Podobno miałam dostać super feministyczne pudełko książkowe…

books-that-matter

Ten tekst planowałam zupełnie inaczej. Myślałam, że przeczytam dodaną do boxa książkę i zrobię coś na zasadzie większej recenzji, ale krąży we mnie za dużo emocji, by to odkładać.

Byłam niezwykle podjarana, bo to było moje pierwsze subskrypcyjne pudełko w życiu. Informacja na stronie Books That Matter głosiła, że to box feministyczny, a ja próbuję ostatnio być jakaś bardziej doinformowana w różnych kwestiach, więc miałam takie „czemu nie?”. Dodatkowo moja czytelnicza istota woła o literaturę inną niż fantastyka i wewnętrznie czułam, że to może być coś niezwykłego. Już w głowie układałam sobie plan, jak to będę te boxy zbierała i cieszyła się nowymi książkami!

Nad decyzją o kupnie pudełka zastanawiałam się kilka dni. Chodziłam, stękałam, rozważałam równe opcje. Koszt takiej przyjemności to £17 plus oczywiście wysyłka, co razem daje £20. Niby nie jest to jakoś dużo, ale moja polska cebula się buntowała, bo też nigdy nie wiadomo czy będzie warto. W poprzednich edycjach widziałam kilka bardzo dobrych książek, nie zwracałam aż takiej uwagi na resztę zawartości, ale jak twórczyni ogłosiła, że we wrześniu 2020 będą AŻ dwie książki, to stwierdziłam „dobra biorę, jestem dorosłą kobietą, mogę wydać swoje pieniądze”.

Maila potwierdzającego, że mój box został wysłany dostałam w poniedziałkowe popołudnie — 7 września, kiedy już pół internetu pokazywało swoje skarby. Starałam się nie oglądać, żeby mieć niespodziankę. Moja paczka trafiła do mnie w środę 9 września po małych przygodach — i to jest opowieść o absurdalności emigracji i nieogarnięciu kurierów.

Zupełnie nie zwróciłam uwagi, gdy zmawiałam pudełko Books That Matter, że ich nominowanym dostarczycielem jest Hermes. Może wtedy bym się zastanowiła ze dwa razy, czy na pewno chcę. Z tą firmą kurierską mam złe doświadczenia. Miałam przypadki, że pięknie ładnie dostarczyli, ale miałam też przypadek, że nikt się nie pojawił, a kurier twierdził, że nie mógł się dostać do mojego domu bo miał security issues…. Mój dom nie ma nawet bramy, a ja zamówiłam sobie kurtkę z jednodniową dostawą, bo było pieruńsko zimno i zwyczajnie była mi potrzebna — dostałam ją po tygodniu… Tak oto powstało uprzedzenie. I wiedziałam, że dostawa pudełka będzie jednym z tych przypadków totalnie nienormalnego dostawcy, kiedy o 15:30 dostałam maila, że moja przesyłka będzie u mnie między 13 a 17. Była przed 19, ale nie u mnie.

Mój dom ma nr 17, czasami dostaję ciuchowe przesyłki, które są źle zaadresowane, bo ktoś nie potrafi wpisać 14. Poważnie. I ja nie wiem jak to się dzieje.

Mój kurier na potwierdzenie dostarczenia paczki wysłał mi screen z GPS’a, który wskazywał właśnie dom 14 — pół ulicy dalej. Ja potrafię napisać mój adres i na mojej paczce było jak byk 17. Podreptałam z Mężem do tegoż sąsiada, żeby na własne oczy zobaczyć worki przesyłek dla różnych ludzi, które on dostaje — stawiam, że to jakieś lewe interesy, ale wnikać nie będę. Ważne, że moja paczka byłą na dnie drugiego worka, który przeszukał…

Ale wróćmy już do samego pudełka, bo to chyba miało być najważniejsze w tym wywodzie. Zrobiłam taki trochę rozpaczking na żywo na moim insta stories — zapisałam tych kilka plansz, wiec można sobie zobaczyć. Moja euforia i radość, i zadowolenie trwało może 20 minut, a potem przyszła rzeczywistość. A oto zawartość pudełka, żeby było łatwiej zrozumieć:

  • oczywiście broszurka, która mówi, co jest we wrześniowym boxie;
  • 3 karty z motywacyjnymi cytatatmi, któe sobie można powiesić, albo oprawić;
  • herbatka — sztuk jeden, więc nieco smutno;
  • sojowy wosk, ten taki co się rozpuszcza i łądnie pachnie;
  • 3 ołówki z jakimiś mottami;
  • zakładka do książki;
  • „dwie” książki Elif Shafak.

I tak szczerze, zawartość tego boxa chyba nie kosztowała £17 funtów. Dodatkowo samo pudełko jest wiotkie i szybko się wgniotło przywalone ilością paczek w worku, a na zeszłorocznych zdjęciach widać takie porządne kartonowe. Ogólnie, mam wrażenie, że dodatki do mnie nie trafiają. Herbatę wypiję, ale ołówków mam sporo, zakładka jest brzydka, a wosku nie mam na czym topić. Największy zawód to książki.

Pisałam na samym początku, że twórczyni boxa obiecała dwie książki. DWIE. No powiedzmy… Pierwsza książka to kieszonkowe wydanie The Barstad of Istanbul Elif Shafak. To w ogóle była taka podjarka ze strony Books That Matter, bo współpraca z wielkim wydawnictwem Penguin, a ja mogę jedynie westchnąć z zażenowaniem. Bo to mała książeczka (format B6 może, albo ciut większy), która liczy około 350 stron, czcionka jest mikroskopijna — wydanie kosztowało £8.99, bo cena jest nadrukowana na okładce. Nie mam pojęcia czy będę w stanie przeczytać to w takim formacie tak, żeby oczy mi nie krwawiły. Stąd też zrezygnowałam z recenzowania książki i pudełka razem.

Druga „książka” to broszurka, która liczy 18 stron (OSIEMNAŚCIE) i zawiera w sobie krótki esej autorstwa Shafak (11 stron) oraz fragment powieści 10 Minutes and 38 Seconds in This Strange World (6 stron). Czy ja to muszę komentować?

Broszurka o pudełku, która jest w środku, zapowiada kolejna edycję. Otóż październik ma być witch-y, celestial, halloween-y special. Motyw przewodni nawet mnie interesuje i możliwe, że tym razem dodatki będą ciekawsze, ale za cenę £20, to ja pewnie książkę z boxa mogę kupić sama w lepszym wydaniu.

To doświadczenie nauczyło mnie, że nie warto. Books That Matter już nie zamówię z dwóch powodów: kurier Hermes oraz kiepska (dla mnie) zawartość. Czy kupię jakiś inny box? Nie sądzę. Za dużo rozczarowania. No i za cenę £20 mogłam mieć minimum 2 inne książki papierowe, które faktycznie przeczytam i/lub około 5 ebooków.


10 myśli na “Podobno miałam dostać super feministyczne pudełko książkowe…”

  1. Co do kuriera, to pewnie ten jeden sąsiad spod 14 jest zawsze w domu, więc kurier ułatwia sobie życie i zostawia u niego, zamiast biegać po całej ulicy… u nas kurierzy zostawiają paczki na ochronie w drugim budynku, mimo że jestem w domu i czekam. I dostaję smsa, że paczka czeka na ochronie… zdarzało mi się strasznie ciężkie pudła taszczyć do domu, aż mnie plecy potem bolały. Bo kuriera biorę właśnie po to, żeby nie taszczyć ciężkiego, on ma taki wózeczek przecież. :/ Ale do mniejszych przesyłek Paczkomaty są błogosławieństwem! Mam paczkomat praktycznie pod domem, mogę sobie odebrać spokojnie kiedy chcę i latać pół miasta do jakiegoś punktu odbioru. Co za cud techniki.

    Co do pudełka… myślałam, że będzie bardziej feministyczne? Nie bardzo wiem, co ma herbata (jedna torebka? lol) do feminizmu. Ogólnie wygląda to tak, jakbyś kupiła nie boxa, tylko książkę i do niej parę drobiazgów. Ta edycja wiedźmia brzmi fajnie, bo i łatwiej stworzyć magiczne dodatki niż feministyczne, ale i tak bałabym się o ich poziom. Rzeczywiście wygląda rozczarowująco.

    1. Tzn. oni się reklamują, że wszystkie pudełka są niby feministyczne. Motyw przewodni tego miesiąca to silne kobiety (czy jakoś tak).
      Mam wrażenie, że zawartość nie była warta 17 funtów – nie kiedy dostaje słabe kieszonkowe wydanie książki, które pewnie kupiłabym za max 2 funty w sklepie z używkami.

  2. Książki wydawnictwa Penguin były w bibliotece UG i każda na którą trafiłam miała taką właśnie mikroskopijną czcionkę, chociaż moje oczy akurat zaskakująco dobrze ją znosiły.

    Pudełko brzmi mocno żenująco, w boksie książkowym spodziewałabym się głównie książek, a nie bezużytecznych (przynajmniej dla mnie) gadżetów. Chcesz się doedukować na ważne tematy a zamiast tego masz ołówek z mottem, które pewnie możnaby bez trudu znaleźć w Internecie 🙁

    1. Pewnie jak już sięgnę po książkę, to się do wielkości liter przyzwyczaję, ale nadal uważam, że to bardzo słabe dać taką lipną kieszonkową wersję a podniecać się przez pół miesiąca, że taka super współpraca.

  3. Ech, właśnie dlatego mnie zawsze odrzuca od boxów. Lubię ideę, fajnie byłoby tak dostawać niespodziankę co miesiąc, ale ceny vs. zawartość budzą moje obawy. Z drugiej strony tak słabego boxa chyba jeszcze nie widziałam. Patrzyłam głównie na artystyczne i te że słodyczami/gadżetami z Azji i tam było sporo zawartości, nawet jeśli nie da mnie osobiście.
    Ta akcja z dwiema książkami to w ogóle jakaś kpina, jak można osiemnastostronicową broszurkę nazwać książka. Pewnie to wszystko nie wyszło drożej niż 10£ :/ Rozumiem że ktoś na tym musi zarobić, ale grunt w tym, żeby odbiorca nie miał wrażenia że został oszukany. Przecież ona na tych książkach za 8 funtów dostała na pewno duża zniżkę (w Polsce to by było pewnie jakieś 40%). Nie zapłaciłam za to a i tak jestem rozczarowana 😅

    1. Ale jest masa ludzi, która się autentycznie cieszy z zawartości tego boxa. Ja to nie mam nawet gdzie tego wosku „spalić”.
      No i ja jakoś o autorce z tego miesiąca mało słyszałam, ogólnie tam sporo jest takich mniej znanych, ale któregoś razu dali Kirke, którą czytałam i byłam zachwycona. Może ja jednak nie jestem z tych osób, do których to przemawia, a miałam chwilową podjarkę bo to pierwszy raz.

  4. Ojojoj. Rozumiem zawód. Zawartość pudełka nie brzmi na nic wartego uwagi i jeszcze te przygody z kurierem. Osobiscie nigdy nie kupowałem nic w typie mystery boxa, bo jakoś nie widzi mi się wydać kupy kasy na kota w worku i po twoim wpisie sądzę, że to dobra postawa. Zawodu mniej, a za te same pieniądze mozna kupić konkretne i bardziej wartościowe rzeczy.
    Ekscytacja z niespodzianki? Dziękuję, ale postoję. Nie zamierzam liczyć na przypadek.

    1. No właśnie taki niewypał na całej linii. Na bank będę obserwować co mają w kolejnym pudełku, bo ciekawi mnie ten wiedźmowy klimat na październik – może sobie sama kupie książkę 😀
      I bardzo dużo osób skarży się tak ogólnie na firmę kurierską.

  5. Heh, kurierzy. Jak jeszcze mieszkałam na wsi, to zdarzało im się dzwonić, czy aby nie mogłabym skoczyć do sąsiedniej wsi, bo oni akurat tam są i nie musieliby jechać dalej. No nie koleś, jakby mi się chciało drałować te 2km, to bym sobie odbiór w punkcie pocztowym zamówiła (bo akurat w tamtej sąsiedniej wsi była najbliższa poczta). Teraz jestem wierna paczkomatom, a już zwłaszcza odkąd postawili mi jeden 50m od domu.

    A box rzeczywiście trochę słaby. I faktycznie nie wygląda na wart swojej ceny. W sumie spodziewałabym się jakichś esejów albo biografii… Mnie osobiście nigdy taka forma nie przekonywała. Może słusznie.

    1. No miałam chyba jakiegoś pecha ogólnie. Myślę jednak, że dobrze się stało, bo sobie zaoszczędzę 20 funtów miesięcznie i wydam je na coś innego 😉 Np. zwróci mi się niedługo za nowy monitor 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *