Anne with an „E” — sezon 2

Tworząc Anne with an „E” Netflix postawił sobie wysoką poprzeczkę – robi to często. Widzowie, w tym też ja, zafascynowani nową odsłoną przygód Ani, długo czekali na kolejny sezon, by znów się zakochać i zachwycać. Czy platformie się to udało?

Animacje z czołówki są takie poetyckie.

Netflix kazał mi czekać ponad rok na nowy sezon, na kolejne przygody Ani, na jej zielone włosy, na więcej spięć między nią a Gilbertem. Pierwszy sezon był dla mnie odkryciem i nową miłością do przygód rudowłosej marzycielki. Dlatego kiedy pojawiła się pierwsza zapowiedź i data premiery, to spodziewałam się takiego wielkiego „oomph!”. I czuję się nieco rozczarowana.

Ale nie będę pisała tutaj kilometrowej recenzji, a raczej bardzo nieskładną opnie o tym, co mi się podobało, a co już nieco mniej.

(a teraz mogą się pojawić spilery, tak więc proszę uważać)

Fabuła: gdzie się podziała Ania?

Bo szczerze mówiąc, pierwsza połowa sezonu nie przypadła mi do gustu. Ten cały motyw gorączki złota, ci dwaj oszuści zagnieżdżeni na Zielonym Wzgórzu… To mnie nie kupiło oni trochę. I nudziłam się na tych pierwszych odcinkach, bo ciągnięcie tego wątku było jakieś takie niefortunne. Zrobienie z Ani takiej nieudanej bohaterki, nie wyszło jakoś spektakularnie – rozterki dziewczyny jednak zeszły na dalszy plan, całe jej zmaganie się z życiem zostało w kącie. Bo postawienie na pierwszy planie dorosłych i tego finansowego zmagania jakoś ukradło wiele z magii serialu. A przynajmniej ja tak to odczuwam.

I na dokładkę Gilbert. Uroczy Gilbert, który bawi się w pracowanie na parostatku. I bawi się jest tu słowem kluczowym – w końcu nadal jest młodzieńcem i chyba nie wszystko dokładnie rozumie. Oczywiście mała przygoda pana Blytha ciekawie rozbudowała postać, nauczyła go tego i owego, zbudowała mu charakter (przy okazji wprowadziła do serialu motyw rasizmu) to ja bym wolała, żeby trochę bardziej dręczył Anię i wyzwał ją do przejścia po dachu domu (chociaż to chyba nie był on, ale to drobiazg).

Bohaterowie: tak cudownie ludzcy!

Całe szczęście, reszta sezonu, jak ich wątków, już tak bardzo mi nie przeszkadzała. No i dostałam zielone włosy! Sam fakt, że Ania próbowała zmyć czerń ze swoich rudych warkoczy, dlatego wszystko się odbarwiało – cudowności! I jeszcze fakt, że po obcięciu Ania nie chodziła z idealnym bobem, a z paskudną fryzurą na chłopaka.

I znów, jak przy pierwszym sezonie, muszę pozachwycać się Marylą i Mateuszem. Tak bardzo kibicuję pokazywaniu ich przeszłości i wewnętrznych demonów, które determinują ich zachowania. Myślę, że serial straciłby bardzo wiele, gdyby scenarzyści nie zdecydowali się na dodanie wątków rodzeństwa Cutbertów. Pokazują dlaczego Ania jest dla nich ważna i dlaczego oni są ważni dla Ani. I oczywiście jest tu wiele dramatów, ale podoba mi się to, jak ta dramaturgia jets budowana. Po pierwsze, Mateusz nie dostanie nagle zawału, gdzieś w połowie całej historii – pewnie dostanie, ale wiemy, że boryka się z problemami serca już od 1 sezonu. Po drugie, Maryla nie straci nagle wzroku, bo widzimy, że już wcześniej coś się z nim (wzrokiem oczywiście) dzieje niedobrego.

W ogóle Maryla, i jej wewnętrzne demony, to jest chyba temat na osobny wpis. Do tego Geraldine James jest tak bardzo ekspresywna w tej bardzo ułożonej Maryli.

Inni bohaterowie? A owszem. Nagle pani Barry z takiej sztywnej kobiety staje się bardziej złożoną matką. W końcu też poznajemy dzieciaki, które otaczają Anię w szkole i to zaczyna nabierać zupełnie innego rozmachu. I jest Cole.

Z postacią Cola mam ten problem, że nie bardzo widzę jej potrzebę. Bo chłopak wydaje się taki nijaki, i jest tam chyba tylko po to, żeby wprowadzać inne wątki LGBT. Cole to pewien odnośnik do ciotki Józefiny, którą pewnie nadal byłaby urocza jako zwykła ekscentryczna stara panna, nie koniecznie stara panna „z żoną”. Ale wprowadzenie dziwnego romansu Prissy i pana Phillipsa i wmieszanie w to zagubionego chłopca (tak, dalej mówię o Cole’u), to już wyszło niezwykle świeżo. Uciekająca panna młoda pod koniec XIX wieku to pewnie było dość zjawiskowe wydarzenie.

Chce więcej Anne with an „E”

Skończył się 10 odcinek i zrobiło mi się smutno, bo zdecydowanie chciałam więcej. Twórcy serialu zwyczajnie pootwierali pełno kolejnych okien i drzwi dla fabuły i aż żal, że trzeba będzie długo czekać na kolejną odsłonę. W końcu nie ma nawet potwierdzenia, że pojawi się sezon 3, a i na ten 2 czekaliśmy ponad rok. Bo co teraz z rodzącym się uczuciem miedzy Anią a Gilbertem? Co z niezwykłą fascynacją panią Spancer?

Pozostaje mi jedynie czekać, i w chwili słabości obejrzeć jeszcze raz.

Tagi:

0 myśli na “Anne with an „E” — sezon 2”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *