Co teraz z tym Dostojewskim?

W weekend chorowałam. Wiecie, przyszła jesień w Anglii, no i chciał nie chciał, coś mnie złapało. Więc skorzystałam sobie z okazji i oglądałam jakieś stare booktuby. Trafiłam na sierpniowego lajwa Bestselerek i po nitce do jednej afery czytelniczej, która mnie ominęła jak było gorąco, a potem wygrzebałam nico inną, mniejszą. Dramę wydawniczą.

Jakiś czas temu, rzuciłam się jak królik na marchewki, na pakiet Dostojewskiego od ArtRage. Pakiet powstał we współpracy z pewnym wydawnictwem i przykuwa uwagę ładnymi okładkami. Bo ja bardzo chciałam przeczytać Biesy, już tak od 10 lat, ale jakoś się nie składało. Więc upolowanie kilku ebooków w dobrej cenie wydało mi się bardzo dobra okazją. Skorzystałam.

A co to ma do dramy?

Ano ponoć, wyżej wspomniane wydawnictwo korzysta ze starych tłumaczeń, które są pocięte i różne dziwne rzeczy się z treścią powieści stały. Czytelnicy zauważyli to przy okazji grubaśnych Braci Karamazow – dwa wydania polskie różnią się między sobą w grubości o ok 400 stron, więc to nie może być kwestia różnic tłumaczenia. I ja tutaj nic nie będę rozdmuchiwać, bo to jest drama stara jak świat i pewnie wszyscy już o tym wiedzieli, prócz mnie. Nie będę za bardzo komentować, bo i po co?

Ale jest mi tak najzwyczajniej w świecie smutno. Bo Biesy też różnią się w wydaniach o ok. 100 stron, więc nie wiem czego spodziewać się po posiadanej kopii. Czy tylko ktoś wywalił nudne niepotrzebne opisy, czy może brakuje mi 3 ważnych dialogów? Czy wydawcy użyli innej czcionki i wielkości stron? Ktoś wie? Ktoś doradzi?

Niestety mój ambitny plan, w którym chciałam tego całego Dostojewskiego przeczytać w przyszłym roku – wszystkie 6 pozycji – zwyczajnie wziął się i popsuł.

Gdzieś w mojej głowie pojawiła się nawet myśl, że może by tak spróbować po angielsku… ale czy ja językowo jestem na to gotowa? Dostojewski jest w domenie publicznej, ale pewnie będzie trudno znaleźć darmowe dobre tłumaczenie, więc pozostaje mi jedynie polowanie na ebooki w dobrym tłumaczeniu. Mogę też zrobić najazd teściowej na biblioteczkę, jak będę w Polsce, bo chyba coś gdzieś na półkach miała.

Jaki morał tego wpisu? Taki, że jest mi smutno. I że w zasadzie, to mogę jedynie westchnąć sobie głęboko i przeciągle i iść poszukać czegoś innego do czytania.

PS. jak widać, nie tylko angielscy wydawcy robią dziwne rzeczy, bo w Polsce też się trafiają fajne absurdy do komentowania…

5 myśli na “Co teraz z tym Dostojewskim?”

  1. Słabo, jeśli nie masz jak ustawić, jak dużo różnic tam jest. Pamiętam, że było takie wydaje bodajże Grabińskiego, gdzie całe opowiadanie się zgadzało, tylko nie było jakiegoś jednego zdania w środku i… ostatniego zdania. Także fantazja niektórych redaktorów nie zna granic :/

  2. Wiesz, jeśli nie zaczniesz czytać po angielsku, to nigdy sobie nie będziesz radzić – niezależnie od tego, jak wymagający jest tekst. Jakbyś się uparła, to nawet Dostojewskiego pewnie byś dała radę, ale najważniejsze to zacząć – tymczasem widzę, że książki i ebooki wciąż polskie… 😉

    1. A wcale nie, bo właśnie zaczynam czytać Ruin and Rising po angielsku oczywiście 😀 i kupiłam w tym roku sporo rzeczy po angielsku (chociaż polskie pozycje też czekają). Staram się równoważyć, bo zapominam tez polskich słów i nie umiem znaleźć ich w mojej głowie, bo na usta cisną się te angielskie odpowiedniki.
      I chyba będę miała mały maraton czytania po angielsku 😀 Zaraz skończę Bardugo, a potem mnie czeka Schwab i Jemisin 🙂

      1. No to trzymam kciuki 🙂 Ja po polsku coraz mniej czytam – ale to trochę wina tego, że polska fantastyka mnie rozczarowuje, a po inne gatunki sięgam wybiórczo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *