Audiobooki 2.0 – jak nie słuchać książek

Kiedy na początku kwietnia robiłam podsumowanie kwartalne czytania, stworzyłam sobie też małą listę lektur na kolejne trzy miesiące. Był tam jeden audiobook, który zawsze pojawia się gdzieś z boku w moich planach czytelniczych. Pojawiał się tam od prawie czterech lat, i w końcu udało mi się go odsłuchać.

Audiobooki zaczęłam słuchać w 2015 roku, bo moja praca pozwalała mi na siedzenie ze słuchawkami. Ale teżczęsto wracałam do domu piechotą, co dawało mi około 40 minut słuchania w trakcie marszu. W tym czasie przesłuchałam kilka tytułów, nawet pisałam o tym na blogu (w kilku miejscach). Zaczęłam tez popularną serię Jarosława Grzędowicza Pan lodowego ogrodu. Nigdy jednak jej nie skończyłam. Udało mi się wtedy odsłuchać 3 tomy i jakoś nie było mi po drodze do ostatniego w żaden sposób. Podchodziłam do niego kilka razy, aż w końcu, w tym roku, postawiłam sobie za cel dosłuchanie serii. I to było dość dziwne.

Zacznę od tego, że nagle wpadłam w historię, której zupełnie nie pamiętałam. Nie wiedziałam kto jest kim (chodzi głownie o postacie drugoplanowe, że je tak określę), ani jaką rolę odegrał we wcześniejszych wydarzeniach. Zresztą wcześniejsze wydarzenia też jakby przez mgłę, bo kto by to pamiętał tak dokładnie po 4 latach? Mój umysł nie ogarniał. No bo jak to tak?

Ale szłam w zaparte. Mówiłam sobie, że dam radę, że mi się przypomni. Dałam radę, bo skończyłam, ale nie obyło się bez małych wpadek i problemów. Bo to, że nie pamiętałam, to było oczywiste przecież, ale ten fakt, ta niewiedza, powodowały zupełnie inne rzeczy. Jak trafiały mi się fragmenty, które wynikały z czegoś z poprzednich tomów, to mój mózg się wyłączał i zaczynał sobie o czymś myśleć. Tak bardzo nie umiałam się skupić na tym, co słucham. Bo historia była bełkotem. Lepiej zrobiło się, jak dopasowałam do siebie kilak klocków i ogarnęłam główne wątki fabularne — mogłam je w końcu śledzić jako tako. No i kiedy pozbyliśmy się tego przejścia między tomem 3 a 4, i historia dała mi historię wielkiego finału całego tego kociołka. I przyznaję się bez bicia, nie pamiętam co było na początku tego 4 tomu.

Moje doświadczenie ostatniego miesiąca, bo to głownie w maju zaparłam się, żeby przesłuchać tom czwarty Pana lodowego ogrodu, było lekkim niewypałem. Często byłam rozkojarzona i nie potrafiłam się zmusić do słuchania. Wprawdzie pod koniec odkryłam, że to świetnie relaksuje przy zmywaniu, ale nie zmywam aż tyle.

Poczułam się tez oszukana. Oszukana przez samą siebie i moje wspomnienia. Pamiętam, że słuchanie audiobooków było czymś naprawdę pozytywnym i chciałam to robić częściej. Tymczasem spotkanie z nimi po latach okazało się niezwykle trudnym zajęciem. Musiałam niezwykle się starać, żeby robić coś, co nie zajmuje mojego umysłu — obok zmywania było to układanie pasjansa na komputerze. A układanie pasjansa przez 2 godziny, bo akcja nabiera tempa, bo się dzieje, bo już tak blisko końca, nie jest najlepszym zajęciem na wieczór…

I teraz sama nie wiem, czy audiobooki jeszcze wrócą do mojego czytelniczego repertuaru (o ile można tak to nazwać). Okazuje się, że nie potrafię się skupić aż tak bardzo jak kiedyś, co zdecydowanie wpływa na jakość odbioru. Przypuszczam, że musiałabym przesłuchać jeszcze jeden lub dwa tytuły, żeby to poprawić. Ale z drugiej strony, nie mam też już takich warunków, bo jeśli mam siedzieć i układać pasjansa, to równie dobrze mogłabym sama sobie czytać jedną z moich licznych, czekających w kolejne, książek.

Przyznam się też, że zdecydowanie milej wspominam słuchowiska — Trylogia husycka Sapkowskiego była genialnie nagrana — niż książki czytane przez jednego lektora. I gdybym się jeszcze kiedyś na audiobooki zdecydowała, to chętniej sięgnęła bym właśnie po taką wersję nagrania (niestety nie ma ich chyba za wiele).

Co do samego Pana lodowego ogrodu, to całkiem dobrze się go słuchało. I myślę, że spodobałby mi się jeszcze bardziej, gdybym zwyczajnie pamiętała co się działo z poprzednich części. Przygody Vuka były ciekawa podróżą do śledzenia, zakończenie całej serii przyniosło pewne zaskoczenia i historia jest bardzo dobrze zamknięta.


Znajdziesz mnie:

Facebook: Iwona Magdalena
Twitter: @IwonaMag
Instagram: iwona.mag
Goodreads: Iwona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *