Dlaczego znów CampNaNoWriMo?

Postanowiłam zadać sobie pytanie: dlaczego znów próbuję bawić się w jakieś dziwne miesięczne akcje, zamiast skupić się na codziennym pisaniu? I obawiam się, że mogę nie znać na nie odpowiedzi.

Przez trzy miesiące zmagałam się z jakąś podświadomą niechęcią do poprawiania moich dzieł. I nagle mnie olśniło (nie mine, ale ludzie mi przypomnieli, że to ten czas), że już za chwile kwietniowa edycja Campa – toż to idealny pretekst, żeby zmusić się do pisania! Oczywiście minęło już sporo dni w kwietniowym wyzwaniu, i chociaż mój cel to marne siedem i pół tysiąca słów, to jestem bardzo „pod kreską”.

Ale to nie tak, że porażka na pełnej linii, że tylko założyłam, że coś zrobię. Zawzięłam się w sobie i poprawiłam Fortuntellera. Tekst jest krótki, ma nieco ponad 1600 słów – to jeden z tych, które nazywam „obrazkami literackimi”. Zmieniłam w nim nieco zakończenie, poprawiłam literówki i głupie zdania (pewnie nie wszystkie) i chyba jakoś to wygląda z sensem. Teraz wydaje mi się ono wstępem do czegoś – zostawiłam tam nieco otwarte zakończenie, co daje mi możliwości. Bo przecież zawszę mogę wykorzystać postać epizodycznie w czymś innym (nie sądzę, by postać mojej wróżbitki miała szansę na swoją własną historię).

Zakładałam też sobie, że nauczę się pisać codziennie – tak przy okazji tego Campa. Bo mój dzienny limit to 250 słów, to prawie nic. Ta notka będzie miała więcej, a też ją piszę w jednym posiedzeniu. Ale wbrew pozorom, to wcale nie jest takie proste. Oczywiście to nie jest moja wina, że mi się nie chce – to wina tej mgły i deszczu, i ogólnej wilgoci, i szarości, i chmur, i pogody w Anglii. Bo Wiosna tutaj przegrywa z jakimiś popłuczynami po Zimie. I pewnie czeka na jakąś pomoc Lata, bo to co tu mam za oknem to jakaś herezja kwietniowa.

Ot, żadem z moich rozgrzebanych tekstów nie woła mnie, nie prosi o pomoc – nie przeszkadza im, że nie mają rączek albo nóżek… A nowe rzeczy, to tylko jakieś pojedyncze zdania czy obrazy w mojej głowie, które wcale nie chcą opowiadać swoich historii. Najbardziej kreatywna była chyba ta rozwalona torba po hamburgerach, którą dzielnie dziobało jakieś ptaszysko pod sklepami. No i na tym się jakoś nic nie chce zbudować.

Ale mam przed sobą jeszcze dwa i pół tygodnia, jeszcze mogę czymś zabłysnąć i sama siebie zaskoczyć. Więc trzymam kciuki (sama za siebie) do samego końca. Obiecałam sobie też, że z końcem kwietnia wcale nie rzucę dłubania w moich opowiadaniach. Żebym mogła z dumą używać #jatupiszę

Tagi:

0 myśli na “Dlaczego znów CampNaNoWriMo?”

  1. Naprawdę powinnaś zajrzeć na Szortala i zacząć pisać stusłówka i inne krótkie formy. Może po prostu to jest twój talent i zamiast narzekać, że za krótkie, powinnaś skupić się na stosownym gatunku 🙂

  2. Stawianie sobie małych celów zazwyczaj pomaga. Jeśli nadal masz problem z codziennym pisaniem, zacznij od zdania albo trzech. I niekoniecznie w Wielkim i Poważnym Projekcie – ot, jakichkolwiek trzech zdań. Dyscypliny nie buduje się najlepiej pracując nad wiekopomnymi dziełami, a nad czymkolwiek. Dzięki temu skupiasz się na tym, by codziennie pisać, a nie na tym, by coś skończyć albo by coś było dobre. To samo z poprawkami – zacznij od akapitu dziennie. 🙂

    1. Nic mi z tego codziennego pisania nie wyszło. Ale założyłam sobie oddzielne BuJo do pisania i próbuje pracować nad moimi tekstami (jak nie piszę, to chociaż je wymyślam 😀 ) – więc jakiś postęp. Ale to też musisz nadrobić najnowsze notki chyba 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *