Dramy w świecie autorów: Emily A. Duncan

something-dark-and-holy

Jestem czytelnikiem, który przez większość czasu ma gdzieś to, co w życiu prywatnym robią autorzy książek, które czytam. Dlatego nie wypieram się, że mam na półkach Pilipiuka czy Piekarę, a całą dramę z polskimi dziadami fantastyki oglądam z boku i próbuję nie mieć zdania (próbuję to bardzo ważne określenie). Po prostu wydaje mi się, że 90% autorów będzie miało coś za kołnierzem i śledzenie wszystkich afer jest męczące.

Z drugiej strony uwielbiam słuchać o dramach, które są o wiele dalej ode mnie. I kiedy na BookTubie odnalazłam kanał Jess Owens, byłam kupiona od pierwszego filmiku. Co jest takiego niesamowitego w tym miejscu? Otóż Jess, wraz z uroczym Nigelem, w każdy wtorek publikuje filmik z serii Book CommuniTEA — najczęściej zbiorowe omówienie książkowych afer z minionego tygodnia. Oczywiście to wszystko skupia się głównie na rynku amerykańskim, i/albo anglojęzycznym, co wcale nie oznacza, że nie dotyka czytelników ogólnie (bo mamy coraz więcej osób czytających w oryginale i też dostęp do książek oraz informacji jest o wiele łatwiejszy).

W najnowszym odcinku z wtorku 13 kwietnia 2021 Jess skupiła się na jednej autorce — Emily A. Duncan — by szerzej zając się problemami z jej twórczością, ale też osobowością. Przy okazji też wspomina o Jayu Kristoffie, który jak bumerang wraca do programu. Poniżej dodaję odcinek.

Dla tych, którzy nie znają angielskiego, w telegraficznym skrócie. Duncan jest oskarżana o wiele rzeczy: tworzenie fikcyjnych kont na twitterze żeby kłócić się z czytelniami i innymi autorami, publiczne wyzywanie innej pisarki od brzydkich (girl, how old are you?), bardzo kiepskie przeprosiny itd. Wydaje się, że jest tego mnóstwo, a przecież sama Duncan debiutowała w 2019 roku. I taką troszkę wisienką na torcie (ze względów geograficznych) jest jej twórczość, z której wyziera antysemityzm, bardzo złe przedstawienie społeczności żydowskiej oraz fantastycznych wersji państw: Polski i Rosji. Jest tego tyle, że nie wiem czy czegoś nie pomyliłam.

Jeśli chodzi o wspominanego Kristoffa, to tutaj głównie pojawia się zarzut jego braku riserczu (którym się niby chwali i nikt nie wie co jest prawdą, a co nie) i bardzo nieumiejętnego korzystania z elementów obcych kultur. I tutaj polecam taką analizę pierwsze jego powieści, bo to też jest świetny materiał.

No dobrze, ale po co ja to piszę? Głównie dlatego, że filmik Jess dał mi trochę do myślenia na wielu płaszczyznach. Nagle odkryłam, że książkowy świat jest pełen afer i czasami wylewa się z nich taka toksyczność, że odechciewa mi się być pisarzem. Ktoś powinien spalić cały internet. Ale to jest zupełnie inna dyskusja.

Nasuwa mi się też pytanie: w którym momencie można i/lub należy zbanować autora? Podobne dramy dzieją się na naszym rodzimym podwórku, ale nie w tak szerokiej perspektywie z jaką spotykam się w międzynarodowym internecie. Mam wrażenie, że nasze starcia są pomiędzy konserwatywną prawicą a liberalną lewicą, i dziwnie zahacza o problem wolności słowa, ale to też jest temat na inny czas. Tymczasem Ameryka to jednak kraj ścierania się wielu kultur i problemy braku reprezentacji, złej reprezentacji czy przywłaszczania sobie kultur jest o wiele większy i trudniejszy. I jako biała cis kobieta nawet nie zamierzam się w to zagłębiać.

Wracając do tematu.

Wiem, że Niegodziwi święci (Wicked Saints) to prawdopodobnie jest książka zła. Wiem, że Emily A. Duncan jest teraz na czarnej liście autorów (tak dosłownie, ludzie tworzą listy autorów, których nie należy czytać i kupować). A jednak trylogia Something Dark and Holy znajduje się na mojej liście do przeczytania. I zanim mnie ktoś zlinczuje, niżej tłumaczę się dlaczego.

W dobie ogólnej krytyki autorów za ich poglądy, i zło całego świata, nie jest dobrze czytać kogoś, kto został zbanowany. Ale uważam, że wypowiadanie się o czymś, czego się nie czytało jest w złym tonie. Wszystko to, razem z filmikiem Jess, sprawia, że ja nie mam ochoty się tak zupełnie obrażać na Duncan. Tzn. pewnie nie chciałabym jej znać jako osoby, ale mam jakiś dziwny pociąg do tej jej trylogii nawet bardziej niż mniej, z kilku powodów.

Po pierwsze fantastyczna wersja Polski. Emily A. Duncan urodziła się w Ohio i z tego co widzę nie ma żadnych związków z Centralną/Wschodnią Europą. Poszlaki wskazują na to, że swoją wiedze czerpała z Wikipedii (najlepszego źródła informacji ever!) i moja polskość, słowiańskość i lokalność potrzebują zobaczyć, co też się w tych powieściach wyrabia.

Po drugie, ten wspomniany antysemityzm. Może nieco kontrowersyjnie, ale chcę wiedzieć, czy jestem w stanie rozpoznać te zarzuty. Co, wbrew pozorom, może być bardzo trudne, bo ja często czytane książki odzieram z elementów ideologicznych (prawdziwych czy zmyślonych) i staram się czerpać przyjemność z fabuły jako takiej. Nie umiem ubrać tego idealnie w słowa (bo Iwona ma problemy z tłumaczeniem od zawsze), ale mam nadzieję, że udało mi się nakreślić moje powody.

Po trzecie, mój czytelniczy masochizm. Czasami czytanie złych rzeczy to moje hobby, któremu nie potrafię się oprzeć.

Ostatni tom trylogii — Blessed Monsters — miał swoją premierę na początku kwietnia, dzięki czemu wszystkie części wylądowały na mojej liście “poluję na tanie ebooki”. W którymś momencie 2021 roku zamierzam przeczytać powieści Emily A. Duncan (jakbym miała za mało planów czytelniczych!) i skonfrontować moją wiedze i moje emocje z zarzutami kierowanymi do autorki. Co oczywiście nie będzie idealne.

Dodam jeszcze, że to co jest w środku problematycznych książek (myślę, że tutaj bardziej nadawał by się Kristoff, bo u niego jest to aspekt powracający przy prawie każdym tytule) jest dla mnie bardzo ciekawe z punktu widzenia pisarza. Szczególnie w momencie, gdzie sama lubię korzystać z kultur, których nie jestem częścią (jest to głównie inspiracja strojami i/lub wykorzystanie słów z obcych języków). Cienka granica między zapożyczeniem a zawłaszczeniem to bardzo gorący temat, który nierozwalnianie wiąże się z reprezentacją i pewnie można napisać o tym jeden długi esej (z punktu widzenia białej kobiety wychowanej w białej społeczności katolickiej).

A na koniec zachęcam do śledzenia Jess i Nigela, bo to jeden z ciekawszych kanałów książkowych na BookTubie. Wtorkowy program to skondensowana i merytoryczna wiedza na temat problemów, z którymi boryka się środowisko książkowo-wydawnicze — czasami otwiera to oczy na takie problemy jak agenci, którzy nie chcą pracować z autorami na spektrum.

A Wy jak podchodzicie do kultury banowania autorów?


4 myśli na “Dramy w świecie autorów: Emily A. Duncan”

  1. Kurde, ciężki temat porzuszyłaś i mam dużo PRZEMYŚLEŃ, więc to będzie długi komentarz, ale może być ciekawy, bo piszę to z perspektywy osoby, która ma dokładnie odwrotne podejście do polityki w książkach i często podczas lektury zadaje sobie pytanie: „okej, pokonali potworka fajnie, ale co ze STOSUNKAMI KLASOWYMI?!”(oskrżam Chinę Mieville’a, przed jego książkami byłam normalna)

    Nie lubię bawić się w jakąś policję czytelniczą i mówić innym, że nie powinni sięgać po książkę XYZ, bo jej autor jest problematyczny, ale są też tacy pisarze (Marion Zimmer Bradley to naczelny przykład), nad którymi wiszą tak poważne zarzuty, że zwyczajnie nie czułabym się dobrze z czytaniem ich książek i nie podoba mi się wmawianie mi, że z tego powodu jestem zbyt wrażliwa/delikatna/nie wiem nic o literaturze, no bo „śmierć autora” przecież.

    Dlatego uważam, że o tym czy czytać daną książkę powinien decydować każdy osobno zgodnie ze swoim sumieniem/swoją wrażliwością, a tworzenie listy prolematycznych autorów kompletnie mija się z celem. Zwłaszcza że nikt nie jest idealnie czysty.

    Inna sprawa, że niekiedy poglądy autora, z którymi się kompletnie nie zgadzam, są w dziele bardzo wyraźnie widoczne i o ile nie mam nic do tego, że komuś książka się podoba pomimo tych elementów, albo zwyczajnie nie zwrócił na nie uwagi, to jednak drażni mnie jakie niektórzy tworzą mentalne fikołki, aby usprawiedliwić ewidentny seksizm, homofobię, itd.

    Przy tym zgadzam się z Tobą, że czasem warto sięgać po kontrowersyjne książki i samemu zdecydować na ile ich treść jest rzeczywiście szkodliwa. Zbyt wiele słyszała opinii anonimowych ludzi z Internetu, których oskarżenia wynikają z przypisywania autorowi najgorszych intencji jak tylko możliwe, mimo braku jakichkolwiek podstaw ku temu(czytam czasem o aferach na lewackim Twitterku, nie polecam).
    Także tego, skomplikowany temat…

    Co zaś do zawłaszczenia kulturowego tym nie muszę się całe szczęście martwić, biorąc pod uwagę, jak bardzo mój „Kordian” jest zakorzeniony w polskiej kulturze.

    1. Bo to w ogóle jest jakiś taki trudny temat. Chociażby ten Kristoff, któremu się zarzuca złe wykorzystywanie symboli itd. – no bo ja, jako biała kobieta z Europy, nie wzrastająca w azjatyckiej (konkretnie japońskiej) kulturze, nie mam obowiązku znać tego, co zobaczy Japonka w jego powieściach z powierzchownym riserczem, więc ja się nie obrażę na autora. Polska nie jest aż tak wielokulturowa, żeby nam pewne rzeczy przeszkadzały.

      Ale np. jak autor wkłada w usta bohatera jego poglądy (sprzeczne z naszymi), to wcale nie znaczy, że mamy tej książki nie czytać, jeśli jest ona świetnie napisana i ma np. cudowny worldbuilding. Można po prostu nie polubić bohatera za jego postawy, ale nadal zachwycać się wszystkim innym (co jest trudne jak się nie lubi protagonisty).
      I jasne, to zależy od czytelnika, od jego podejścia i od konkretnego dzieła.

  2. Z przyjemnością sobie przeczytałam post i z przyjemnością również poczytałam komentarz Erizy.
    Ja mam ten problem, że uwielbiam Japonię i w pewnych tekstach sobie do niej nawiązuję. Ale dopóki nie jestem znaną i publikowaną autorką, a moje teksty leżą sobie głównie na dysku, robię to dla siebie z czystej przyjemności ^^

    1. Ale też polskojęzyczny odbiorca nie jest aż tak zróżnicowany (chociaż w dobie BookTubów i Książkogramów to równie to bywa) i nie musisz się bać linczu 😉 Wydaje mi się, że nie mamy tylu problemów jak na amerykańskim rynku, gdzie jednak wachlarz kulturowy jest duży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *