Przejdź do treści

FKK styczeń: Mexican Gothic

mexican-gothic

W ramach Fikcyjnego Klubu Książkowego przeczytałam dość głośną powieść Silvii Moreno-Garcii. Mexican Gothic zbiera bardzo dużo pozytywnych recenzji, ale jest to tytuł, który jednocześnie wzbudza w czytelnikach kontrowersje, a czasami nawet obrzydzenie. Zdania są podzielone — zachwyty mieszają się z mniej pochlebnymi opiniami.

Mexican Gothic przegrało z Dzieckiem Rosemary w listopadzie 2021, dlatego też zdecydowałam się rozpocząć rok 2022 właśnie tą książką. I uważam, że był to świetny wybór. Powieść jest określana mianem współczesnej powieści gotyckiej (co sugeruje sam tytuł) i muszę przyznać, że w jakiś sposób wpisuje się ona w ramy powieści terroru. Mamy starą, angielską, zaniedbaną posiadłość, bez wątpienia możemy też odhaczyć obrzydliwe, naturalistyczne opisy i sceny, a nawet coś przypominającego okultyzm. Ale o czym jest powieść?

Główną bohaterką jest Noemí Taboada, młoda meksykanka, która korzysta z wszystkich dobrodziejstw bogatej socjety. Jej świat imprez i chłopców zostaje wywrócony do góry nogami za sprawą listu od kuzynki z desperackim błaganiem o pomoc. Catalina to świeżo upieczona mężatka, która zamieszkała w starej angielskiej posiadłości właścicieli nieczynnej już kopalni srebra. Noemí, w zasadzie zmuszona przez ojca, wyrusza w odwiedziny by przyjrzeć się tajemnicom, które skrywa dom oraz jego mieszkańcy.

Mexican Gothic czytałam po angielsku i jestem zachwycona tym, co z językiem robi Moreno-Garcia. Ta łatwość w budowaniu emocji poprzez słowa, takiej dziwnej elastyczności, swobody językowej — wszystko to złożyło się na wczucie się przeze mnie w klimat historii. Płynęłam przez powieść i nie mogłam doczekać się kolejnych stron, kolejnych opisów. Jedna z klubowiczek powiedziała, że Mexican Gothic jest napisany bardzo melodycznie, zupełnie tak jakby czytało się coś po hiszpańsku. Nie mam porównania co do hiszpańskiego, powieść zresztą pisana była po angielsku, ale śmiem przypuszczać, że był to celowy zabieg autorki. Pewna stylizacja, która ma tworzyć meksykańską autentyczność.

Nie czytam powieści gotyckich — nie teraz, nie dla przyjemności. Więc mogę się mylić, ale umiejscowienie akcji w jakimś mrocznym angielskim dworku, gdzieś na zboczu góry w Meksyku, to raczej świeży pomysł. Dość ksenofobiczni (nadal, mimo fabuły) i konserwatywni mieszkańcy Wysokiego Domu są kontrastowi do Noemí, czy w ogóle mieszkańców pobliskiego miasta. Szczególnie, że Meksyk kojarzymy raczej z festiwalem życia, celebracją wszystkiego, a nie prawie-romantycznym dworem, w którym dominuje zimno, pleśń i grobowe milczenie. Myślę, że to właśnie ten kontrast buduje klimat, może nie grozy jako takiej, ale niepokoju. W połączeniu z bardzo obrazowymi opisami daje świetny efekt. Ja byłam zachwycona.

Nie chcę zdradzać co dzieje się w domu, do którego trafia zupełnie nieświadoma zagrożenia Noemí, dlatego też nie polecam czytać recenzji czy komentarzy na GoodReads, bo tam znalazłam malusieńki spoiler, który odebrał efekt totalnego zaskoczenia końcowym plot twistem. A muszę przyznać, że w powieści jest kilka ciekawych zwrotów akcji, które uprzyjemniły mi lekturę. Nadal się wielu rzeczy nie spodziewałam.

Przeczytałam i wysłuchałam kilku opinii o książce, żeby skonfrontować moje odczucia. Okazuje się, że to co mnie zachwyciło innych odrzuca. I wcale nie neguję innego zdania, bo to oznacza, że powieść wzbudza emocje, nawet jeśli są one negatywne. Jest to dla mnie dowód, że to bardzo dobra historia i nie bałam się ocenić jej na pięć w skali pięciogwiazdkowej.

Na sam koniec jeszcze słówko o zakończeniu, więc co bardziej wrażliwi mogą to ominąć. W Mexican Gothic nie ma “i żyli długo i szczęśliwie”. Powieść kończy się w taki słodko-gorzki sposób, który nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to co dalej. Nie możemy zapewnić bohaterów, że wszystko będzie dobrze.

Polecam, ale sięgacie na własną odpowiedzialność.


FKK w lutym czyta Almond autorstwa Won-Pyung Sohn.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.