Niezależna mała czarownica i jej kot

ghibli kiki

Oto kolejny odcinek mojej serii 35 lat ze Studiem Ghibli. Dla zainteresowanych, poprzednie teksty omawiające animacje można znaleźć pod nowym tagiem, który stworzyłam specjalnie dla mojego cyklu. O TUTAJ. A dokładny opis, o co w tym wszystkim chodzi, i dlaczego to robię, jest w omówieniu Nausicii.

Przyznam, że są filmy, które już znam i darzę pewnym sentymentem, ale są też takie, które dopiero poznaję i nie wiem co o nich myśleć. Nie umiem ich jednoznacznie określić i nie jestem pewna, czy jestem tzw. targetem dla konkretnego tytułu.

Kiki’s Delivery Service (1989)
(Jap: 魔女の宅急便, Hep: Majo no Takkyūbin)

scenariusz Hayao Miyazaki, reżyseria Hayao Miyazaki

Animacja zamyka lata osiemdziesiąte Studia Ghibli, a jej dokładny tytuł to Witch’s Delivery Service (nie mam tam żadnej Kiki). Powstała na bazie powieści dla dzieci autorstwa Eiko Kadono — praktyka znana z późniejszych filmów np. Howl’s Moving Castle. Jest to też kolejna nagrodzona animacja — dobra passa trwała, a nazwisko Miyzakiego umocniło swoją pozycję.

Film opowiada o Kiki, małej czarownicy, która postanawia uczcić swoje urodziny w bardzo tradycyjny sposób. Otóż wraz z ukończeniem trzynastu lat, każda szanująca się młoda wiedźma, opuszcza dom rodziców i szuka dla siebie nowego miasta, aby przejść prawdziwy trening (szkołę życia?). Kiki bardzo chce odlecieć na swojej miotle, by wejść w dorosłe życie. Podchodzi do tego z wielką energią, i kiedy nadarza się pierwsza okazja, oznajmia swoim rodzicom, że wyrusza już zaraz! Jej jedynym towarzyszem ma być czarny gadający kota czarownicy. Za swój cel wybiera wielkie portowe miasto, w którym życie płynie zupełnie inaczej niż w małej rodzinnej miejscowości.

Bardzo szybko okazuje się, że czarownice są czymś niespotykanym, a rozwinięta infrastruktura miasta szokuje Kiki. Zupełnie przypadkiem znajduje dla siebie dom w przytulnej rodzinnej piekarni, gdzie za namową właścicielki, zakłada swój biznes — tytułowe usługi dostawcze. Jednak mała czarownica ma kłopoty z zaadaptowaniem się i raczej nie dopuszcza do siebie ludzi. Ale prawdziwe kłopoty zaczynają się, gdy traci swoją moc.

Kiki opowiada dość prostą historie, w zasadzie film miał z początku być jedynie specialem trwającym około 60 minut. Jednak rozrósł się nieco, kiedy do pracy zabrał się Miyazaki. I widać to w konstrukcji opowieści, w której nie ma miejsca na rozmyślanie. Fabuła idzie od punktu A, do punktu B i nigdzie nie zbacza zbytnio z obranego kursu. Skupia się głównie do emocjonalnym dojrzewaniu Kiki, i raczej uznałabym, że skierowana jest do młodszego widza. Owszem, dorosły spędzi miło czas na oglądaniu, ale nie ma tam chociażby takich zachwytów jak przy Totoro.

Mam wewnętrzną potrzebę przyrównania Kiki do innych, widziany juz, filmów Ghibli, i wypada ona na tle nieco blado. Nie uważam jej za słabą animacje, bo Kiki jest na swój sposób urocza i z perspektywy tematu dość ważna. Ale niestety brakuje jej tego samego czaru i charakterności bohaterów, jakie zobaczyłam w innych tytułach. Bo Kiki bardzo chcę być niezależna, ale w tym wszystkim gubi swoją otwartość do ludzi — tutaj głównie do chłopca Tombo i paczki dzieciaków z miasta. Może to pewna nieśmiałość, której nie udało się odpowiednio pokazać? A może jakaś wewnętrzna duma z „bycia dorosłą”? Nigdzie zachowanie Kiki nie jest wyjaśnione, a jej przemiana jest bardzo szybka i bez większych komplikacji.

Główną myślą filmu wydaje mi się być akceptacja samego siebie, ale też akceptacja w społeczeństwie. Bo bycie czarownicą w przemysłowym i nowoczesnym mieście nie jest łatwe. To tak jak mówienie, że bycie sobą nie jest łatwe, ale trzeba się starać i przezwyciężać przeciwności.

Ciekawie byłoby porównać animację Miyazakiego z literackim pierwowzorem. Chociaż powieść w Japonii wydana została w 1985 roku, to jej pierwsze angielskie tłumaczenie pojawiło się w 2003 roku. A w 2020 na rynku amerykańskim ukazał się nowy, ilustrowany (tak jak wszystkie wcześniejsze edycje, łącznie z oryginałem) przekład w twardej oprawie.

Jak widać, nie jest to historia, o której da się wiele napisać. Na pewno warto obejrzeć, szczególnie z młodszym widzem, bo Kiki w pewien sposób należy już do klasyki japońskiej animacji. Doczekała się też mangowej adaptacji, a nawet musicalu, ale nie zapisała się w popkulturze tak bardzo jak wcześniejsze filmy Ghibli. Co z jednej strony nie dziwi, ale z drugie sprawia wrażenie mniej rozchwytywanego dzieła. A przecież czarownice zawsze są na czasie.


Grafika do nagłówka pobrana z Animationscreencaps.com.


2 myśli na “Niezależna mała czarownica i jej kot”

  1. No wiesz ty co, a akurat Kiki to jeden z moich ulubionych filmów Ghibli XD Z drugiej strony nie ma co się dziwić, biorąc pod uwagę, że jestem kobietą, która jeszcze nie napisała NaNo, w którym nie byłoby wiedźm.
    Bardzo lubię sposób w jaki magia Kiki była porównana do sztuki, na przykład moment kiedy mała czarownica traci swoją moc i zaprzyjaźniona malarka opowiada jej o tym jak sama czasem traci inspiracje – mogłam się z tym aż za łatwo utożsamić.
    Podobała mi się też wykreowana rzeczywistość, gdzie co prawdy istnieją wiedźmy, ale są one wrzucone w dość prozaiczny świat, nie w typowe uniwersum fantasy.
    Poza tym nie wiedziałam nawet, że film powstał na podstawie powieści O.o Nawiasem mówiąc teraz jak już przeczytałam książkę najwyższy czas nadrobić „Ruchomy zamek…”

    1. No o tym aspekcie sztuki nie pomyślałam. To znaczy jakoś mi umknął podczas seansu, chyba byłam zbyt zmęczona — może dlatego nie doceniłam. Ale chyba za bardzo spodziewałam się czegoś „łał” i mój umysł odebrał Kiki nieco słabiej.
      Ale cóż, Kiki to takie urocze imię, że ja już dawno tak ochrzciłam moje wiedźmowate alter ego 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *