany świat bardzo doceniam, ale czegoś mi zabrakło… Nie wiem czy główni bohaterowie (poza wspomnianymi piratami) byli nieco mdli, czy fabuła zdała się zbyt schematyczna, ale przez to nie porwał mnie jak niektóre inne dzieła Ghibli, więc pewnie też nieszybko do niego wrócę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *