FKK: “Ojcowie i dzieci”

Mój klub książkowy nadal funkcjonuje i ma się dobrze (tak mi się wydaje). Dobór tytułów do czytania bywa dziwny, czasami mało oczywisty, nie zawsze udany, ale na pewno różnorodny. I z tego ostatniego cieszę się najbardziej. A ponieważ duży wpływ na dobór lektur mają też sami klubowicze, tak czasami trafiają nam się powieści nietypowe.

Tym sposobem, październikową lekturą została klasyka literatury rosyjskiej — Ojcowie i dzieci Iwana Turgieniewa. Zapewne gdyby nie nominacja jednej z uczestniczek klubu, sama nigdy bym po ten tytuł nie sięgnęła, bo zwyczajnie mi do niego bardzo daleko. Nie jest to w żadnym razie mój krąg zainteresowań (kulturowych, historycznych, geograficznych, czy jeszcze innych), a moja wiedza o rosyjskich pisarzach jest wręcz znikoma. Tym bardziej byłam zaintrygowana.

Przeczytałam. I stwierdzam, że powieść jest mi obojętna.

O czym są Ojcowie i dzieci? O ojcach i dzieciach (tutaj w zasadzie o synach). O relacjach rodzinnych o przemijaniu pokoleń, o rozwoju nauki i kultury, o miłości, o obyczajach, o zmieniającym się świecie. O wszystkim i o niczym.

Mamy narratora, który nie raz i nie dwa zwraca się wprost do czytelnika, mamy głównie męskich bohaterów, i mamy Bazarowa. Bazarow w jakimś dziwnym sensie wydawał mi się głównym bohaterem tej przedziwnej historii, a jednocześnie nim nie był. Powieść prześlizgiwała się od jednego bohatera, do drugiego. A jednak Bazarow, w swoich radykalnych poglądach — tak wywnioskowałam z treści — wysuwał się na prowadzenie w fabule i wzbudzał najwięcej emocji w czytelniku (czyli mnie). Dodam, że były to uczucia mieszane, na pewno nie polubiłam go jako bohatera, bo był durny i dziwny. Z drugiej strony tylko on trzymał mnie przy lekturze, bo byłam blisko odpuszczenia sobie tej lektury.

Dlaczego? Pisałam już, że Ojcowie i dzieci byli dla mnie obojętni. Kiedy czytałam, to nie było źle, było nawet dobrze. Ale gdy odkładałam czytnik (bo zaopatrzyłam się w ebook), to wcale nie chciałam wracać do czytania.

Nie potrafię streścić powieści ani wyciągnąć z niej wniosków. Domyślam się, że ma ona pewną wartość dla rusycystów czy też badaczy społeczeństwa dziewiętnastowiecznego — dla przeciętnego czytelnika, którym jestem, powieść po prostu była.

Czy po tym spotkaniu sięgnę jeszcze po Turgieniewa? Zapewne nie. Mam wrażenie zmarnowanego czasu, a jest tyle innych książek, które zapewnią mi lepszą rozrywkę w szare jesienne wieczory. Za miesiąc zapomnę zupełnie, że jakiegoś Turgieniewa czytałam. Z literaturą rosyjską jako tako się nie żegnam, bo przecież czeka na mnie Dostojewski.


A w bonusie kilka słów o klubie. Fikcyjny Klub Książkowy ma w planach dalszą działalność w przyszłym roku. Zbieram już listę potencjalnych lektur, układam w głowie co i kiedy czytać. Bardzo sobie cenię członków klubu, którzy stawiają się na każde spotkanie, mimo że jest one wirtualne. I lubię brać pod uwagę ich propozycje czytelnicze. Ale jednocześnie chcę mniej zostawiać przypadkowi, przez co w 2022 ostateczna decyzja co do tytułu będzie należała do mnie. Ankiety, które są demokratyczne i powinny być idealnym rozwiązaniem, częściej są kłopotem. Remisy i tak zmuszają mnie często do wyboru, nie wspominając już o sytuacjach gdy głosujących jest więcej niż osób, które czytają i pojawiają się na dyskusji. Sytuacje w których rozmawiamy o książce, której nikt nie chciał czytać są nieprzyjemne.

Oczywiście nadal zachęcam do dołączenia do klubu. Wystarczy wejść na nasz discord i napisać mi pm. Można też zapisać się na blogowy newsletter (okienko na dole strony) — raz w miesiącu będę do klubowiczów wysyłała maila z informacją o kolejnej lekturze i dacie spotkania (nie ma codziennego spamu głupotami).

A harmonogram Fikcyjnego Klubu Książkowego na końcówkę roku to:

  • Listopad — Dziecko rosemary — spotkanie 26.11.2021;
  • Grudzień — Fauna północy — spotkanie 17.12.2021.

1 komentarz do “FKK: “Ojcowie i dzieci””

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *